czwartek, 13 października 2016

Winobranie i znowu kolory

I znowu jest pięknie!

Po tych szarych, zimnych, mokrych dniach wreszcie cudny, słoneczny dzień. Pognałam do ogrodu, bo na nic dzisiaj nie miałam takiej ochoty jak na ..... grabienie liści! No tak, bo świadomość że znowu od tygodnia nic nie robiłam na działce była jak wyrzut sumienia. Poza tym czas by zebrać wreszcie winogrona i nastawić wino.

Winogrona ścięte

 
Jest ich w tym roku znacznie mniej, za to grona pełne, a owoce niezwykle słodkie.

Nadal też kosze jabłek, ale to już koniec zbiorów.


W kolorach ogrodowych swój czas ma Trzmielina oskrzydlona. Cudny krzew właściwie zawsze, ale jesienią szczególnie warto go mieć w ogrodzie.




Inna pięknota w moim ogrodzie to Morwa czarna. Pięknie przebarwia się jesienią.


Za to śmieci nieludzko. Sąsiad mnie nie lubi, bo najchętniej widziałby morwę w ognisku, ale ja kocham jej cień, jej urodę i na pewno jej nie wytnę.


Nadal kolorowo - berberysy i pęcherznice w tej roli są niezawodne.






Liście zgrabione, owoce wywiezione. Młociny pod kontrolą, koniec wyrzutów sumienia. 

Jutro Borków, o ile pogoda nie wykona jakiejś wolty. Trzy tygodnie przerwy. Co też ja tam zastanę?  Zapraszam jutro do Bobrowego Borkowa, pewnie będzie ciekawie.

 

czwartek, 6 października 2016

Jestem, długo mnie nie było !


Jak dla mnie długo. 

Po raz pierwszy od czasu gdy mam młociński ogród, nie było mnie tutaj przez calutki tydzień.  To najdłuższy czas mojej nieobecności na działce, zwykle to 2 do 3 dni. Złożyło się na to wiele spraw. Nie tylko praca, ale przede wszystkim wymiana komputera po ostatniej awarii, no i pogoda!

No ale powolutku dałam radę i  dzisiaj piszę już z nowego cudnego PC (nie uznaję dłuższej pracy na laptopie, muszę mieć w domu komputer stacjonarny, to pewnie kwestia wieku, ale skoro całe życie pracowałam na pececie, jakoś nie umiem i nie chcę tego zmienić). Dzisiaj też zawiozłam nowy dysk do zapisania starych danych. Zatem - chyba! - zdjęcia wrócą.

A na Młocinach po tygodniowej absencji i ostatnich pogodowych nawałnicach zdumiewająco nieźle. Wprawdzie liści sporo, ale ogród po deszczu odżył i nadal kolorowy. Nawet nie brałam aparatu spodziewając się koszmaru i deszczu, a tu słonce i ... tylko 3 wory liści ;-)

Zatem tylko niespecjalnie ciekawe trzy migawki obrazkowe, by jednak uwiecznić ten dzień.



piątek, 30 września 2016

Obsesja koloru

Im bliżej szarości późnej jesieni i zimy, tym bardziej obsesyjnie szukam koloru, życia.

Wiem, że zmiana jest naturalna częścią wszystkiego, ale przecież ciesząc się chwilą utrwalam te przemijające barwy dla własnej przyjemności.












 

czwartek, 22 września 2016

I znowu kolorowo


Po ostatnim weekendzie miałam wrażenie, że ogród umarł, tak był suchy i biedny. Widać moje podlewanie i ostatnie deszcze przywróciły go do życia, bo dzisiaj w słońcu, czy w deszczu - a taka była pogoda - jarzył się kolorami i pełnią życia.

Marmalade w tym roku pokochała nowe miejsce. Polecam tę żurawkę, jest wyjątkowo udaną odmianą.


Wszyscy kochają rozchodniki ;-)


Ciemna rabata pod Dławiszem - rozchodniki, bluszcze, bodziszki i Obsydian. Kolejna żurawka, moja miłość. 


Aronia już bez owoców ;-) Ptaszyska jakoś wyjątkowo głodne.


Kosmatka śnieżna 


I inne ujęcie ciemnego zakątka - tu hosty i bodziszki


Krzewuszka Purpurea Nana, chyba.


Nieszczęsne Hortensje dębolistne - a takie były cudne w ubiegłych latach :-(


Trzmielina oskrzydlona, moje cudo, powoli czerwienieje


Rozchodniki i Tojeść kropkowana 'Aleksander'


Kwiatostany Sadźca


Bylinówka powoli zasycha


Berberysy, jedne z wielu


Pęcherznice mix - Andre, Dart's Gold, Mindia.


Rosa Rugosa


Więcej jabłek, niż liści ;-)


Clematis Polish Spirit i w tej postaci jest ładny.



Przede mną cztery dni intensywnej pracy w pracy. 

Na Młociny wrócę we wtorek, do Borkowa w środę.
 
Podlałam ogród, chociaż nikt wokół nie podlewa i czułam się dziwnie lejąc tę wodę w zimny, pochmurny dzień. Ale jeśli te rośliny mają żyć, przetrwać zimę, to muszą mieć wodę. Więc leję i już.

Wracam za cztery dni.

wtorek, 20 września 2016

Gruszkobranie

Moja tytułowa grusza to bardzo stare drzewo posadzone przez poprzedniego właściciela działki. Kiedy w 2011 roku przyjechałam po raz pierwszy na działkę oparłam rower o jej pień.

 
Przez ostatnie 4 lata od początku kiedy przejęłam działkę grusza prawie nie owocowała, stale chorowała, ale jej pochylające się nad całą działką ramiona były tak piękne, że nawet nie pomyślałam by cokolwiek zmieniać. Grusz trwała, dawała cień, a ja lubiłam siedzieć sobie pod gruszą właśnie.

To co zmieniłam, to jej otoczenie. Poprzednio rosła w chaszczach, u mnie rośnie na czystej nawożonej rabacie, jednie w nogach ma bylinowe nasadzenia.   

2011



2014



Pojedyńcze owoce


W tym roku grusza zadziwiła - obrodziła owocami niezwykle obficie


Niestety zanim owoce dojrzały w pełni zaczęły gnić na drzewie. 


Zrywałam co się dało, a dzisiaj przy pomocy chytrego narzędzia zebrałam ostatnie owoce.



Nie jest tego już zbyt wiele, ale w rewanżu za pożyczony sprzęt, część oddałam sąsiadce.


Jak widać ptaki już swoje zjadły ;-) Na tej gruszce tylko mały ślad ptasiego dzioba, więc ja zostawiłam, ale wiele było wyjedzonych w połowie lub więcej.


Oczywiście nie wiem jaka to odmiana. Tu na Młocianach nazywają je 'zimówki' po prostu. Już teraz można je jeść, są pyszne, wspaniałe na gruszki w syropie lub occie.

A ogród wygląda nieciekawie - trawnik zżółkł, byliny do wycięcia, śmietnik, ziemia jak skała, deszczu nie było od tygodni.

Jutro Borków i ostatnie koszenie.

Jesiennie, zimno, smutno, ale są jednak ogrody, a to że nadchodzi kolejna pora roku, to przecież nic dziwnego.