Zacznę od tych korków ;-) Mieszkam na Muranowie, więc w związku z dzisiejszymi uroczystościami w mojej dzielnicy, ta niestety stanęła w miejscu. Dojazd do domu zajął mi dzisiaj bardzo dużo czasu i nie wiem, czy Ci wszyscy kierowcy, którzy razem ze mną pokonywali kolejne metry w ślimaczym tempie bez wątpliwości uznali, że nowe Muzeum na zawsze poprawi wizerunek Muranowa, zmieniając go w miejsce podobne do krakowskiego Kazimierza. Niestety jak zwykle zawiodła organizacja i pierwsze wrażenie, nawet dla tych co na te uroczystości zmierzali, to poczucie chaosu w jakim znaleźli się sami i spory kawałek miasta.
Dojechałam jakoś do domu, na uroczystości się nie wybieram, tłumy zawsze mnie zniechęcają. Poza tym po dniu spędzonym w tych słonecznych blaskach wśród moich roślinek, jakoś mam mało ochoty na kontakt z innym światem.
A dzień był piękny. Porządki właściwie dobiegły końca, jestem gotowa do zimy, teraz to już będę tylko wpadać na herbatę i chyba jeszcze raz skoszę trawę.
Tak było dzisiaj
Hortensja dębolistna niezmordowana zmienia kolory liści, podczas gdy np. Trzmielina oskrzydlona tylko na chwilę pokazała cudną jesienną czerwień i zaraz potem straciła wszystkie liście.
Wiele razy już ją pokazywałam, bo ten Miskant to moja ulubiona trawa. No, jedna z wielu, bo chyba bardzo lubię wszystkie trawy.
Wplotłam te czosnki w stary wianek parę miesięcy temu. Ślicznie się zasuszyły
Trzy kolory ;-)
Po mrozach ostatni pąk różany zwiesił głowę, ale nadal śliczny, moim zdaniem.
A liściaste pędy różane nic sobie z mrozu nie robią i nadal rosną.









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz