piątek, 22 maja 2015

Jak piątek to Młociny ;-)

Przed pracującym weekendem i trzema dniami bez wizyty na Młocinach piątek jest zarezerwowany na prace tutaj, tak by ogród był przygotowany na moją dość długą nieobecność. 

Pisałam już o tym wiele razy, ale mam ochotę raz jeszcze wyrazić swój zachwyt nad faktem, ze pracuję właśnie w weekendy. Dzięki temu nie dotyczą mnie weekendowe celebracje i tłok na drogach. 

Kiedy dzisiaj odjeżdżałam z Młocin w Domu Działkowca trwały przygotowania do weekendowej imprezki - wrzaski dzieci biegających po ogrodzie szybko wypłoszyły mnie do domu, a to co będzie w sobotę na szczęście nie będzie moim udziałem.

A w ogrodzie chwastowisko! We wtorek zostawiłam rabatki czyste, dzisiaj i trawnik i każda wolna piędź ziemi zieleniła się ślicznymi chwastami. Poza tym dziwnie sucho jak na te ostatnie ulewy, więc podlewałam, gracowałam, spulchniałam...

Z nowych obrazków niewiele, bo raczej nadal pąki wokół. Oglądam zdjęcia z ogrodów z kwitnącymi w pełni czosnkami, a u mnie daleka droga


I tak wyglądają nie tylko te wielkie, ale właściwie wszystkie. Piszę właściwie, bo jest jeden wyjątek, do tego wcale nie kwitnie tak jak czosnki?

Kwiaty są pojedyncze, a nie zebrane w typowe dla czosnków wiechy z licznymi kwiatami. Mam wrażenie, że jednak sprzedano mi inne cebule ;-) co ostatnio jest chyba niestety dość powszechne. Zaznaczę, że kwiat jest śliczny i nie mam nic przeciwko takim niespodziankom, ale jednak lubię wiedzieć, co mi w ogrodzie rośnie. 

Z innych białych kwiatów mam kępę coraz większą Piaskowca górskiego. Kilka lat temu kupiłam taką mizerną sadzonkę, która wegetowała w różnych miejscach i wydawało się, że nic z niej nie będzie. Przesadzona kolejny raz, w tym roku rośnie coraz większa, a sądząc po liczbie paków jeszcze jakiś czas będzie kwitnąć.


Hosty wielkie i piękne i nadal bez jednej dziury!




 Zebrinus jako jedyna z moich traw ma takie rozmiary


 Pozostałe rosną, ale dziwnie powolnie. Obok Zebrinusa rośnie Sadziec i ten z każdym dniem coraz większy


Kwitnie Trzmielina oskrzydlona, ale zgodnie z opisem bardzo niepozorne to kwitnienie, ale wiadomo że w jej przypadku chodzi o te barwy jesienią

Na koniec trochę zielonego buszu ;-)

Ściana Dławisza już całkowicie odseparowała mnie od otoczenia, a Clematis Polish Spirit po tegorocznym cięciu jest gesty jak nigdy przedtem. 







wtorek, 19 maja 2015

Busz i małe kwiatki

Kilka dni przerwy od ogrodów, a tu na Młocinach zielony busz i nowe kwiatki. Zmiana jest ogromna, bo kiedy dzisiaj weszłam do ogrodu przede mną zobaczyłam gęstą zieloną ścianę. Niemal nie widać tego ohydnego ekranu dzielącego mnie od mostu.  
Niestety tylko niemal, bo nadal stanowi główne tło dla mojego ogrodu :-(





Widać też suszę. Ziemia sucha jak piasek, ale cień morw coraz większy, więc i roślinom łatwiej. A morwy nie zmarzły w tym roku i wygląda na to, że będzie mnóstwo owoców.

A co kwitnie? Kwitnie Róża pomarszczona


Kwitną małymi kwiatkami Pięciornik Jackmana i Piaskowiec górski



Kwitnie też jedna z 3 krzewuszek, tylko je pomieszałam i nie wiem, która to jest. Były Rosea, Purpurea Nana i Aleksandra. Wszystkie trzy rosną obok siebie, ale tylko ta jedna zakwitła na razie. Zwykle robię sobie zapis na planie, ale te zostały przesadzone spod dławisza, bo je dosłownie dławił ;-) Teraz, w nowym miejscu - jak na razie - pięknie rosną.


Pąki na czarnej rudbekii


Zawciąg w rozkwicie


Wiciokrzew zaostrzony chyba niedługo zarośnie cały słup, a jaśminowiec po mydlanych opryskach na mszyce ma się nieco lepiej


Rodgersje już ogromne, jest też pąk, a kwiat rodgersji to istne cudo

 
Hortensja dębolistna nie dała się ślimakom


Kiedy skoszony i uporządkowany ogród czekał na podlewanie, pogoda sprawiła mi super niespodziankę i w kilka minut ulewa dostarczyła dość wody we wszystkie zakątki ogrodu.

Mokry ogród



wtorek, 12 maja 2015

Ratunek w ogrodach

Tytuł stąd, że po raz kolejny przekonałam się dzisiaj, jak ogród zmienia optykę widzenia wszystkiego na lepsze, a całe zło tego świata jakoś maleje... 

Złe dni, bardzo złe dni za mną. Nawet nie miałam dzisiaj ochoty jechać na Młociny, na nic nie miałam ochoty...

Pojechałam jednak, bo przecież nie można zaniedbać roślin. 

Ogród to nieco tak jak pies, czy inne żywe stworzenie, zobowiązanie na życie, zatem pojechałam i kiedy tylko znowu znalazłam się na wprost tego widoku, od razu wróciła mi radość życia.


A po kilku godzinach fizycznej pracy wśród zieleni dystans do wszystkiego znowu był tak wielki, że nawet nie wiem teraz, czy może to zło wcale takie wielkie nie było, a tylko takie się wydawało...

A co widać na Młocinach?

Różanka po porządkach








Kiedy parę lat wstecz, na moją prośbę, bardzo miły sąsiad działkowy zamontował te łuki na ogrodzeniu dla moich właśnie posadzonych róż pnących, nie wiedziałam, że trochę to potrwa zanim zobaczę girlandy róż upięte na tych łukach. Dzisiaj jestem niemal blisko, a liczba różanych pąków jest taka, że jak wszystkie zakwitną, widok będzie wreszcie taki, o jakim marzyłam. No, ale poczekajmy .....

Pąki na różach, pąki na iryskach, kwitnie orlik, kosmatka, zawciąg






Zawciąg cieszy mnie szczególnie, bo w tym roku dzieliłam jego kępę na mniejsze i nieco się martwiłam, czy zimno jakie było później, nie zagroziło sadzonkom. Jak widać nie zagroziło i wszystkie kępy pięknie się rozrastają i kwitną.

Nadal są czarne tulipany




Hosty i żurawki coraz większe i nadal bez dziur. Moje gołe rabaty najwyraźniej nie zapraszają ślimaków.




Aronia w kwiatach



 Dąbrówka w szczycie formy



I trawnik po drugim koszeniu niemal bez wad



Tylko jeszcze gdzieniegdzie stary koszmar w postaci chwastnicy jednostronnej powraca na wiosnę


 Pisałam o tym wcześniej, kiedy mój śliczny, nowy trawnik nagle zaczął zmieniać się w rżysko. Walka z chwastnicą jest trudna, bo to trawa w trawie, może wydawać się czasem, że to walk beznadziejna i zapwne na dużych trawnikach tak jest. Bo można z nią wygrać wg mojego doświadczenia, jedynie poprzez regularne wyrywanie, wycinanie, czyli jest to walka ręczna. Chemia? Nie znam skutecznej. 

Na pocieszenie - wyrywanie działa, poza tym chwastnica jako trawa jednoroczna ginie po wiosennym wysiewie i jeśli ja usuniemy nie powróci w tym samym roku. Powróci na wiosnę, ale będzie jej mniej i z każdym kolejnym rokiem będzie jej coraz mniej. U mnie, po 3 latach wyrywania, wycinania, praktycznie jest w zaniku.

A na koniec moje cudne Rodgersje



I jak tu nie kochać ogrodów!