wtorek, 24 kwietnia 2018

Wszystko w płatkach


Padał deszcz - wreszcie! - był niemal wieczór, ja po 10 godzinach pracy wracałam do domu. Jest taki moment na trasie do mnie, gdzie wystarczy zmienić pas ruchu i potem to już tylko prosto na Młociny. Miałam wracać do domu, ale jutro Borków, czwartek, piątek muszę być w na miejscu, droga pusta, no to kierunek Młociny!

Jestem niezwykle przywiązana do tego miejsca, po kilku dniach przerwy tak mi go brak, że tracę humor. No to byłam i od razu lepiej.

A ogródeczek zieleni się i kwitnie. Trawę czas kosić, poza tym niewiele do roboty.

Szalona serduszka gigant, ziemia przysypana płatkami jabłoni, wszędzie płatki, stąd tytuł.


Za serduszką czarne pnie róży pomarszczonej. Ścięłam ją jesienią bo wybujała za wysoko i sądziłam, że to jej koniec. Nic bardziej mylnego. Cudnie odrasta. To jednak krzew niezmordowany, można jej nie lubić za rozliczne rozłogi, ale to akurat mnie cieszy, bo wycinam je i sadzę w inne miejsca.



Bardzo lubię te krzewinkowe rośliny, też niezniszczalne, ubiorek wiecznie zielony i wilczomlecz złocisty



Wisienka


Wiadomo :-)


Zieleń, kolory berberysów, tulipany, trzmielina, no znowu jest cudnie.








środa, 18 kwietnia 2018

Wiosenna inwentaryzacja :-)


Myślę, że to jest to, co robią wszyscy ogrodnicy w kwietniu ;-)

Po długiej zimie, śniegowej wiośnie w marcu, idziemy przez nasze ogrody od rośliny do ogrody, patrząc co już jest, jakie jest, czy jest? 

Szczególnie to ostatnie pytanie jest czasem trudne. Już wykopywać, czy jeszcze poczekać. Mam tak z hortensją dębolistną. Co roku jej mniej i chyba to już jej koniec. Nawet jak odżyje, to marnizna taka, że chyba się rozstaniemy. To zawsze trochę żal. 

Ale przecież są i miłe niespodzianki! Serduszka wyrosła jak krzak i cała w pąkach.



Ziemia spieczona, sucho a deszczu nie widać przez kolejne tygodnie. 
Ogród jednak daje radę


Wilczomlecz złocisty w pąkach




Kępy floksów


Szafirki jak wszędzie w ogrodach - jak czytam ;-) - niestety marnieją



Trzcinnik na tym etapie jest cudny. Potem mniej go lubię, ale nadal uważam, że to świetna trawa


Ubiorek wiecznie zielony zakwita. To kępka z rozsady. Stary ubiorek odbija, bo ścięłam go dla odmłodzenia przy ziemi.


Tawułki też zaskakują, bo w pełnym słońcu i w ziemi jak gliniany spiek pieknie rosną.


Karłowacieją też hiacynty.



Marmalade niezawodna odrasta


Pierwsza w tym roku sasanka. Ta miała być biała ;-)


Kolejny 'karzełek' 



Ostatnio nawiedzają mnie wątpliwości, ogarnia zniechęcenie, mój wrodzony optymizm, o którym piszę w notce o mnie, gdzieś zanika. To podobno poszpitalna trauma, może kwestia wieku, a może moja wrodzona potrzeba szukania czegoś nowego.

Wczoraj bardzo serio rozważałam wyprawę do Nigerii, by raz jeszcze odwiedzić stare miejsca z tej mojej afrykańskiej przygody, ale rozsądek  mnie powstrzymał. Północna Nigeria to nie jest region turystycznych wycieczek.

Nie zmienia to faktu, że tracę motywację, dawny entuzjazm, działam raczej z poczucia obowiązku, niż dla przyjemności. Pewnie wkrotce coś wymyślę, by to zmienić. 

Może jednak pojadę do Afryki ;-)


środa, 11 kwietnia 2018

Już zielono, nie pusto :-)


Tydzień a jaka różnica. Kolorowo i zielono.

Ten trzcinnik jest wyjątkowo szybki. To jedna z traw, które zaczynają najwcześniej i zazieleniają ogrod z początkiem wiosny. Na inne trawy trzeba jeszcze czasem bardzo długo czekać.


Serduszka urosła przez tydzień 


A jak kwitną forsycje to juz wiosna w pelni ;-)


Nadal sporo sprzątania, do tego bardzo sucho. Czekam na deszcz.

wtorek, 3 kwietnia 2018

Pusto!


Ogródeczek posprzątany, ale prawie niczego w nim nie ma :-(  

Pusto, tylko jakieś malutkie czubki zielone z ziemi wystają. Za tydzień będzie już pewnie lepiej, ale ten pierwszy wiosenny dzien nieco smętny w ogrodzie. 

Nic to, prace porzadkowe wykonane, wszystko poprzycinane, teraz pozostaje tylko czekać, aż wszystko urośnie, rozkwitnie, wypuści listki...

Z każdym dniem będzie lepiej, ale póki co jest bardzo marniutko.











Jutro Borków i malowanie szaleciku, cięcie dereni, może sprzątanie stawu.

sobota, 31 marca 2018

W poszukiwaniu zielonego


Leje. 
Nie pada. Leje.
Zatem wbrew naturze pojechałam odwiedzić Młociny.

No bo jak tu świętować, jak ogródeczek sam.

Pewnie lepiej było nie jechać. Smętny widok w sumie. Szarość dominuje, więc poszukałam zielonego. Coś tam wyszperałam ;-)

Niezawodne bodziszki, wszędzie cudne zielone kępy.


Runianka japońska ma się dobrze


Berberys Yytte nie przemarzł, chociaz potrafi.


Krokusiny ;-) Jak wszędzie marnizna taka.


Jak co roku niezniszczalne!



A tu serduszka idzie jak burza


Oj, dobrze że pojechałam. Ładnie nie jest, czeka mnie mnóstwo sprzątania, ale wszystkie rośliny w świetnej formie. Jak tylko zrobi się wreszcie ciepło, oj bedzie cudnie!

A na tarasie chociaż te parę bratków ;-)




Miłego świętowania czytającym życzę i zaczynam wegańskie (sorry WFPB - czyli Whole Food Plant Based) święta z synem. Uwielbiam nowe wyzwania i chociaż to już kolejne święta bez tradycyjnego polskiego jedzenia, za każdym razem bardzo mnie te poszukiwania nowego motywują.