Dzisiaj uznałam, że ten clematis zasługuje jednak na to, by go pokazać i co nieco o nim napisać. Nie jest to odmiana powszechnie doceniana, wymaga trochę cierpliwości, a i nie każdemu podobają się tego jego drobniuteńkie kwiaty, od których bierze druga nazwę - 'Letni śnieg'.
Dlaczego wymaga cierpliwości? Ano dlatego, że przez pierwsze dwa lata prawie go nie ma.
Posadzony w lipcu 2012
Niewiele urósł, wyglądał słabiutko i wcale nie robiłam sobie nadziei, że będzie lepiej. W następnym roku sporo go przycięłam i czekałam co będzie dalej.
Pod koniec maja, a więc niemal rok po posadzeniu wyglądał tak:
Jak widać niemal bez zmiany, a pozostawiony dla niego pień śliwy raczej zarośnięty clematisem nie był.
W końcu czerwca ledwie go widać zza Kordyliny
W rok po posadzeniu wprawdzie zakwitł, ale trudno tu mówić o jakimś śniegu. Parę kwiatków na jednym pędzie.
Koniec października, koniec sezonu a Paul Farges nie zachwycił. Co więcej podobne doświadczenia miały też moje znajome ogrodniczki, które posadziły tego clematisa w podobnym czasie.
I przyszedł rok 2014.
Już w maju pień drzewa zaczął ginąć pod zielonym gąszczem clematisa.
Początek czerwca i nazwa 'Letni śnieg' zaczyna mieć pełne uzasadnienie.
A potem przybywało go każdego dnia. Ogrodzenie zniknęło pod masą zielonych liści.
Podobno ogrodnictwo uczy cierpliwości. Mnie nauczyło na pewno. I nie tylko cierpliwości.
.jpg)











Brak komentarzy:
Prześlij komentarz