wtorek, 9 czerwca 2020

Czas moich róż i nie tylko


Flammentanz mam od wielu lat. Kupiłam je pod tą nazwą, ale ani kwiaty, ani powtarzane kwitnienie z nazwą się nie zgadzają. Co mam to mam, za to jak co roku jest co podziwiać



Z trzech zostały dwa, ale i tak liczba kwiatów i pąków jest ogromna. Trzeci krzaczek albo zmarzł, albo na coś zachorował. Dwa tygodnie temu wycięłam przy ziemi. Zwykle wyrasta nowy, czekam.


Piwonie



Jeszcze w gigantycznych pąkach


A dookoła soczysta zieloność moich krzaków ;-)



Krzewuszka zakwitła jednym kwiatem, za to ognik ugina się pod ciężarem białego kwiecia.


Bardzo lubię te jego szalone rozmiary i nadal wcale nie zamierzam go ciąć.


Te różyczki to przeciwieństwo czerwonych. Ledwie je widać, ale są śliczne.


Pęcherznice i berberysy to moje ulubione krzewy i nigdy nie zawodzą.




Jeszcze rodgersje kasztanowcolistne, żurawka Pepermint Spice, hosty rozmaite i prawie starczy na dzisiaj.




Host mam dużo więcej, ale już dzisiaj jakoś nie wpadły w obiektyw. A zwykły bodziszek korzeniasty, może jest zwykły, ale u mnie jest go dużo i zawsze będzie. W Borkowie też już jest, chociaż tam rodzina bodziszków bardzo się rozrasta.




Trawnik skoszony, powoli się regeneruje, chwasty powyrywane, sadzonki rozmaite rosną, mogę ruszać na wieś ;-)

1 komentarz:

  1. Róże przekwitają, piwonie przekwitły, znowu sucho nie wiadomo dlaczego. Wzięłam aparat na dzisiejsze odwiedziny, ale ogródeczek mało ładny mi się wydał. Jedyna pozytywna obserwacja to nowe pędy na wyciętej róży. Co za siła, jednak odrasta.

    OdpowiedzUsuń