piątek, 1 czerwca 2018

Czerwcowe refleksje w upale


Od kiedy pamiętam byłam w ogrodzie. 

Tym w starym domu, jako dziecko. Pisałam o tym wiele razy. 

Potem był straszny, szary blok na głuchej prowincji, potem na szczęście wielkie zmiany, ogród w Afryce, potem moja praca i zamiana wszystkiego na wielki świat. 

Dosłownie. 

Mało jest miejsc na świecie, gdzie mnie nie było. A przecież zawsze i ciągle marzyłam o jednym - o ogrodzie. Od 2011 roku mam Młociny, od 2014 mam Borków. Naprawdę zrealizowałam swoje marzenia i chociaż grzbiet boli od pracy, pogryzione i podrapane ręce nie dają spać, dzisiaj kiedy zabierałam do kosza wyposażenie na Młociny byłam szczęśliwa. Wczoraj Borków, dzisiaj Młociny i tak co tydzień. I niech tak zostanie :-) 

A Młociny? Dają radę w tych tropikach, tylko te wiadra opadłych jabłek nieco mnie martwią. Wprawdzie na drzewach nadal ciężar owoców skłania konary ku ziemi. Urodzaj będzie niezwykły.


Róże pomarszczone ścięte jesienią do ziemi uznałam za stracone. Odrosły cudnie zagęszczone i znowu kwitną


Astilbe w pełnym słońcu. No cud jakiś ;-)


Rabata z konarem. Skalnica cudnie się ma, a kokoryczce dodałam kamień, jako cieniowanie. Obskubałam yukki z brzydkich liści. Nie wiem co im jest, ale źle rosną. A ta zielona plama z lewej, to rozchodnik biały. Posadziłam rok temu jakąś 2 centymetrową kępkę ;-)


Lilia orientalna dosadzona niedawno będzie kwitła


I widoczki






I tak dla porównania - czerwiec 2012.


wtorek, 29 maja 2018

Ostatnia majowa wizyta


Dla mnie maj nie jest tym najbogatszym - jak czytam tu i owdzie - miesiącem ogrodowym.

Mój ogródeczek młociński to krzewiasty gąszcz z nielicznymi plamami bylinowymi. Tu cały rok gra kolor liści przebarwiających się berberysów, trzmieliny oskrzydlonej, hortensji dębolistnej, rodgersji, wszystkich pnączy, od winobluszczy, przez wiciokrzewy i clematisy do dławisza. 

Kolorowy gąszcz!





Ten wiciokrzewowy gąszcz osłania to cudo! Tak ten słup wyglądał w roku 2012.


Opiszę historię słupa osobno kiedyś ;-)

Niezawodny wiesiołek. Nie lubi suszy, ale jest niezwykle wytrzymały.



Bardzo stare peonie wreszcie zakwitły. To takie typowe działkowe ;-)


Przeplatają się w tym gąszczu z liśćmi serduszki i róży pomarszczonej. Nad nimi forsycja przed przycięciem (dzisiaj już wykonane), w 'nogach' zaraz zakwitnie trojeść bulwiasta. Dobrze że się mijają w czasie, bo zgrzyt kolorystyczny byłby do bólu zębów ;-)  


A tu tojeść, w dodatku kropkowana 'Aleksander'. Jest nieco ekspansywna, ale to nie rokitnik ;-)


OMG!! Te róże ;-))))


środa, 23 maja 2018

Piwonie, róże i wszystko inne


Dzisiaj, kiedy dotarłam do ogrodu nie mogłam wprost uwierzyć, jak zmieniło się wszystko po 5 dniach. Mam busz wszędzie, a kwiatów jak na moje ogrodowe zamiłowania, jest chyba nawet za dużo.

Dlatego zacznę od tych róż. 
To takie cudne delikatne kwiaty, bez całej nachalności różanej urody. Piękne zielone pędy ukwiecone na biało. To tylko róże wielokwiatowe. Chyba wolę je od wszystkich innych.



Chociaż tymi też się zachwycam ;-)





Są też piwonie







Są też białe i fioletowe trzykrotki wirginijskie





Cudnie kwitnie skalnica i zawciąg


Hortensja pnąca przeplatana berberysami


A cały ogródeczek cudnie zielony 




Jabłonie obwieszone


Cięłam winogrona, cięłam wszystko co było za duże. Przy tej pogodzie wszystko rośnie w rozmiarze XL. Wyczyściłam iglaki z suszu, odchwaściłam wszystko, wygrabiłam rabatki spulchniając ziemię, jest porządek ;-)

Jutro Borków. Może na dwa dni?


środa, 16 maja 2018

Leje! :-)


Pada, leje, oberwanie chmury - niech będzie. Moja radość z tej wody z nieba jest trudna do opisania. Bardzo mi zbrzydła ta susza i ta spieczona na pył ziemia. 

Czasem deszcz jest najlepszym prezentem! 

Kiedy kompletnie przemoczona wracałam z Młocin do domu spotkałam znajomego ogrodnika. Szedł w deszczu - tak jak ja - bez parasola.

'Czekaliśmy na ten deszcz' - zawołał radośnie. 
Widać było, że - tak jak ja - dostał właśnie wspaniały prezent od natury ;-)

I to była wspaniała odmiana dnia, który zaczął się paskudnie. 6 rano pobudka i przygotowania do wizyty w sądzie. Nie moja sprawa, dawno zapomniana, jakieś pieniackie sprawy obcych mi ludzi, ale każdy może nas wezwać, a brak stawiennictwa oznacza problemy. Do tego sąd daleko, poza Warszawą, kilometry w korkach, już myślałam, że to całkiem stracony dzień.

Po zakończeniu wypraw sądowych i czarnych chmurach na nieboskłonie, miałam pokusę pozostania w domu z planem na trochę lenistwa wreszcie. 

Ja i lenistwo? ;-))))

Pojechałam na Młociny.

I dobrze! Skosiłam, wyrwałam chwasty, przycięłam co tylko było do przycięcia, podlałam (sic!), dostałam sadzonki do Borkowa od sąsiadki.... i wtedy się zaczęło lanie wody z nieba.

I cudnie!

Teraz ja w ciepłym domu sobie piszę i piję wino, a ogródeczek pije wodę.
Wodę też piję, ale dzisiaj uznałam, że deszcz zasługuje by go oblać ;-))))

A tak wygląda 'mokry' ogródeczek, podczas gdy zdjęcia są robione z jednej możliwej perspektywy, czyli z domku.

Piwonia co miała być biała, chyba nie będzie, ale i tak sukces, bo zakwita po 3 latach od posadzenia.


Zoom 'przez świerka' ;-)


Moja ulubiona ściana 'wszystkiego' 



  
Mam rośliny do Borkowa, czekam na rośliny do Borkowa - jak będą razem pojadę do Borkowa. Jutro albo w piątek.

Tam też chyba pada?


niedziela, 13 maja 2018

?


Chciałam dać tytuł susza, ale męczy nas ona tak okrutnie, że nie zasługuje na ważne miejsce. Ale niech wie ta pogoda, że mamy jej dość. Z przyjemnością czekam na te zapowiadane ochłodzenia i deszcze. Oby się tylko to sprawdziło. 

Brak deszczu martwi mnie o tyle, że mam spore przerwy w wizytach na Młocinach, a posadziłam tam ostatnio trochę nowych roślin. Starsze, długo rosnące dają sobie radę doskonale, ale te 'świeżaki' ?

Z duszą na ramieniu i trochę na siłę jechałam dzisiaj po pracy, wieczorem do ogródeczka, by zobaczyć co z nimi. No i podlać. Inna sprawa, że to świetna godzina do podlewania :-)  

Był czas najwyższy!  

Wprawdzie żadna roślina nie padła, wszystkie - poza łubinem - wyglądają doskonale, ale  widać, że były na granicy wytrzymałości. Ziemia jak pył, trawnik... szkoda nawet pisać o tych wypalonych plackach :-(

I zaraz raport o nowych ;-), ale najpierw moje kwitnące kaskady


Można powiedzieć - przecież to tylko pęcherznice. Ja uważam je za cudne krzewy i nie wyobrażam sobie ogrodu bez nich. Szczególnie że mają tak wspaniałe odmiany w kontrastowych barwach liści. Nie są wymagające i poza regularnym cięciem formującym po kwitnieniu, to rośliny niemal bezobsługowe.



Tu już ogniki kolumnowe. Też moja słabość


Krzewuszka cudnie kwitnie. Mam ja z nimi przeprawy, wymarzają, nie rosną, te ciemne ledwie żyją :-(

Ale ta!





A nowe?

Trzmielina Sunspot cudnie się ma i uważam, że to był świetny zakup. I tu, i w Borkowie pięknie sobie rośnie.


Jest ich tu kilka w rozmaitych stadiach rozwoju. Jest też łubin i niestety chyba jest kiepsko. To moja kolejna próba z łubinem tutaj. Chyba zabiorę go do Borkowa.


Skalnica i kokoryczka wbrew obawom wspaniale, lilia orientalna też, a zawciąg kwitnie i kwitnie, ale stale usuwam mu te przekwitłe pędy.




Noc czarna, jestem zmęczona, ale szczęśliwa. Bo przecież nie jest ważne, że jestem zmęczona jak psisko, tylko to że niczego nie zaniedbałam, że znowu dałam radę. No tak już mam ;-)