piątek, 18 stycznia 2019

Była zima :-)

Zdjęcia z 11 stycznia, ale mało teraz pisuję, jakoś nie mam motywacji.
Poza tym blogi pozamykałam znowu na jakiś czas.





Wczoraj odwiedziłam Młociny, jak zwykle raz w tygodniu. Po śniegu tylko błoto zostało i ogródeczek raczej smutnawy. No cóż to nie jest ogrodowy sezon ;-)

Wyjątkowo czekam na marzec.

środa, 2 stycznia 2019

Noworocznie z Młocin 2019

Obudziło mnie słońce :-)

I nie był to sen, i nie jest to poetycka przenośnia. Na prawdę było. Całe 15 minut, a potem zaczęło szarzeć. Zanim dotarłam na Młociny mokra zawieja opanowała miasto. 

Do tego przenikliwe zimno. Wizyta w ogródeczku króciutka, jakieś bardzo szybkie zdjęcia z kroplami wody na obiektywie i do domu.  

No cóż moje zdjęcia to wyłącznie ogrodowa dokumentacja. Nie mam żadnych aspiracji do bycia nawet amatorem fotografem, ale fotografuję, by zachować wspomnienia, by wracać do kolejnych lat minionych.

A zatem dokumentacja z 2 stycznia 2019!









Słonecznego 2019 ROKU!

niedziela, 30 grudnia 2018

Od stycznia do maja 2018

Koniec roku jak zwykle nastraja do spojrzenia wstecz. 

Jaki to był rok?

Ja zapamiętałam go niezwykle źle. Operacja, szpital, pogotowie, szpital, 2 miesiące złe, potem bardzo smutne wydarzenia rodzinne i zaczęła się dla mnie walka o przetrwanie. Zginął gdzieś mój optymizm, radość życia, coraz więcej było całkowitego zniechęcenia, braki motywacji. Męczył mnie upał, nie miałam ochoty już na nic ...

Zaczęłam przeglądać zdjęcia z przekonaniem, że na nich zobaczę potwierdzenie tego, co mam w pamięci. I tu niesamowite zaskoczenie. Tyle radości w tych zdjęciach, tyle optymizmu. Zaczynam myśleć, że chyba wmawiam sobie te złe wspomnienia. Były, ale na pewno nie cały czas. No bo jak można widzieć to wszystko i nie czuć niezmiernej radości życia. 

Taki był kwiecień i maj 2018 roku.

Kwiecień zaczął się wybuchem wiosny. Każdego dnia ogród zieleniał, rozkwitał.







Ale maj!

To było szaleństwo przyrody. Wszytko kwitło, rosło, owocowało niemal jednocześnie.





























Miałam zamiar wybrać zdjęcia z całego roku, ale po obejrzeniu zdjęć z maja, doszłam do wniosku, że to wystarczy. Bo to jednak był wspaniały rok ;-)

 
 

piątek, 28 grudnia 2018

Dzień niemal wiosenny ;-)

Zanim napiszę cokolwiek, winna jestem czytającym małe wyjaśnienie.

Moje blogi znikają co jakiś czas, ale to przez azjatycką inwazję stron pornograficznych :-( Nie wiem dlaczego upodobały sobie moje blogi, ale ich wizyty doprowadzają mnie do tego, że mam ochotę zniknąć z internetu. 

Tyle że lubię pisać, lubię ten wirtualny kontakt z nieznanymi ludźmi, pod warunkiem jednak, że dzieje się wedle przyzwoitych zasad. No zobaczymy, może po tygodniowej nieobecności dadzą mi spokój.

A ten wiosenny dzień dzisiaj? No tak, słonecznie! Prawie :-) Ciepło, no to wzięłam się za porządki. Zgrabiłam masę liści, które przyniósł wiatr, ogródeczek przejaśniał, a ja po 3 dniach filmoterapii z radością popracowałam fizycznie.

A potem już w domu popatrzyłam na zdjęcia z kolejnych grudniowych wizyt i trochę zrobiło mi się żal, że to nie tak, jak było w grudniu 2014. Niby wcale zimy nie lubię, ale te szare, mokre dni są takie przygnębiające. 


  

Happy New Year !

poniedziałek, 24 grudnia 2018

24 grudnia

Od paru już lat świąt niby nie obchodzę, ale im bliżej Wigilii, tym więcej mam choinkowych dekoracji, wyciągam stare i bardzo wyjątkowe okazy i tak powolutku jak przychodzi 24 grudnia, dom jest zupełnie inny. Ale nadal nie będzie ani 12 dań, ani żadnej rodziny, ani kolęd, czy brrr... opłatka, bo ze świąt najbardziej lubię właśnie dekoracje ;-)

Ugotowałam sobie wspaniałą zupę grzybową, upiekłam pieczeń z dzika w czerwonym winie. No trudno, jestem mięsożercą i jak nie świnka, cielaczek czy inny zwierz, może być dzik; do tego wyjątkowo ich nie lubię za te zniszczenia wokół Bobrowego Borkowa.

Mam też dietetyczny = bez cukru i tłuszczu piernik i sernik własnej roboty, jeszcze parę innych wspaniałości i mogę "świętować" ;-) 

Na dzisiaj przewidziany jest Mowgli - nowa wersja Księgi dżungli. Kiedyś czytałam ją na okrągło, mam wydanie z 1957 roku z cudnymi ilustracjami Katarzyny Latałło i z dedykacją od wujka ??? Za nic nie pamiętam jaki to wujek. Chyba taki amerykański, bo był i taki.

Jeszcze tylko wizyta na Młocinach, radość, że świerk nie wycięty, wizyta w mieszkaniu syna, bo syn w Azji i mogę zapomnieć o zewnętrznym świecie.


 Wszystkiego czego sobie życzycie i czasu dobrze spędzonego :-)