Jesienne zbiory w pełni. I przetwórstwo także.
Dzisiaj krążąc między komputerem (praca) a kuchnią, obrabiałam brzoskwinie, zebrane 2 dni temu. A jest co z nimi robić, bo przecież w tych mechatych skórkach do słoja się nie nadają. Na szczęście sposób na szybkie 'oskórowanie' mam już opanowany w pełni. Po niewiele ponad godzinie 4 litrowe słoje pełne brzoskwiniowej słodyczy ;-)
Po południu, jak się już wyrwałam z objęć pracoholizmu dotarłam na Młociny.
Ostatni zbiór jabłek.
Teraz zostają jedynie gruszki i winogrona. Gruszki chyba zostawię ptakom, bo większość i tak jest na wpół zjedzona, a poza tym dotarcie do nich wymagałoby chyba bycia właśnie ptakiem ;-)
Jak już nie raz pisałam, ta stara grusza jest u mnie tylko ze względu na jej niezwykłą urodę, cień jaki daje, a owoce to raczej uczta dla skrzydlatych.
Parę jesiennych widoczków
Trzmielina oskrzydlona, Zebrinus i suche kwiatostany Sadźca
Kwitnące nadal Dziwaczki
Zieloność Głogownika i wielkiej hosty
Popołudniowy brak słońca, ciemne światło, znowu suche rabatki, wszystko razem dzisiaj sprawiało wrażenie silnie jesienne. Ale jesienne na smutno, jakby jednak koniec sezonu był coraz bliżej.










Brak komentarzy:
Prześlij komentarz