poniedziałek, 24 lipca 2017

Ogród numer 1.


Mam dwa domy, dom numer jeden, ten w śródmieściu i dom numer dwa, ten na wsi.

Mam - teoretycznie - dwa ogrody, ten na Młocinach, ogród numer jeden, i ten w Borkowie, który tak na prawdę ogrodem nie jest. Jeszcze? Nie wiem, czy kiedykolwiek dam radę stworzyć tam coś, co by ogrodem można było nazwać. 

Wszystko to kwestia definicji, ale w moim odczuciu, ogród to ja wreszcie mam na Młocinach. Na zawsze zapamiętałam taki komentarz, kiedy działka na Młocinach powstawała z wysypiska śmieci, a ja jeszcze bywałam na rozmaitych forach ogrodniczych:

'ogrodu to Ty nie masz, masz co najwyżej działkę z nasadzeniami' 

Na forach jakichkolwiek nie bywam od dawna, konto na FB skasowałam lata temu, pisze sobie tu i chociaż statystyka pokazuje dziesiątki odwiedzin każdego dnia, mało kto ma ochotę wyrazić jakakolwiek opinię. Tym bardziej dziękuję tym, którzy piszą :-) 

A cały nieco emocjonalny wstęp stąd, że w sobotę, 22 lipca minęła kolejna rocznica ogródeczka w ROD na Młocinach.

To już 6 lat.

Dla tradycji przypomnę co 22 lipca 2011 roku zastałam na tym skrawku ziemi:



Było, ale dla tradycji rocznicowej przypominam ;-)

A dzisiaj motyle i jeżówki :-)





  
Budleje



Clematisy



Jarzmianki w fazie suchej ;-)


I widoczki po całości





Na Młocinach regeneruję siły, by dalej walczyć z naturą w Borkowie. W Borkowie odpoczywam far from the madding crowd - pełna kompatybilność.

I wiem, że są co najmniej dwie osoby, które perfekcyjnie będą wiedziały o czym piszę :-)

Macham :-) 

środa, 12 lipca 2017

Wakacje, wakacje, wakacje !


Od dzisiaj prze kilka następnych tygodni jestem wolna od sztywnych godzin pracy, mogę pracować jak będzie taka potrzeba, a jak nie, to nie ;-) 

Pierwszy dzień wolności poświęciłam mojemu kochanemu miejscu domowemu. Strasznie je zaniedbałam, bo przy lawinie obowiązków hierarchia była taka: najpierw praca, potem ogrody, a dom czekał. 

Praca - wiadomo, są okresy kiedy trzeba najpierw mieć pewność, że nic się nie zawali, a to wymaga czasem 24/7.

Ogrody - nie wyobrażam sobie zarośniętych i zachwaszczonych Młocin, czy niedopilnowanej dzikości Borkowa ;-) Bo naturalna dzikość wymaga delikatnej, ludzkiej (kobiecej) ręki.

A dom - najwyżej pokryje się kurzem ;-)  No i było tego sporo, więc dzisiaj hierarchia stanęła na głowie i dom był numerem uno. Także taras, na którym po prostu zrobiłam nowe aranżacje sprzętowo-roślinne, bo w donicach było wszystko zadbane. Donice to też ogród ;-)

No i teraz jest tak.








A jak już taras i wnętrza lśniły - i po przestawieniu połowy mebli - pojechałam na Młociny. OMG jaki długi dzień, ile można zrobić!

Nie jeszcze coś!

To mój najnowszy prezent dla domu


Prezent od autora. Wspaniale wpisał się w atmosferę mojego domu.

A na Młocinach chwasty ;-)

No bo jakże by mogło być inaczej. Czyli jak zwykle praca, praca, praca, tylko teraz fizyczna i jakże relaksująca. Kocham to spracowane zmęczenie po kilku godzinach harówki ogrodowej. Jakże to regeneruje całościowo.

A obrazki? No są oczywiście, bo wreszcie są pierwsze liliowce.



   
Są jeżówki, hortensje, tawułki.



Nadal  zbiera siły po suszy, ale jest coraz lepiej. To piękna odmiana, ogromna, ale susza jej nie służy. 


I jak zwykle widoczki na całość, która bardzo mi się podoba ;-) A co!







Jutro w planach wyjazd do Borkowa, ale pogoda może to opóźnić do piątku.


sobota, 8 lipca 2017

Po 7 dniach


Tydzień mnie nie było na Młocinach. No w ogóle ledwie daję radę i tylko liczę dni do wakacji, a to już za ..... dni 3! Od środy !

Do tego tak jak Borków, tak i Młociny dają radę beze mnie doskonale. Trawnik tylko zarósł i nieco zaśmiecone liśćmi rabatki, ale to w parę godzin zrobione i chociaż może nie jest to wszystko tak dopracowane jak niegdyś bywało, to cieszy mnie ta dojrzałość mojego ogródeczka.

Nowości brak, chyba tylko Sadziec rozkwitł i wyrósł, a czosnki coraz większe.



Przymiotno się wciska w kadr, ale mam je jedynie w tej zaniedbanej donicy ;-)


Rozkwitła Ruta ;-)


Kalina po raz pierwszy ma korale. Dotąd zżerana przez mszyce nie kwitła. Wywiezienie Jaśminowca do Borkowa zakończył problem mszyc w tej części ogrodu.


Krwawnik Red Velvet rozkwitł, bardzo go lubię, a niemal go straciłam. Dzieliłam kępę ze 2 lata temu i niemal żadna sadzonka się nie przyjęła. Jedna przetrwała i teraz ładnie się rozrasta.


Niestety wybujał i wymaga podpory. Używam do tego bambusów ze starych dzwonków.


Poza tym hosty ogromnieją. To podarowane przez Panią wspaniałego ogrodu, są przepiękne, a i cienisty zakątek pod głogami, wśród bodziszków też im służy. 


A i jeszcze Jukka - marna była, marniała, a tu nagle coraz większa.


A Zawciąg jeszcze próbuje kwitnąć.

Z widoczków ogólnych na koniec ten


ale nie jestem z niego zadowolona. Trawnik strasznie marny, tylko krzewy róż wielokwiatowych pięknie się rozrastają. Oczywiście Clematis Polish Spirit jak co roku niezawodny, a w tle szalony Ognik Red Column.

Za to ogólnie jestem w raju :-) Same sukcesy zawodowe, dobrze jest na wszystkich możliwych frontach, no i wkrótce wakacje!

Może jestem przesadną optymistką, ale mnie wystarczają takie radości, jak dzisiejszy dzień, kiedy mogłam widzieć szczęście innych ludzi, łzy rodziców studenta po jego sukcesie na obronie pracy dyplomowej, widzieć jak doskonali mogą być ludzie, dzięki swojej pracy. 

Niezwykle budujący dzień.

sobota, 1 lipca 2017

Biało ;-)


Summer snow i Annabelle zdominowały dzisiaj ogród. Jest biało.






Wkrótce białe Jeżówki


Tawułki Astilbe w tym roku marniutkie - susza je zmordowała, a rosną w pełnym słońcu. 


I jeszcze biały chwaścior ;-)


A dla równowagi inne kolory i coraz piękniejszy Przetacznik Christa.







I widoczek na całość, jak zwykle na koniec.


Tydzień bez Borkowa. Praca codziennie, tylko po południami wpadam na Młociny. Ależ mi brak mojej wsi!