Uff! wydawałoby się takie sadzenie cebulek to lekka i przyjemna praca. Przyjemna jest na pewno, tylko przy kilkuset cebulkach i w sytuacji kiedy trzeba dotrzeć do różnych zarośniętych zakątków, by tam wcisnąć cebulki, a ziemia często po suchym lecie twarda, to staje się także ciężką pracą. Nadal wielka przyjemność, jak się oczyma wyobraźni zobaczy te łany - oby! - kwiatów na wiosnę.
Wszystkie cebule znowu w ziemi. Jedynie krokusy zostały w ziemi na lato. Inne - tulipany, hiacynty, narcyzy, czosnki, szafirki - pracowicie wykopałam przed pełnią lata. Niewątpliwie podwoiłam zasoby cebulowe od jesieni, a do tego mogłam gołym okiem zobaczyć jak śliczne i zdrowe cebule mam teraz na jesieni. Ja wiem, że to ciężka praca, ale wiem też, że co roku będę powtarzać ten sposób traktowania cebul.
Z własnego doświadczenia wiem, że tulipany, których kupiłam sporo w pierwszym roku i pozostawiłam w ziemi, po dwóch latach niewiele przetrwało.
Zanim jednak zabrałam się za cebule, najpierw skosiłam trawnik - pewnie to już wkrótce koniec koszenia, trawa rośnie wolniutko, ale przy okazji koszenia kosiarka wspaniale zbiera suche liście. Jak odkurzacz. Dwa w jednym!
Skoszone.
Potem rozstawiłam rozmaite pojemniki z cebulkami w miejscach gdzie mają rosnąć i wtedy zdałam sobie sprawę, że muszę najpierw podzielić Przetaczniki, bo tam chciałam dodać niebieskie hiacynty. Kępa przetaczników z dwóch malutkich doniczek rozrosła się wielokrotnie, a i kwitnienie w tym roku było tutaj słabe. Te które oddzieliłam na wiosnę kwitły i rosły pięknie. Jak z wieloma bylinami dzielenie i przesadzanie to konieczność. Podzielenie bryły o średnicy około 50 cm wymagało szpadla i sporo siły. Rozsadziłam przetaczniki w dwa miejsca, w każdym po 8 sadzonek!
Miałam zrobić nawet zdjęcia z tego dzielenia, ale byłam tak umorusana po walce z korzeniami przetacznika, że nie miałam jak użyć aparatu, a do tego presja czasowa - cebule czekały, a jutro sadzę drzewa. Oj, jest co robić ;-)
No to cebule czekają
Tak jak wspomniałam, ziemia bardzo sucha, sadzenie trudne. Potem wlałam mnóstwo wody po posadzeniu, by cebulki dobrze się ukorzeniły. Deszcz byłby teraz zbawieniem, ale raczej nie ma co na to liczyć.
A ogród nadal cieszy barwami. Pęcherznice powoli tracą liście, ale jeszcze nadal cudnie zdobią
Podobnie Róża pomarszczona, ale w tym roku schnie znacznie szybciej.
I wreszcie w swojej pełnej krasie Kalina koralowa Roseum - Opulus viburnum. To jej trzeci sezon i dopiero teraz pokazała co potrafi. Jeszcze tylko koralików mało.
I tak ledwie żywa, ale szczęśliwa, bo plan wykonany zabrałam szpadel i inne narzędzia, by jutro walczyć z ugorem i sadzić drzewa.
A jeżeli ktokolwiek miałby wątpliwości, to od razu napiszę - tak, to jest ciężka praca, to jest zobowiązanie wobec kawałka ziemi, która jest nasza, to jest niekończące się zadanie, ale nie potrafię sobie wyobrazić niczego innego, co dałoby mi tyle satysfakcji i przyjemności, jak ta przyziemna praca.
I tylko proszę o deszcz!








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz