Niestety zieleń to już pieśń przeszłości. Tempo w jakim żółknie wszystko oraz w jakim opadają liście jednak oznacza jedno - wkrótce po letnim ogrodzie nie zostanie nawet ślad.
Dławisz na ogrodzeniu zmienił kolor w niemal jeden dzień i sypie liśćmi
A pod nim rozplenice, więc mam co sprzątać i to w dodatku muszę delikatnie wybierać listki z traw, by ich nie uszkodzić. A rozplenicowe kotki przechodzą metamorfozy - od bardzo kudłatych do takich najeżonych ziarenkami, nadal cudne.
Niezawodnie cieszą kolorem rozchodniki
ale jednak ogród teraz, szczególnie w tym roku, to niemal wyłącznie ciężka praca. Sprzątanie, porządki, przycinanie, cięcie, usuwanie... etc.....
Nie narzekam, lubię porządki, lubię to uczucie satysfakcji, kiedy patrzę na ogród, gdzie niemal wszystko na swoim miejscu.
Tylko żal, bo już niedługo będzie tak pusto.
Cebul nie sadzę, bo za gorąco, a i tak kilka niezauważonych i pozostawionych w ziemi szafirków - wykopałam wszystkie w czerwcu - wypuściło zielone wąsy.
Chyba jednak każdy rok jest inny i stosowanie sztywnego kalendarza ogrodnika byłoby niewłaściwe. Myślę, że po kilku latach w ogrodzie, każdy wyrabia sobie własne rozeznanie co i jak robić. Pod jednym jednak warunkiem - że dużo czytał i łączył obserwacje z wiedzą zdobywaną od bardziej doświadczonych. Jak dla mnie, taka właśnie kombinacja jest idealna. Bez wiedzy innych nic bym nie potrafiła. Bez własnego doświadczenia i obserwacji stałabym w miejscu.
Dzisiaj czuję się niemal pewnie w ogrodzie, ciągle mnóstwo czytam o roślinach, sprawdzam, ale to już są coraz głębsze wtajemniczenia ;-)




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz