Dławisz rośnie u mnie od 3 lat. Nie jest ulubieńcem ogrodników, podobnie jak Rokitnik, ale u mnie sporo takich nielubianych i uważanych za ekspansywne roślin. Ja sobie z nimi radzę, a że potrafią zdobić, cieszę się, że je mam.
Do tego w tym roku Dławisz zakwitł po raz pierwszy od posadzenia w 2011 roku jesienią. Wprawdzie - jak się później okazało - dostałam sadzonki jedynie Herkulesa, czyli męskie i Diany dosadziłam dopiero wiosną następnego roku. Jak wiadomo, podobnie jak Rokitnik Dławisz jest rozdzielnopłciowy i trzeba mieć sadzonki obu rodzajów by zakwitły. A czekałam na to kwitnienie, bo potem zimą dławisz jest niezwykle dekoracyjny, obsypany pomarańczowo-czerwonymi owocami. No i w tym roku wreszcie są.
Jeszcze nie jest ich bardzo dużo, ale jak już są, z roku na rok będzie ich coraz więcej.
Poza owocami, zimą zdobi także pogmatwany gąszcz jego pędów, i nawet bez liści dławisz też tworzy zasłonę na ogrodzeniu.
Tu przepleciony dodatkowo z bluszczem, dalej zieleni się Głogownik i spora grupa Ogników.
A tu mój coraz większy Jałowiec Phitzeriana Glauca, pięknie rośnie, absolutnie bezproblemowa roślina.
I jeszcze moje sadzonki. Oderwałam malutką kępkę Zawciągu nadmorskiego, podzieliłam na takie drobniuteńkie kawałeczki i wsadziłam do doniczki. Oto efekt po ok. 1,5 miesiąca
7 sporych sadzoneczek, które już w następnym tygodniu zawiozę do Borkowa. Do zimy daleko, a że są już dobrze ukorzenione, nie ma obawy by się nie przyjęły.
W sumie to jak dla mnie bardzo udany sezon rozmnażania roślin. Dotąd tego nie robiłam, bo wydawało mi się, że nie umiem, że nic mi z tego nie wyjdzie. A tu niespodzianka! Mam własne berberysy, pęcherznice, jaśminowce, rokitniki, róże pomarszczone. Małe to wszystko, ale cieszy, bo własne.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz