Dawno już przestałam dekorować dom na święta zieloną, tradycyjną choinką. Oczywiście zawsze obmyślam, a potem wcielam w czyn, co roku inne motywy podkreślające atmosferę i tradycję tych grudniowych dni. Zwykle są to niewielkie akcenty w kilku miejscach w całym domu, ale kluczowym punktem zawsze jest stół. Tych dekoracji nie może być za dużo, bo wtedy wiadomo, efekt bywa
odwrotny od zamierzonego.
Co roku jest inaczej. Tak było w 2010.
2011
2012
Co roku w grudniu przybywał też kolejny miś pluszowy z TVN aukcji charytatywnych. Wylicytowanie miśka bywało, w zależności od roku niezłym zadaniem, gdyż trafienie na aktualną aukcję graniczyło z cudem. Liczba miśków, jako specjalnie projektowanych przez znanych artystów była na początku limitowana, a miśki były oznaczane numerowanymi certyfikatami. W kolejnych latach te aukcje były zmieniane, aż miśki były dostępne w niemal każdej ilości.
Różyczka, bo tak ma na imię ta misica pochodzi z roku 2010
Jej certyfikat
Różyczka w towarzystwie Fruzi z 2009
i Fredzio 2009
Najtrudniejsza do zdobycia była Matylda
Wszystkie miśki miały numerowane certyfikaty i były oryginałami z Francji, projektu Louise Mansen
Moja Matylda wygrana na aukcji po kilku dniach 'polowania'
W Anglii już wcześniej miałam słabość do pluszaków i do mojej miśkowej kolekcji doszły te dwa słynne misie
Paddington gdzieś zgubił kapelusz i jeden kołeczek od budrysówki, ale poza tym, pomimo wieku trzyma się nieźle.
A jakby się ktoś dziwił mojej słabości do misiów, to napiszę, że nie jestem w tym odosobniona. Oto Miśkowe Muzeum w Stratfordzie, tym szekspirowskim, upon Avon, gdzie byłyśmy naszą dziewczyńską grupą. O tym będzie w blogu o podróżach. Tam też będzie misio z domu Szekspira, albo Shakespeare'a
A za oknem tymczasem śnieżyca, wichura...