Dzisiaj wygrałam walkę z liśćmi!
Jest to o tyle zaskakujące, że przez ostatnie dwa dni nie wychodząc z domu walczyłam z przeziębieniem. Słaba byłam jak muszka, ale dzisiaj chyba odzyskałam wszystkie siły świata i ruszyłam do boju.
Dwa dni w w domu! To jest rzadkość w moim przypadku, ale filmy i inne różności pomogły zapomnieć o świecie zewnętrznym, chociaż obawa o stan Młocińskiego ogrodu poważnie zakłócała tę domową idyllę.
Widok zastany dzisiaj był naprawdę przerażający. Zwały liści wszędzie, także przed furta, aż trudno ją było otworzyć. Od razu zapomniałam o resztkach choroby i planowo zabrałam się do pracy. Myślę, że 'planowo' ma wielkie znaczenie, bo porządki w domu, czy ogrodzie bez dobrej organizacji to chaos i strata czasu.
Zaczęłam od usuwania liści tam, gdzie wisiały na tzw, 'ostatnim włosku', potem uporządkowałam pnącza winogron (tak cięłam je dzisiaj, zawsze stosuję cięcie jesienne i uważam je za bardzo sprawdzone), a dopiero potem zabrałam się za zbieranie tego, co na trawnikach.
A że lało przez cały czas? Jakoś udawałam, że nie zauważam.
Odjeżdżałam z poczuciem, że znowu panuję nad ogrodem, ale też z worem 120 litrów wypełnionym po brzegi masą paskudnych chorych liści z gruszy i śliwki. Wtaszczenie tego do samochodu, a potem pod mój zsyp, gdzie zostawiamy 'zielonki' było nie lada wyzwaniem.
Dzień zakończyłam malutką sesją foto, niestety z komórki, bo mój aparat chyba dożył swego wieku i nie działa.
A co widać na moich zdjęciach? Jednak zielono i kolorowo, róże kwitną trawnik zieloniutki, berberysy cudnie kolorowe, lubię to miejsce ;-)
Morwy moje utrapienie, ale piękne jesienią...
Trawki pod bluszczem i Głogownikiem. Kiedy Dławisz traci liście odsłania bluszcz i głogownika. Te towarzyszą mi przez zimę, do wiosny, a potem znowu giną pod liśćmi - nomen omen - Dławisza. Ale ja go mam pod kontrolą i polecam na ogrodzenia jako świetną osłonę.
Moje ogniki niestety chorują, ale walczą i chyba będzie dobrze.
Berberysowa
Róże w lawendzie, która nawet jeszcze nieśmiało kwitnie.
Ciężka praca mi służy, co wiem od dawna, od razu poczułam się lepiej, jutro zaczynam mój trzydniowy dyżur uczelniany, a zatem do wtorku bez ogrodów.







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz