sobota, 7 czerwca 2014

Kwiaty witają mnie z daleka

Od środy nie byłam na Młocinach. Czwartek i piątek intensywna egzystencja w Borkowie, dzisiaj od rana w pracy, lodówka pusta, więc w planie zakupy po pracy, ale tak silnie potrzebowałam zobaczyć moje rośliny, że nie zważając na nic pojechałam do mojego ogrodu.

Ten widok od razu wynagrodził mi brak jedzenia od 12 godzin i ogólne zmęczenie po ostatnich wyczynach na wsi.


Tak wygląda połowa mojego ogrodzenia. Paul Farges po dwóch latach pokazuje na co go stać.


Pień śliwy, który dla niego zostawiłam zaczyna spełniać swoją rolę i nie mam wątpliwości, że do końca lata zniknie pod tym clematisowym gąszczem. Tu UWAGA - nie należy się zniechęcać do tego clematisa. Pierwsze dwa lata niemal go nie widać, ale w trzecim roku pokazuje co potrafi.


Jeszcze nie jest obsypany całkiem tym białym kwieciem, ale Summer Snow to zasłużona nazwa. Do tego w tym roku, te jego białe kwiaty są dużo większe, jak zresztą wszystko w moim ogrodzie. Nie mogę uwierzyć czasem, że mi się to udało.

Zaraz za progiem kolejny clematis pokazał pierwszy kwiat, też znacznie większy niż w ubiegłym roku.


Pergola zniknęła pod zielonym gąszczem Polish Spirit, a ja czekam na kolejne fiolety, których sądząc po pąkach będzie dla odmiany fioletowy gąszcz.

Zanim jednak doszłam do tego clematisa mogłam też nacieszyć się kwiatami Hortensji pnącej na ogrodzeniu z jednej strony i lawendą pod różami, z drugiej.



A zaraz za furtka Rodgersja cudnie okazała i kwitnąca i Stella d'Oro


Wiciokrzew zaostrzony też nie próżnuje


Róża


Hosty, dwie z kilkunastu



A tu eksperyment! Trzcinnik ścięty tydzień temu, bo wyglądał paskudnie jednak odrasta. A miał iść na kompost ;-)  Przy kamieniach powoli rozrasta się Rycynowiec, czyli Rącznik, wyhodowany z nasionka oczywiście. Jeden z trzech,


Zdjęcia robione dzisiaj zwykłą komórką, nawet nie smartfonem, bo smartfon leży nieużywany. Ekran dotykowy to dla mnie koszmar, a do tego nie używam telefonu do niczego więcej, jak rozmowy i sms-y. Zdjęcia robię Finepixem, po co mi smartfon?

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Ogrody po nocach mi się śnią...

To prawda niestety moje ogrody i działki albo mi się śnią, albo nie dają zasnąć.  Czasem zmęczona niezmiernie idę spać, ale zaraz pojawia się pierwsza myśl... a może by tak wykopać i przesadzić... a może jednak dam radę przekopać i uformować inaczej ten pagórek w Borkowie... i tak godziny mijają, a ja budzę się rano ledwie przytomna.

A tu wkoło o obchodach 4 czerwca, o tych niezwykle ważnych wizytach i  taka refleksja - 12 lat temu byłabym w ogniu tego obstrzału, byłabym odpowiedzialna za jakiś ważny fragment tej koronkowej całości przygotowań, byłabym blisko powstawania naszej historii, tak jak już przez wiele lat byłam. A jednak mi nie żal, że już nie jestem. To była niezwykła praca, to były niezwykłe doświadczenia, ale stres i poczucie odpowiedzialności jest tak wielkie, że ja już wolę kopać moje hałdy.

Widać jest czas by dać z siebie wszystko w każdym wymiarze. I to warto mieć na uwadze.

A dzisiaj trochę powalczyłam z chwastami, ale wilgoć i zimno wygnało mnie do domu.

Ogród jest pod kontrolą i niech tak zostanie.


Mój pospolity świerk, gratisek mizerota nie przestaje mnie zadziwiać i bardzo go kocham, chociaż jest taki nieco 'pokręcony'


Po prostu kolory. Kocham ten widok.




Mój pospolity raz jeszcze


Przetacznik siwy - złe zdjęcie, ale że to prezent, to zostawiam. Basiu jest i kwitnie.


Scorodprasum po raz kolejny


Nasienniki Wilczomlecza Groszkowego ponad innymi wilczomleczami, których u mnie dostatek.


Moja dziwna róża wśród Runianki







piątek, 30 maja 2014

Skoszone, zadbane...

Pomimo wielu godzin pracy, to jednak komfort pracować tutaj. Oczywiście przez kontrast do Borkowa. gdzie praca jest katorżnicza na tym etapie, efektów nie widać, tzn. widoki jeszcze oczu nie cieszą.

Mając jednak teraz tylko dwa, może trzy dni na warszawska działkę, muszę bardzo intensywnie działać, by odchodząc do domu mieć przekonanie, że każdy kątek zadbany.

Skosiłam, wyrównałam brzegi ręcznymi nożycami - jednak zawsze jakieś wąsy zostają - powyrywałam chwasty, a na koniec ucięłam Trzcinnika tuż nad ziemia. Nie wiem co z niego będzie, ale zasychał dołem, wyglądał paskudnie, jak nie odrośnie rozstajemy się.

Jukka malutka, a już zakwita


Wiesiołek śliczny


Prosty kwiatek, ale ja lubię Trzykrotkę wirginijską
 




Białe czosnki Neapolitanum. Bez zachwytu.


I dokończona zabudowa ogrodzenia od strony ścieżki rowerowej. Zawsze miałam zamiar to zrobić, tylko drewna nie miałam. Teraz zwiozłam z Borkowa, bo tam drewna mam pod dostatkiem.



środa, 28 maja 2014

Moje fiolety

Nie zważając na deszcz pracowałam dzisiaj na moich 185 metrach. W kontraście do 1200 to jest kolosalny komfort psychiczny. Na razie te połacie w Borkowie mnie jednak nieco przerażają. Jak ja to doprowadzę do porządku?

Powtarzam sobie co chwilę, że to jest proces na lata, a nie na miesiąc, ale i tak chciałabym już jutro mieć tam wszystko pod  kontrolą, tak jak tutaj.

A tutaj, na Młocinach ogród jest na takim etapie, że wymaga jedynie prac porządkowych, głównie to walka z chwastem i moderowanie roślin, bo jednak rosną jak szalone i bez mojej interwencji zamiast ogrodu, byłby wkrótce dziki busz. Sekator i nożyce to obecnie najczęściej używane przeze mnie narzędzia.

A moje fiolety?
No właśnie, jakoś tak się składa, że nawet jak kupię rośliny innego kolory to i tak są fioletowe ;-) Bardzo lubię ten kolor, więc nie mam nic przeciwko takim roślinnym decyzjom.
Oto kilka z nich


Na pierwszym planie Scorodoprasum, a dalej dwie Trzykrotki, jedna ze mną od początku, druga kupiona jako czerwona.
 


Niebawem w fioletach pojawi się tutaj także Budleja, Werbena patagońska - warto dodać, że odbiła z zeszłorocznych korzeni!

Ale i żółtego u mnie dzisiaj dostatek. Irysy giganty i bardzo drobny czosnek żółty Moly





 
Czosnek Moly wśród liści Przegorzanu.

A inne kolory?

Jest głęboka czerwień moich róż






Jest róż Rosy rugosy




Jest czerń Rudbekii 'Blach beauty'


Jest po prostu zieleń



Rodgersja, berberysy


Sadziec i Miskant Zebrinus


Ostróżka jak świeca na tle zielonej ściany