czwartek, 23 kwietnia 2015

Dlaczego piszę codziennie

Piszę, bo to jest moja kronika ogrodowa. 

Nawet gdyby nikt tu nie zaglądał - a tak nie jest :-) BTW Dziękuję czytającym :-) - prowadziłabym te moje blogi dla własnej przyjemności i możliwości cofnięcia się w czasie, by zobaczyć kolejne etapy powstawania moich ogrodów. 

Taki pamiętnik, tyle że elektroniczny i publiczny.

Często w chwilach zwątpienia oglądam sobie od czego zaczynałam, porównuję rośliny rok po roku, poza walorem emocjonalnym, ma to też ogromny walor edukacyjny. Sama na moich roślinach uczę się tego, jak szybko rosną, gdzie im było źle i po przesadzeniu było lepiej, albo gorzej, jak udały mi się rozmaite zabiegi ogrodnicze.

Poza tym, każdy lubi się dzielić swoimi pasjami, ja też lubię, tylko dla mnie ta wirtualna to jedyna - z wyboru - forma takiego dzielenia się. Wirtualny dystans to taki ogromny komfort psychiczny.

No ale wracając do naszych baranów ;-) czyli ogrodów, dzisiaj kilka zdjęć nadal z Młocin. 

Zacznę od bardzo trudnej operacji, jaką było usunięcie jednego z moich ukochanych berberysów. Otóż kiedy sadziłam je jesienią 2012 roku w listopadzie, to były oczywiście kruszyny

  
Na tym zdjęciu po prawej stronie rosną Berberys Dual Jewel pomiędzy dwoma Yytte. Dzisiaj dokonałam eksmisji tego środkowego, ale zawsze powtarzam, przesadzanie to lubię. 

Już w styczniu tego roku zauważyłam, że im za ciasno

 

Dual Jewel z trudem przeciska się do światła.
 
A to już eksponat w doniczce do zawiezienia do Borkowa.


Sasanki po raz pierwszy mają głowy do góry!


Ach te Bodziszki! Ewo dziękuję!



Liście na Dębolistnej



I mój ulubiony Obsydian


A tu wbrew moim obawom, że pośpieszyłam się z dzieleniem rozplenic, każda kępa kiełkuje


Ukochane Wilczomlecze



Cudowna kępa czarnej rudbekii




Chyba jest pąk na Red Charm!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz