Wczoraj szukałam wiosny w Borkowie, dzisiaj na Młocinach. Coś tam wypatrzyłam, ale ogródeczek marnie wygląda. Woda stoi na trawnikach, na rabatkach lód i błoto, na ścieżkach ślisko. Ale dzień tak piękny, że żal go zmarnować. Sekatory dzisiaj były bardzo aktywne ;-) Pocięłam róże pnące, clematisy, a potem ścięłam połowę wysokości z pęcherznic. Wybujały wysoko, ale dołem zaczęły schnąć, nie cięłam ich tak radykalnie od lat. Czas był najwyższy na odmłodzenie i uformowanie na nowo.
Tak teraz się prezentują
Na trawnik oczywiście nie wchodziłam, cięcie robiłam stojąc na mojej drewnianej ścieżce.
Tulipany?
Są też kły piwonii, pączki na różach, ale bardzo to jednak nieśmiałe oznaki wiosny.
Zabrałam ściete pęcherznice do samochodu, jutro będzie ognisko w Borkowie :-)



Bardzo pracowita jesteś. Wiem że czas jest na cięcie. Mam plan co do dyrygowania jak przyciąć starą czereśnię i mniej starą śliwę ale od planów do realizacji droga daleka. Po pierwsze odległość a po drugie zgodność moich i męża planów. Jeszcze go nawet nie postraszyłam jakie mam plany.
OdpowiedzUsuńNie mam wyboru, nie mam kim dyrygować ;-)))) Ale to akurat wolę, bo robię co chcę i kiedy chcę.
UsuńCzas na cięcie idealny, ciepły słoneczny dzień, wegetacja jeszcze nie ruszyła, a bez cięcia ogród jest niestety zaniedbany. Nie lubię cięcia i jak są krzewy czy drzewa, które nie lubią cięcia, to ja je od razu lubię. Tnę zachowawczo, kosmetycznie, tylko czasem tak jak te pęcherznice radykalnie.