Po ostatnim weekendzie miałam wrażenie, że ogród umarł, tak był suchy i biedny. Widać moje podlewanie i ostatnie deszcze przywróciły go do życia, bo dzisiaj w słońcu, czy w deszczu - a taka była pogoda - jarzył się kolorami i pełnią życia.
Marmalade w tym roku pokochała nowe miejsce. Polecam tę żurawkę, jest wyjątkowo udaną odmianą.
Wszyscy kochają rozchodniki ;-)
Ciemna rabata pod Dławiszem - rozchodniki, bluszcze, bodziszki i Obsydian. Kolejna żurawka, moja miłość.
Aronia już bez owoców ;-) Ptaszyska jakoś wyjątkowo głodne.
Kosmatka śnieżna
I inne ujęcie ciemnego zakątka - tu hosty i bodziszki
Krzewuszka Purpurea Nana, chyba.
Nieszczęsne Hortensje dębolistne - a takie były cudne w ubiegłych latach :-(
Trzmielina oskrzydlona, moje cudo, powoli czerwienieje
Rozchodniki i Tojeść kropkowana 'Aleksander'
Kwiatostany Sadźca
Bylinówka powoli zasycha
Berberysy, jedne z wielu
Pęcherznice mix - Andre, Dart's Gold, Mindia.
Rosa Rugosa
Więcej jabłek, niż liści ;-)
Clematis Polish Spirit i w tej postaci jest ładny.
Przede mną cztery dni intensywnej pracy w pracy.
Na Młociny wrócę we wtorek, do Borkowa w środę.
Podlałam ogród, chociaż nikt wokół nie podlewa i czułam się dziwnie lejąc tę wodę w zimny, pochmurny dzień. Ale jeśli te rośliny mają żyć, przetrwać zimę, to muszą mieć wodę. Więc leję i już.
Wracam za cztery dni.


















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz