środa, 7 czerwca 2017

7 czerwca


6 godzin pielenia, cięcia, przycinania, podlewania, grabienia...
Mnóstwo suchych liści, trawnik miejscami popalony, susza daje się we znaki ogródkowi, ale ogólnie nie jest źle.

Cięłam winogrona, bo już za dużo liści, cięłam Dławisza, bo już wlazł na leszczynę, cięłam wierzbę, bo już zamiatała gałązkami po ziemi prawie. Cięłam trawiaste wąsy, wyrywałam chwasty, jednym słowem same ogrodowe przyjemności ;-)

Rozkwitła piwonia





Irysy żółte kończą kwitnienie, niebieskie już całkiem przekwitły.



Zaczynają kwitnąć liliowce


Bardzo lubię te ich liściaste zielone fontanny


Wszędzie kwiaty bodziszków, jest dąbrówka



Róża pnąca po ścięciu przy ziemi, teraz ma już ponad metr i będzie kwitła. 


Na bylinowej coraz ciaśniej


Pod Rugosą zrobiłam porządek ;-)


A serduszka nadal kwitnie!


Mój bardzo cienisty zakątek.


Jutro z czystym sumieniem mogę jechać na dwa dni do Borkowa. Ogródeczek zadbany, podlany może sobie rosnąc beze mnie.


piątek, 2 czerwca 2017

Nowe kwiaty


Peonia. Coraz bliżej, by pokazała co potrafi.




Trzykrotki wirginijskie, biała i fioletowa też jeszcze w pąkach



Czosnek Molly. O dziwo, bo w ubiegłym roku nie było go w ogóle.


Pęcherznice w kwiatach



Serduszka nadal kwitnie ;-)


Są też kwiaty na jarzmiankach, ale straszna marnizna :-(


Na koniec widoczki ;-)





niedziela, 28 maja 2017

Komary!


Gryzą jak opętane. Z trudem wytrzymałam 2 godziny, ale powyrywałam chwasty, trochę wyrównałam krawędzie trawnika no i oczywiście podlałam ogródeczek. Właściwie to pojechałam na Młociny, głównie po to, by podlewać.  Ziemia znowu jak skała, ale wszystko nad podziw w dobrej formie.

Kwitnie Róża pomarszczona i Krzewuszki.



Ogniki powoli bieleją od kwiatów


Serduszka niezmordowanie też nadal kwitnie







wtorek, 23 maja 2017

Doba ma 24 godziny ;-)


Wczoraj marudziłam, że tydzień nie ma 8 dni, ale przecież doba ma 24 godziny i jak dobrze zagospodarować ten czas, to znacznie więcej można w niego wtłoczyć. W ramach nowego podejścia do doby, dzisiaj znowu po pracy na Młocinach. Jest szansa, że jakoś opanuję obydwa - młociński ogródeczek i bobrowe łąkowisko ;-)  

Kosiłam, podlewałam, porządkowałam, aż komary nie dały żyć. Zdążyłam jeszcze ze zdjęciami, ale komentarze do zdjęć dodam jutro, bo dzisiaj nie mam już siły.

Serduszka u mnie w tym roku wyjątkowo okazała.



Zawciąg nadmorski Rubrifolia, tez w tym roku bardziej się rozrósł.


Kosmatka śnieżna - Luzula Nivea - rozkwita. Trawa, która tak naprawdę jest byliną. Świetnie rośnie pod Szmaragdami.



Odbijające róże, Marmalade i ozdobne poziomki, które inaczej niż te jadalne, wcale nie są takie ekspansywne.


Kalina koralowa. Wreszcie w kwiatach, chociaż jeszcze mogłoby być ich więcej, Jednak trochę mszyc jeszcze jest. Znacznie mniej, ale są i wtedy porażone pędy nie zakwitają.


Pod różą pomarszczoną, hosty, żurawki i przywrotnik.


Moja drewniana ścieżka. Szósty rok mija a jej nic się nie dzieje. Berberysy sypią kwiatowy pył,  pęcherznice rosną jak szalone.


Rodgersja kasztanowolistna i bardzo marniutka żurawka Fire Chief. To przez ostatni upał i brak podlewania. Byłam w Borkowie, a tu żar się z nieba lał. I tak ogródeczek przetrwał wspaniale.


Odmiany Sadźca, mniejsze i większe.


Trzmielina oskrzydlona ugina się pod własnym ciężarem. Wyjątkowo też urosła w tym roku. Generalnie obfitość mojego ogrodu zadziwia mnie w tym roku.


Ognik, którego nie tnę. Ma tu miejsce, jest też wspaniałym kolczastym parawanem od strony drogi. To odmiana Ognika szkarłatnego Red column. Nie przemarza u mnie, pomimo że wcale nie jest to osłonięte miejsce.


Jeszcze sadzonka Bodziszka korzeniastego do Borkowa i można wracać. Wieczór zapada, a zaczęłam dzień o 6 rano, zatem to już 14 godzin w biegu ;-)