środa, 16 maja 2018

Leje! :-)


Pada, leje, oberwanie chmury - niech będzie. Moja radość z tej wody z nieba jest trudna do opisania. Bardzo mi zbrzydła ta susza i ta spieczona na pył ziemia. 

Czasem deszcz jest najlepszym prezentem! 

Kiedy kompletnie przemoczona wracałam z Młocin do domu spotkałam znajomego ogrodnika. Szedł w deszczu - tak jak ja - bez parasola.

'Czekaliśmy na ten deszcz' - zawołał radośnie. 
Widać było, że - tak jak ja - dostał właśnie wspaniały prezent od natury ;-)

I to była wspaniała odmiana dnia, który zaczął się paskudnie. 6 rano pobudka i przygotowania do wizyty w sądzie. Nie moja sprawa, dawno zapomniana, jakieś pieniackie sprawy obcych mi ludzi, ale każdy może nas wezwać, a brak stawiennictwa oznacza problemy. Do tego sąd daleko, poza Warszawą, kilometry w korkach, już myślałam, że to całkiem stracony dzień.

Po zakończeniu wypraw sądowych i czarnych chmurach na nieboskłonie, miałam pokusę pozostania w domu z planem na trochę lenistwa wreszcie. 

Ja i lenistwo? ;-))))

Pojechałam na Młociny.

I dobrze! Skosiłam, wyrwałam chwasty, przycięłam co tylko było do przycięcia, podlałam (sic!), dostałam sadzonki do Borkowa od sąsiadki.... i wtedy się zaczęło lanie wody z nieba.

I cudnie!

Teraz ja w ciepłym domu sobie piszę i piję wino, a ogródeczek pije wodę.
Wodę też piję, ale dzisiaj uznałam, że deszcz zasługuje by go oblać ;-))))

A tak wygląda 'mokry' ogródeczek, podczas gdy zdjęcia są robione z jednej możliwej perspektywy, czyli z domku.

Piwonia co miała być biała, chyba nie będzie, ale i tak sukces, bo zakwita po 3 latach od posadzenia.


Zoom 'przez świerka' ;-)


Moja ulubiona ściana 'wszystkiego' 



  
Mam rośliny do Borkowa, czekam na rośliny do Borkowa - jak będą razem pojadę do Borkowa. Jutro albo w piątek.

Tam też chyba pada?


niedziela, 13 maja 2018

?


Chciałam dać tytuł susza, ale męczy nas ona tak okrutnie, że nie zasługuje na ważne miejsce. Ale niech wie ta pogoda, że mamy jej dość. Z przyjemnością czekam na te zapowiadane ochłodzenia i deszcze. Oby się tylko to sprawdziło. 

Brak deszczu martwi mnie o tyle, że mam spore przerwy w wizytach na Młocinach, a posadziłam tam ostatnio trochę nowych roślin. Starsze, długo rosnące dają sobie radę doskonale, ale te 'świeżaki' ?

Z duszą na ramieniu i trochę na siłę jechałam dzisiaj po pracy, wieczorem do ogródeczka, by zobaczyć co z nimi. No i podlać. Inna sprawa, że to świetna godzina do podlewania :-)  

Był czas najwyższy!  

Wprawdzie żadna roślina nie padła, wszystkie - poza łubinem - wyglądają doskonale, ale  widać, że były na granicy wytrzymałości. Ziemia jak pył, trawnik... szkoda nawet pisać o tych wypalonych plackach :-(

I zaraz raport o nowych ;-), ale najpierw moje kwitnące kaskady


Można powiedzieć - przecież to tylko pęcherznice. Ja uważam je za cudne krzewy i nie wyobrażam sobie ogrodu bez nich. Szczególnie że mają tak wspaniałe odmiany w kontrastowych barwach liści. Nie są wymagające i poza regularnym cięciem formującym po kwitnieniu, to rośliny niemal bezobsługowe.



Tu już ogniki kolumnowe. Też moja słabość


Krzewuszka cudnie kwitnie. Mam ja z nimi przeprawy, wymarzają, nie rosną, te ciemne ledwie żyją :-(

Ale ta!





A nowe?

Trzmielina Sunspot cudnie się ma i uważam, że to był świetny zakup. I tu, i w Borkowie pięknie sobie rośnie.


Jest ich tu kilka w rozmaitych stadiach rozwoju. Jest też łubin i niestety chyba jest kiepsko. To moja kolejna próba z łubinem tutaj. Chyba zabiorę go do Borkowa.


Skalnica i kokoryczka wbrew obawom wspaniale, lilia orientalna też, a zawciąg kwitnie i kwitnie, ale stale usuwam mu te przekwitłe pędy.




Noc czarna, jestem zmęczona, ale szczęśliwa. Bo przecież nie jest ważne, że jestem zmęczona jak psisko, tylko to że niczego nie zaniedbałam, że znowu dałam radę. No tak już mam ;-)


środa, 9 maja 2018

Podlewanie w deszczu :-)


Deszcz był, a jakże!

Takie grube krople, ale że świeciło również pełne słońce, wysychały w drodze na ziemię. Zatem ja cały dzień lałam mnóstwo wody, nawet jak padał ten dziwny deszcz.

A że sadziłam sporo nowych roślin, bez nawodnienia gleby ani rusz.

Byłam dzisiaj w moim ulubionym centrum ogrodniczym w Alei Krakowskiej. Mają tam setki wszystkiego, jak zawsze zawrót głowy na początku, ale ja już się uodporniłam na te pokusy i kupowałam zgodnie z planem ;-)

Dalsze trzmieliny i kilka skalniakowych na Młociny. Jutro kolejna wizyta, tym razem po rośliny do Borkowa.

Kupiłam też nowego rozchodnika - nazywa się gruby i ma cudne liście. Szkoda tylko, że znika we wrześniu. Dalej za nim kępa sasanki, która w ogóle nie zakwitła w tym roku. Zwykle kwitła wieloma kwiatami.

  
Kolejne trzmieliny. Duże i mniejsze 'Sunspot' i jedna nowa Marieke.


Skalnica Arendsa i widok na cały ten rozchodnikowo-irgowy placyk. 



Nie jestem pewna czy skalnica i kokoryczka dadzą tu radę, bo jednak to bardzo słoneczne miejsce. 

A cały ogródeczek zielony i pomimo suszy w całkiem dobrej formie. No może z wyjątkiem trawnika, który jednak w wielu miejscach łysieje wypalony słońcem.










I wszędzie śmietnik z drzew owocowych, ale wygląda na to, że będzie mnóstwo wszystkiego. Wiśni, jabłek, chyba nawet gruszek i śliwek.

6 godzin pracy, porządek jest, chwastów brak, jutro kolejne roślin sadzenie, tylko już na wsi.


piątek, 4 maja 2018

W fioletach


Kwitną orliki i clematisy. Stąd te fiolety.






Kolorów nie brakuje. Taka to pora roku.







Ostatnie na warcie ;-)


Viburnum opulus ;-)


Żurawki kupione lata temu co roku pokazują swoją urodę. Green spice


Marmalade


Oba ogrody dopieszczone, jutro weekend roboczy, next week szkoda myśleć o ogrodach... Praca, praca praca...


poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Przygotowania


Wiadomo! MAJÓWKA!

Każdy stara się przetrwać jak najlepiej te wolne dni, ja mam prosty wybór. Przygotować Ogród Mały, czyli Młociny do wyjazdu do Ogrodu Wielkiego, czyli do Borkowa.

Mały, Wielki. Wszystko kwestia proporcji i naszych małych i wielkich możliwości. Ja mam 185 metrów i 1200 metrów i ta skala czyni Borków Ogrodem Wielkim. I tak już zostanie ;-)

Niedziela zawodowa, więc dzisiaj poniedziałek pełen werwy, planów, list zakupowych, list 'to do' , jeżdżenia po sklepach, centrach ogrodowych, no .....

OMG! No jadę na 3 dni do WIELKIEGO :-)

1. Ładowarka samochodowa kupiona - bateria zdycha po 24 h, więc wobec braku prądu na wsi, to jedyne rozwiązanie.
2. Rośliny na nową rabatę w Wielkim kupione - no tylko trochę, bo tam trzeba ze sto :-(
3. Rośliny w dziurę po lawendzie do Małego kupione
4. Drewno, podpałka, food....

Ford transportowy czeka na jutro rano, dzisiaj relaks po podlewaniu i strzyżeniu Małego.

A tu jak zawsze oczy mi się śmieją do tych zieloności. 

Berberysowy mix.


Żurawka obsydian wychyla się spoza bodziszków


Wszystkie inne wilczomlecze sadzone z troską i zachwytem niestety zniknęły. Ten co roku powraca i tak go lubię :-) Złocisty! Polecam.




Te czerwone kwiaty to na azalii. Miałam ją właśnie wykopać, bo sucha i brzydka... A bodziszki - no Ewo, co ja mam napisać ;-) Cudna roślina.


Ubiorek wiecznie zielony i Trzykrotka wirginijska to moje rośliny na 200% . Zawsze wracają, zawsze są, zawsze cudne. Teraz przenoszę trzykrotkę do Wielkiego, ciekawa jestem jak będzie. 


Mój znak rozpoznawczy ;-) Drewniana ścieżka w swojej berberysowo-pęcherznicowej oprawie.




A tu nowe łubiny. Ostatnio posadzone jakoś dwa lata temu padły po inwazji ślimaków. W tym roku znowu ich mnóstwo. Zobaczymy. 


A tu transport moich młocińskich pewniaków ;-) 



Jutro mega sadzenie i trzy dni w miejscu, które jest moje w każdym calu, gdzie wszystko tworzyłam od podstaw sama, własnymi łapkami ;-)

Młociny podlane, zadbane, gotowe na rozstanie na te 3 dni.