Tytuł stąd że jednak te moje dwa ogrodowe królestwa zmuszają mnie do ciągłego przeplatania planów dla obu ogrodów, a czasem sporo się dzieje na Młocinach, by Borków miał to, co mu potrzebne. Ostatnio zwiozłam z Borkowa na Młociny deski na ścieżkę nad stawem, a dzisiaj pocięłam je na odpowiednie kawałki. Mam tylko elektryczną pilarkę, a że w Borkowie nie mam prądu, to większe cięcie muszę wykonać na Młocinach.
Warsztat rozstawiony ;-)
Pocięte deski już w samochodzie, jutro pojadą do Borkowa, a w domu rosną Tawliny też do Borkowa.
Poza tym w domu rosną też sadzonki z tych paskudnych kapersowych zakupów i chyba udaje mi się jednak coś wyhodować.
Sadziec
Jarzmianka
Nie zmienia to mojego zdania o takich zakupach - to loteria, do tego wymaga dodatkowych kosztów na donice, ziemię. Gdyby te kapersy były w cenie 1/3 ceny ukorzenionych roślin w doniczkach, to co innego. Ale są w cenie właśnie takich już gotowych do wysadzenia do ogrodu oferowanych w innych sklepach.
Poza tym nadal kilka z tych sadzonek marnie rokuje.
A na Młocinach dalszy rozwój.
Hiacynty niskie w tym roku. Może jeszcze podrosną.
Ubiorek zaraz zakwitnie.
To nowo posadzony clematis Violet Pink. Już kwitnie!
Szafirki też słabiutkie
Za to hosty rosną wielkie ;-)
I Bodziszki wspaniałe!
Najsilniejsza z moich żurawek Obsydian pięknie rośnie.
Wiesiołek trzeci rok z rzędu taka sama kępa.
Trawnik rośnie a z nim chwasty. Jeszcze nie kosiłam, na razie wyrywam i wycinam chwasty i sypię kompost w dziury po nich. Poza tym rejestruję straty, a są w tym roku ogromne. 2 pięciorniki, jeden pigwowiec, wszystkie turzyce w liczbie kilkunastu, cebulowe marne, lawenda do wymiany, nie wiem co z budleją i krzewuszkami. Boję się też o rodgersje, bo nie dają znaku życia. Taki to los ogrodnika.
Jutro Borków i zakwaszanie stawu torfem. Może walka z glonami będzie skuteczniejsza.


















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz