niedziela, 2 sierpnia 2020

To co mi kwitnie


10 dni nieobecności, bo sił nie starczało po tych wiejskich zmaganiach. Nie raz już pisałam, jak te dwa ogrody rywalizują ze sobą o moją uwagę  i pracę w nich, ale nie mam wyboru, jakoś to godzę póki co. Dzisiaj nawet przyszła mi do głowy nieco straszna, ale przecież bardzo realistyczna myśl - za parę lat Młociny to będzie cały mój ogrodowy świat, jak sił na Borkowe przestrzenie zabraknie. Niewątpliwie tak będzie, pozostaje tylko pytanie, kiedy będzie konieczny taki wybór. Mam nadzieję, że to jednak kwestia wielu lat.

Plan jest taki, że 80-te urodziny planuję na tarasie w Borkowie ;-), a na Młocinach poprawiny!

Dzień wcale nie upalny, ale to już przecież jednak sierpień. Porządki, grabienie, przycinanie i wielkie cięcie. Jednak ognik poszedł pod sekator. Piła też była konieczna, oj nacięłam się dzisiaj za wszystkie czasy. Potem rozdrobnienie ściętych konarów, jutro dwa tekturowe pudła do których zapakuję te kolczaste paczki pociętych gałęzi i konarów i w środę wielkie ognisko w Borkowie. Dobrze mieć takie miejsce, gdzie można spalić tyle drewna. Co inaczej z tym zrobić?

A tak teraz wygląda cienisty zakątek pod ognikami


Widać go też w tle kwitnących hortensji Tardiva - bałam się, że susza i w tym roku je wykończy, ale mają się świetnie. Bardzo je lubię.


Floksy dopiero zaczynają u mnie kwitnąć


A budleje tak w połowie ;-)




Lilie to już końcówka


Te jeżówki to taki ogrodowy prezent. Co roku wyrastają w tym samy miejscu, gdzie ich nigdy nie posadziłam. Wszystkie te, które posadziłam - niestety dużo tego było :-(  - zginęły niemal po roku. Nie mam do nich ręki. A tak je lubię. Podobnie z rudbekiami - trudno uwierzyć, ale u mnie nawet one giną.
W Borkowie też!



Kalina nie zawodzi koralowo


A co będzie z jabłkami? Nie wiem. Wiśnie zgniły na drzewie :-(  Miały ohydny smak sfermentowanych owoców, do tego pełne były robali.


Ale widok ładny ;-)

Tylko więcej ich w trawniku niż na drzewie. Nie narzekam, tylko pogoda powoduje, że jest jakiś brak równowagi w przyrodzie. Albo potop, albo susza, nie wiem jak dają radę ludzie, którzy mają np. sady?



środa, 22 lipca 2020

22 lipca i kolejna rocznica


To już  dziewięć lat, od kiedy po raz pierwszy otworzyłam furteczkę nr 84. Opisałam to wszystko wiele razy, wystarczy zajrzeć wstecz, by zobaczyć moją ogrodową drogę. Dla mnie data 22 lipca 2011 na zawsze będzie ważna, bo wtedy zaczęłam moje ogrodowe życie. Choć czas mija, ogrody to nadal najważniejsza część każdego dnia.

Dzisiaj fotograficzny przegląd starego ogrodu ;-)
















Miałam prawie trzy tygodnie przerwy w wizytach na Młocinach z powodu pracy w pracy. Jestem zdumiona jak wspaniale ogródeczek przetrwał ten czas beze mnie. To chyba właśnie jest zaleta starego ogrodu, który radzi sobie sam. Może troszeczkę też moja w tym zasługa - wiele lat bardzo regularnej pracy, odchwaszczania, nawożenia, przycinania, przesadzania, znajdowania optymalnych rozwiązań w tych trudnych warunkach ogrodowych.

Najwięcej jednak zawdzięczam ja i ogródeczek wodzie z nieba - deszczu tu było sporo, na szczęście nie za dużo, tak jak w Borkowie. 

Jutro Borków i tak oto wracam do moich codziennych ogrodowych wędrówek. Po trzech tygodniach pracy non stop, czasem po kilkanaście godzin dziennie, to jest jak powrót do życia po ciężkiej chorobie ;-)
 

poniedziałek, 6 lipca 2020

Lipcowe Młociny


Nie jest tak, że nie pilnuję ogródeczka. Jestem tu jak tylko mogę, zwykle raz w tygodniu, tylko ja już powoli przestaję pisać. W ogóle. Nie mam już jakoś motywacji, ani potrzeby, robię zdjęcia, mam je dla siebie, ale blogowanie to chyba już przeszłość. Każda forma kiedyś się wyczerpuje.
Blog na razie zostaje, jeszcze nie wiem jak to będzie dalej :-)

A wczoraj zdumiały mnie rozmiarami hortensje



Kwiatów jest mnóstwo, a niektóre mają średnicę ok. 30 centymetrów. Kilka musiałam podwiązać, bo ciężar tych cudów przygiął je do ziemi.


Bulwiasta nie zawodzi. Przy najbliższej wizycie w Borkowie wykopuję trojeści bulwiaste z bagna ;-) i przywożę na Młociny. Przeceniłam warunki na wsi. Jednak bagno zawsze zostanie bagnem, nawet jak okresowo się wysuszy.



Polish Spirit kwitnie, ale marniutko. chyba za późno pocięłam clematisy.


Hosty wszystkie i w każdym miejscu okazałe. Te ubrudzone morwami ;-) 


Żal mi, ale chyba będę musiała okiełznać ognika



Ogródeczek to busz, ale bez przesady. To nie katastrofa jak w Borkowie. Czekam na wakacje, by to wszystko opanować.


wtorek, 9 czerwca 2020

Czas moich róż i nie tylko


Flammentanz mam od wielu lat. Kupiłam je pod tą nazwą, ale ani kwiaty, ani powtarzane kwitnienie z nazwą się nie zgadzają. Co mam to mam, za to jak co roku jest co podziwiać



Z trzech zostały dwa, ale i tak liczba kwiatów i pąków jest ogromna. Trzeci krzaczek albo zmarzł, albo na coś zachorował. Dwa tygodnie temu wycięłam przy ziemi. Zwykle wyrasta nowy, czekam.


Piwonie



Jeszcze w gigantycznych pąkach


A dookoła soczysta zieloność moich krzaków ;-)



Krzewuszka zakwitła jednym kwiatem, za to ognik ugina się pod ciężarem białego kwiecia.


Bardzo lubię te jego szalone rozmiary i nadal wcale nie zamierzam go ciąć.


Te różyczki to przeciwieństwo czerwonych. Ledwie je widać, ale są śliczne.


Pęcherznice i berberysy to moje ulubione krzewy i nigdy nie zawodzą.




Jeszcze rodgersje kasztanowcolistne, żurawka Pepermint Spice, hosty rozmaite i prawie starczy na dzisiaj.




Host mam dużo więcej, ale już dzisiaj jakoś nie wpadły w obiektyw. A zwykły bodziszek korzeniasty, może jest zwykły, ale u mnie jest go dużo i zawsze będzie. W Borkowie też już jest, chociaż tam rodzina bodziszków bardzo się rozrasta.




Trawnik skoszony, powoli się regeneruje, chwasty powyrywane, sadzonki rozmaite rosną, mogę ruszać na wieś ;-)