Nie ma nic wspólnego z kantowaniem ;-)
To jedna z kilku rzeczy, których nauczyłam się na Ogrodowisku. Jak na każdym forum - dopóki tam wytrzymywałam - przez oglądanie ogrodów i codzienny kontakt z ich twórcami uczyłam się bardzo wielu rzeczy. Bez tej wiedzy moje ogrodowe działania byłyby skazane na internet, a ten jak wiadomo nie zawsze jest mądry ;-)
Odkrycie tego, jak można zadbać o krawędzie trawnika i zakup narzędzia do tego celu, słynnego Bentley'a zmieniło moje podejście do ogrodu, wyglądu rabat. Bo jak się raz 'zkancikuje' trawnik, to już nigdy żadna inna wersja ogrodu nie ma szans. Krawędzie trawnika to oczywiście odkrycie Anglików. Chyba w żadnym angielskim ogrodzie nie widziałam innego sposobu ograniczenia rabat i trawników.
Ja dzisiaj wreszcie zabrałam się za bardzo zaniedbane kanty moich trawniczków. Ostatnio miałam za dużo na głowie w pracy, ogrody były na nieco drugim planie, robiłam tylko to, co pilne, albo najpilniejsze. Wreszcie znowu mam czas i ochotę na dopieszczanie ogrodu, czyli to co lubię najbardziej. Perfekcyjność, niestety.
Bentley w działaniu
I efekty
Po pracy bentley wraca na swoje honorowe miejsce
I kilka dzisiejszych fioletów, chociaż poza praca, czyli koszeniem trawnika i kancikowaniem zbyt wiele czasu na podziwianie kwiatków nie miałam.
A jeszcze o urlopie - wokół słyszę pytania - ' a gdzie urlop ?'
No jak to gdzie?
W ogrodach oczywiście. Przywiązują nas te ogrody, chociaż dają wolność, ciężko je zostawić na dzień nawet, ale ja to przywiązanie wybieram świadomie. Świat zjeździłam wzdłuż i wszerz, może jeszcze nie byłam wszędzie, ale już mnie nie ciągną podróże.
No chyba że do Borkowa ;-)
____________________
PS
Zapomniałam napisać, że już wiem co mnie pogryzło. To czerwone mrówki, Wczoraj pogryzły mnie znów, ale reakcja organizmu już lżejsza. Uodporniłam się po pierwszym pogryzieniu. Prawda powiedzenia 'co nas nie zabije, to nas wzmocni' jak na dłoni. Pan Tusk ma rację za innymi mędrcami tego świata ;-)
Kiedy zaczynałam wracać z działki, tuż przed deszczem, ugryzła mnie osa. W szyję. Nic mi nie jest, ale zaczynam się zastanawiać, czy skoro nic mnie nie gryzło przez 66 lat, to teraz mam wyrobić jakąś normę ;-)
____________________
PS
Zapomniałam napisać, że już wiem co mnie pogryzło. To czerwone mrówki, Wczoraj pogryzły mnie znów, ale reakcja organizmu już lżejsza. Uodporniłam się po pierwszym pogryzieniu. Prawda powiedzenia 'co nas nie zabije, to nas wzmocni' jak na dłoni. Pan Tusk ma rację za innymi mędrcami tego świata ;-)
Kiedy zaczynałam wracać z działki, tuż przed deszczem, ugryzła mnie osa. W szyję. Nic mi nie jest, ale zaczynam się zastanawiać, czy skoro nic mnie nie gryzło przez 66 lat, to teraz mam wyrobić jakąś normę ;-)









Tak jak wykoszony trawnik, tak przycięte kanciki korzystnie wpływają na obraz ogrodu.
OdpowiedzUsuńZ bylinowej możesz być już zadowolona.:)
Wykoszony trawnik to tylko pierwszy etap. Potem jest wyrównywanie nożycami krawędzi, 'wąsów', potem wygrabienie tego co ścięte nożycami i przy okazji rabat i trawnika, wygrabienie trawnika, a potem jak jeszcze są za mało ostre kanty to robota Bentleyem. A jeszcze po drodze wyrywanie chwastów, jakie zostały po koszeniu. Jak ktoś twierdzi, że trawnik to mało roboty w ogrodzie to polecam zmian zdania ;-)
UsuńBasiu, jeszcze zapomniałam podziękować za pochwałę bylinowej. Nie jest źle, to dopiero jej pierwszy sezon. Denerwuje mnie Red Baron - strasznie mikry. Pospolita biała jeżówka niezwykle ślicznie się rozrosła. Rudbekia Green Wizard - na razie słabiutko, za to Budleja nieźle. Będę nad tą rabatą dalej pracować.
Usuń