Jak ja tęskniłam za takim widokiem!
Soczyste, zdrowe liście, żadnych pożółkłych, pozwijanych brzegów, mnóstwo nowych odrostów, ziemia czarna i pulchna... Tak, po ostatnich ulewach ogród wreszcie odżył.
185 metrów to adres tego bloga, bo tyle ma ogródeczek, który zrządzeniem losu stał się moim nowym miejscem na ziemi w 2011 roku. To ogródek w ROD na Młocinach w Warszawie. Opisałam tu historię powstawania, budowania, kształtowania tego zielonego miejsca. To była codzienna relacja z pracy w ogrodzie. Dzisiaj to już historia. Dla mnie. Ogródeczek ma nowych właścicieli. Blog zamykam, nic tu więcej już nie napiszę, ale na pewno będę wracać do wspomnień.
Patrząc na tego przetacznika dziwię się, że tak wielki wyrósł. Zupełnie jak krzew jakiś! Widać dopasowało mu miejsce i podłoże. :)
OdpowiedzUsuńWidzę, że Miś Paddington nie tylko po łyk świeżego powietrza na działki przyjechał, ma co podziwiać! :)
O, jakże się cieszę, że jesteś! Busz w tym roku niesamowity. Wszystko obfite i duże. A tak narzekałam na wiosnę ;-) Misie to moja mała słabość, lubię pluszaki nawet teraz, na starość:-) Widziałam Twoje jeżówki i inne bogactwo kwiatów. Jak zawsze masz wspaniałą różnorodność.
Usuń