niedziela, 8 grudnia 2013

Na tarasie

Przypruszone śniegiem wrzosy


i trochę zmarznięte chryzantemy pod świerkiem



Taras czeka na świąteczne dekoracje.


Już za parę dni będą jak co roku girlandy świateł i co tam jeszcze wymyślę. Kolor przewodni świątecznych dekoracji i sporo akcesoriów już jest. Ale to ma być niespodzianka dla gości, więc pokażę zdjęcia po świętach. Zdradzę tylko, że wybrałam kolor pod wpływem inspiracji z kolekcji Almi Decor 'Minty'.

sobota, 7 grudnia 2013

Pod śniegiem

Ogródek śpi pod śniegiem.


Berberysy



A róża nadal bez zmian 


piątek, 6 grudnia 2013

Nowy grudniowy miś

Tradycyjnie w Mikołajki przybywa do mojej kolekcji nowy miś z aukcji charytatywnej TVN.

W tym roku jest Fela


Zamiast choinki

Dawno już przestałam dekorować dom na święta zieloną, tradycyjną choinką. Oczywiście zawsze obmyślam, a potem wcielam w czyn, co roku inne motywy podkreślające atmosferę i tradycję tych grudniowych dni. Zwykle są to niewielkie akcenty w kilku miejscach w całym domu, ale kluczowym punktem zawsze jest stół. Tych dekoracji nie może być za dużo, bo wtedy wiadomo, efekt bywa
odwrotny od zamierzonego.

Co roku jest inaczej. Tak było w 2010.




2011


2012






Co roku  w grudniu przybywał też kolejny miś pluszowy z TVN aukcji charytatywnych. Wylicytowanie miśka bywało, w zależności od roku niezłym zadaniem, gdyż trafienie na aktualną aukcję graniczyło z cudem. Liczba miśków, jako specjalnie projektowanych przez znanych artystów była na początku limitowana, a miśki były oznaczane numerowanymi certyfikatami. W kolejnych latach te aukcje były zmieniane, aż miśki były dostępne w niemal każdej ilości.
Różyczka, bo tak ma na imię ta misica pochodzi z roku 2010


Jej certyfikat


    Różyczka w towarzystwie Fruzi z 2009


i Fredzio 2009


Najtrudniejsza do zdobycia była Matylda


Wszystkie miśki miały numerowane certyfikaty i były oryginałami z Francji, projektu Louise Mansen

Moja Matylda wygrana na aukcji po kilku dniach 'polowania'


W Anglii już wcześniej miałam słabość do pluszaków i do mojej miśkowej kolekcji doszły te dwa słynne misie



Paddington gdzieś zgubił kapelusz i jeden kołeczek od budrysówki, ale poza tym, pomimo wieku trzyma się nieźle.

A jakby się ktoś dziwił mojej słabości do misiów, to napiszę, że nie jestem w tym odosobniona. Oto Miśkowe Muzeum w Stratfordzie, tym szekspirowskim, upon Avon, gdzie byłyśmy naszą dziewczyńską grupą. O tym będzie w blogu o podróżach. Tam też będzie misio z domu Szekspira, albo Shakespeare'a


A za oknem tymczasem śnieżyca, wichura...


środa, 4 grudnia 2013

Szron na trawie i kryształowa róża

Krótka wizyta na działce. Okoliczności smutne, bo jutro Rada Miasta Warszawy ma uchwalić Plan Zagospodarowania Przestrzennego dla części dzielnicy Bielany, obejmującej nasz ROD. Co do wyniku głosowania nie wątpliwości, plan zostanie uchwalony. Taka jest polityczna większość realizująca działania Pani Prezydent.
Oznacza to zastąpienie naszego ROD tzw. 'zielenią zagospodarowaną' oraz kolejnym blokowiskiem.

Jak wygląda taka zagospodarowana zieleń mogę podziwiać codziennie przez ogrodzenie mojej działki. Pas przylegający do trasy Mostu Północnego, w założeniu miał być pięknym trawnikiem z drzewkami, krzewami róż i clematisami. W rzeczywistości jest zaniedbanym, zachwaszczonym terenem, który sama sprzątam, by nie mieć takiego widoku za ogrodzeniem. Trawa była tam skoszona raz w ciągu całego 2013 roku.

Tak czy inaczej od jutra zaczyna się odliczanie do zera i pełna niepewność, czy nadchodzący rok nie będzie ostatnim na tej działce...

Trawa pokryta białą mgiełką, ale zielona, ziemia dość mocno zmarznięta.


Wilczomlecze udają, że zimy nie ma.




A pąki róż jak z kryształu cały czas takie same...



wtorek, 3 grudnia 2013

Kwiaty i kwiatuszki

Zawsze wiedziałam, że mój ogród nie będzie ogrodem kwiatowym. Oglądam wiele zdjęć, widzę je w okolicy, ogrody właściwie wypełnione kwiatami. Szczególnie w pełni sezonu, widok taki jest zachwycający, chociaż czasem blisko mu do kiczu, a pstrokacizna zbyt nachalna. Myślę, że stworzenie zrównoważonej estetycznie kompozycji kwiatowej to nie jest ani łatwa, ani prosta sprawa.
Zauważyłam, że nawet specjaliści od ogrodów uciekają od ryzyka pstrokacizny sadząc kwiaty jedynie w dwóch kolorach. Np. białym i czarnym. Trudno o bardziej klasyczne rozwiązanie, jedynie o czarne kwiaty jeszcze trudniej. Chociaż są, sama posadziłam cebule czarnych tulipanów.
O takie:

Dostałam je w prezencie od Miłej Pani.
I takie:

Zdjęcie nie moje, pochodzi z witryny gdzie kupowałam moje cebule.
No i czy to jest czarny kwiat? Tak czy inaczej, ocenię to dopiero na wiosnę.

Ale wracając do samej koncepcji ogrodu kwiatowego. Ja pstrokacizny i nadmiaru kolorów zdecydowanie nie lubię, sadziłam więc głównie krzewy, które jeśli kwitną to jest to kwitnienie raczej delikatne, takie jak np. w przypadku berberysów. Tyle że tak myślałam, a w rzeczywistości przybywało niepostrzeżenie kolorów. Kiedy na moim drugim blogu zaczęłam wspominać lato, nagle okazało się, że mój ogród kwitł nieprzerwanie od maja do listopada.

Maj. Kwitną azalie, ubiorek, kuklik, trzykrotka


A to był jak się okazało, tylko początek koloru. Wprawdzie utrzymanego w ryzach, bo w głównie jednak zielonej przestrzeni pojawiały się takie pojedyncze kolorowe akcenty, do tego dość delikatne i mało nachalne.

W czerwcu zakwitły irysy, a pod nimi dąbrówka


Kwitły liliowce i róże pnące


Zakwitł mikołajek alpejski


Clematis Polish Spirit obsypał się kwiatami


Rudbekie pokazały niebieskawe oczy


Kwitły tawułki i róża pomarszczona


Do kwitnienia szykowała się tojeść bulwiasta, kwitł dzwonek skupiony, w pąkach stała biała ostróżka.



Zakwitł wyczekiwany Clematis Paul Farges


A to był dopiero koniec czerwca...
Mam kwiaty, ale nie mam ogrodu kwiatowego. Tego jestem pewna.