środa, 22 lipca 2020

22 lipca i kolejna rocznica


To już  dziewięć lat, od kiedy po raz pierwszy otworzyłam furteczkę nr 84. Opisałam to wszystko wiele razy, wystarczy zajrzeć wstecz, by zobaczyć moją ogrodową drogę. Dla mnie data 22 lipca 2011 na zawsze będzie ważna, bo wtedy zaczęłam moje ogrodowe życie. Choć czas mija, ogrody to nadal najważniejsza część każdego dnia.

Dzisiaj fotograficzny przegląd starego ogrodu ;-)
















Miałam prawie trzy tygodnie przerwy w wizytach na Młocinach z powodu pracy w pracy. Jestem zdumiona jak wspaniale ogródeczek przetrwał ten czas beze mnie. To chyba właśnie jest zaleta starego ogrodu, który radzi sobie sam. Może troszeczkę też moja w tym zasługa - wiele lat bardzo regularnej pracy, odchwaszczania, nawożenia, przycinania, przesadzania, znajdowania optymalnych rozwiązań w tych trudnych warunkach ogrodowych.

Najwięcej jednak zawdzięczam ja i ogródeczek wodzie z nieba - deszczu tu było sporo, na szczęście nie za dużo, tak jak w Borkowie. 

Jutro Borków i tak oto wracam do moich codziennych ogrodowych wędrówek. Po trzech tygodniach pracy non stop, czasem po kilkanaście godzin dziennie, to jest jak powrót do życia po ciężkiej chorobie ;-)
 

poniedziałek, 6 lipca 2020

Lipcowe Młociny


Nie jest tak, że nie pilnuję ogródeczka. Jestem tu jak tylko mogę, zwykle raz w tygodniu, tylko ja już powoli przestaję pisać. W ogóle. Nie mam już jakoś motywacji, ani potrzeby, robię zdjęcia, mam je dla siebie, ale blogowanie to chyba już przeszłość. Każda forma kiedyś się wyczerpuje.
Blog na razie zostaje, jeszcze nie wiem jak to będzie dalej :-)

A wczoraj zdumiały mnie rozmiarami hortensje



Kwiatów jest mnóstwo, a niektóre mają średnicę ok. 30 centymetrów. Kilka musiałam podwiązać, bo ciężar tych cudów przygiął je do ziemi.


Bulwiasta nie zawodzi. Przy najbliższej wizycie w Borkowie wykopuję trojeści bulwiaste z bagna ;-) i przywożę na Młociny. Przeceniłam warunki na wsi. Jednak bagno zawsze zostanie bagnem, nawet jak okresowo się wysuszy.



Polish Spirit kwitnie, ale marniutko. chyba za późno pocięłam clematisy.


Hosty wszystkie i w każdym miejscu okazałe. Te ubrudzone morwami ;-) 


Żal mi, ale chyba będę musiała okiełznać ognika



Ogródeczek to busz, ale bez przesady. To nie katastrofa jak w Borkowie. Czekam na wakacje, by to wszystko opanować.


wtorek, 9 czerwca 2020

Czas moich róż i nie tylko


Flammentanz mam od wielu lat. Kupiłam je pod tą nazwą, ale ani kwiaty, ani powtarzane kwitnienie z nazwą się nie zgadzają. Co mam to mam, za to jak co roku jest co podziwiać



Z trzech zostały dwa, ale i tak liczba kwiatów i pąków jest ogromna. Trzeci krzaczek albo zmarzł, albo na coś zachorował. Dwa tygodnie temu wycięłam przy ziemi. Zwykle wyrasta nowy, czekam.


Piwonie



Jeszcze w gigantycznych pąkach


A dookoła soczysta zieloność moich krzaków ;-)



Krzewuszka zakwitła jednym kwiatem, za to ognik ugina się pod ciężarem białego kwiecia.


Bardzo lubię te jego szalone rozmiary i nadal wcale nie zamierzam go ciąć.


Te różyczki to przeciwieństwo czerwonych. Ledwie je widać, ale są śliczne.


Pęcherznice i berberysy to moje ulubione krzewy i nigdy nie zawodzą.




Jeszcze rodgersje kasztanowcolistne, żurawka Pepermint Spice, hosty rozmaite i prawie starczy na dzisiaj.




Host mam dużo więcej, ale już dzisiaj jakoś nie wpadły w obiektyw. A zwykły bodziszek korzeniasty, może jest zwykły, ale u mnie jest go dużo i zawsze będzie. W Borkowie też już jest, chociaż tam rodzina bodziszków bardzo się rozrasta.




Trawnik skoszony, powoli się regeneruje, chwasty powyrywane, sadzonki rozmaite rosną, mogę ruszać na wieś ;-)

czwartek, 28 maja 2020

Wracam na dobre !


Po zawirowaniach ostatnich dwóch lat dotyczących dwóch ogrodów, przekazania Młocin synowi, moich wątpliwości  o tym jak funkcjonować z tą cała pracą, dzisiaj mam nowy plan.

Po kolei - syna nie ma i nie będzie. Nie tylko jest daleko, ale też i Jego powrót jest obecnie zamknięty. Nawet jak otworzą granice nie planuje już ani życia, ani pobytu w kraju. Młociny wracają do mnie z całą za nie odpowiedzialnością. A ja przecież ogrodu nie zaniedbam, chociaż ostatnio bywało z tym marnie. Nadrabiam czas stracony i podziwiam mój kochany ogród za siłę przetrwania. Od kilku dni - na przemian z wyjazdami na wieś - pracuję tutaj nad odrestaurowaniem dawnej doskonałości ;-)
Jest coraz lepiej, a będzie jeszcze lepiej, szczególnie, że jednak upałów w planie pogodowym brak. 
Jak to wygląda na dzisiaj?
Ognik kwitnie. Nigdy go nie cięłam, bo chciałam, by był taki właśnie wielki.


To moja północna ściana i bariera od Mostu. Nieprzenikniona ;-)


  
 Kwiatuszki z samosiewu


I te bardzo dla mnie szczególne. Sadzonki otrzymałam razem z innymi roślinami - wszystkie nadal są ze mną - od forumowiczki Agnieszki. To było na Forum Świata kwiatów. Kiedy po przerwie w bytności na forum wróciłam by pokazać Jej jak cudnie rosną, już Jej nie było. Odeszła do lepszego świata, a ja stale Ją wspominam, bo była niezwykle wyjątkową osobą. 


Mam tę truskawkę tylko do ozdoby, nie jest ekspansywna


Te kwiaty, takie radosne i może właśnie dlatego co roku przywołują pamięć o tych co odeszli... 


Żurawki to nigdy nie był udany eksperyment u mnie, dopóki nie znalazłam dla nich miejsca, które pokochały.




Jest coraz ładniej chyba ;-)





Mam dwa ogrody i dużo czasu. 
Chyba jestem szczęściarą ;-)