Jak w tytule ;-)
Dzisiaj naprawdę miałam chwilę zniechęcenia. Tylko chwilę.
Powód?
Kiedy przyjechałam na Młociny zobaczyłam ogród dokładnie przykryty liśćmi. Po 4 godzinach sprzątania, kiedy odjeżdżałam, zobaczyłam .... ogród dokładnie przykryty liśćmi!
Wywiozłam trzy wielkie wory liści - nie nadają się na kompost, większość z nich jest porażona rozmaitymi chorobami, bo pochodzą ze starych drzew owocowych. Szczególnie grusza, którą trzymam wyłącznie ze względu na jej urodę, teraz ma wszystkie liście pokryte chorobowymi zmianami.
Grabiłam, zbierałam, ale co tylko powiał wiatr, trawnik i rabaty znowu były pod liśćmi.
Nie zrobiłam więc dzisiaj żadnego zdjęcia, bo bałagan, ale powinnam, bo róże w nowych pąkach, na rudbekiach nowe kwiaty, bluszcz pięknie zarasta rabaty wokół traw, a trawy nadal cudne.
No chyba z wyjątkiem Zebrinusa. Ten u mnie zawsze schnie najwcześniej, inne miskanty, np. Gnome to nadal ogrodowe cudo.
Nie zrobiłam więc dzisiaj żadnego zdjęcia, bo bałagan, ale powinnam, bo róże w nowych pąkach, na rudbekiach nowe kwiaty, bluszcz pięknie zarasta rabaty wokół traw, a trawy nadal cudne.
No chyba z wyjątkiem Zebrinusa. Ten u mnie zawsze schnie najwcześniej, inne miskanty, np. Gnome to nadal ogrodowe cudo.
Nie wiem co jutro, bo gardło boli jak głupie, mam gorączkę, ale przecież ja nie choruję :-)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz