Nie da się udawać, że sezon ogrodowy nie ma się ku końcowi. Dzisiaj szary dzień, wprawdzie ciepły, ale w nastroju niezwykle jesienny. Piękny, bo kolory są oczywiście cudne, piękny także, bo po ostatnich dniach jakże bogatych w emocje, złe i dobre, taki wyciszony czas wśród moich ukochanych roślin, w zielonej ciszy, to cudowna zmiana i odpoczynek dla duszy i umysłu.
Emocje negatywne, czy pozytywne zawsze wyczerpują.
Kontakt ze szczęśliwym człowiekiem, który potrafi walczyć o swoje spełnienie jest niezwykłym doznaniem, dobrym, ale też zostawia ślad na naszej psychice.
Kontakt ze złymi ludźmi, ludźmi malutkiego formatu, ludźmi bez wiedzy, wrażliwości jest straszliwym doświadczeniem. Zostawia ślad, jak błoto, zmywalny, ale póki trwa budzi wstręt.
Dlatego tak unikam kontaktu z ludźmi w każdych okolicznościach. Coraz mniej mam ochoty, potrzeby, by z ludźmi mieć jakikolwiek osobisty kontakt. Moje odosobnienie ma głęboki sens. To mój wybór, to sposób, by uciec od wszelkiej ludzkiej małości, możliwości by ktokolwiek miał jakikolwiek dostęp do mnie i mojego życia.
Wracam po tej osobistej dygresji na Młociny. A tu kolory jesieni coraz piękniejsze. Czekałam na to, co wydarzy się z moja Oskrzydloną i oto jest!
Przepleciona z trawami, Miłką, Zebrinusem i turzycami powoli zmienia się w krzew ognisty. A to dopiero pierwszy jej sezon u mnie.
A tu Dławisz pokazuje swoje jesienne szaty, ma mnóstwo jagódek, których jeszcze nie widać spod liści, ale w zimie bedzie ptasia spiżarnią.
Poza fascynacją kolorami, jak zwykle mnóstwo porządkowych prac jesiennych, kolejne zbiory winogron, grabienie liści, ale tez 'wytrzepanie' moich Szmaragdów. Tuje maja zawsze sporo martwych gałązek w środku, niewidocznych, ale pozostawienie ich na zimę, to niebezpieczeństwo gnicia i chorób grzybowych. To konieczne, by pousuwać te żółte kawałki, a do tego to bardzo łatwo zrobić, wystarczy przeczesać ręką gałązki tui, a żółte sypią się same.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz