Burza i deszcz wisiały mi nad głową przez połowę dnia, ale jednak oba zjawiska atmosferyczne zachowały się uprzejmie i poczekały aż zakończę dzisiejsze ogrodowe prace i dotrę do domu.
Zanim posadziłam trawki musiałam uprzątnąć śmietnik jaki powstał pod i wokół gruszy. Myślę, że z gruszkami w tym roku raczej już się pożegnałam. Po ostatniej mroźnej nocy wszystkie kwiatowe szypułki znalazły się na ziemi. Trawnik zasypany, rabaty, rośliny wszystko zasypane. Niespecjalnie ładnie to wyglądało, więc wygrabiłam i zebrałam dwa wiaderka tych niedoszłych owoców. Szkoda, ale tak jak już pisałam ta grusza to bardziej trzon mojego ogrodu, jego ozdoba, źródło cienia, a nie owoców, które i tak zbyt dobre nie są.
Silver Sceptre rośnie razem z Miłką pod Trzmieliną oskrzydloną
Na efekt sobie trochę poczekam, ale bazując na doświadczeniu z ubiegłego roku, spodziewam się sporego przyrostu turzycy. Miłka po podziale na razie słabiutko idzie, ale się zieleni.
Pozostałych nie fotografowałam, bo praktycznie nic nie widać.
Carex Buchananii z dzisiaj
Hostowo-bodziszkowy kąt pod głogami
I Clematis, który miał być trzecim z odmiany Paul Farges, ale zakwitł na różowo i wiem, że to nie ta odmiana, tylko nie wiem jaka.
Dwa pozostałe kwitły już w ubiegłym roku, kwitły na biało, a te różowe kwiatki mam po raz pierwszy. Muszę poszukać jaka to odmiana, by wiedzieć czego się tutaj spodziewać.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz