środa, 5 listopada 2014

Listopad? Chyba wrzesień!

Pogoda dzisiaj prowokowała do nietypowych prac ogrodowych. 

Nietypowych wg kalendarza, ale skoro nigdy nie byłam niewolnicą niczego, to i teraz nie zamierzam podporządkować się dacie w kalendarzu, skoro aura mówi co innego.

A nietypowe prace ogrodowe to dzielenie i przesadzanie roślin. Zwykle listopad to nie jest miesiąc, kiedy takie działania w ogóle można brać pod uwagę, ale  skoro klimat mamy jaki mamy, wzięłam się za robotę i zrobienie czegoś, czego jakoś wcześniej nie miałam czasu zrobić.

Od dawna wiedziałam, że muszę podzielić Nachyłka i Krwawniki. Jak każda bardzo silnie rozrastająca się bylina wymagają - co jakiś czas - interwencji ogrodniczej ręki. 

Nachyłek wielkokwiatowy pozostawiony sam sobie zmarnieje. Musi być co 2-3 lat wykopany, podzielony, posadzony w małych kępkach i wtedy będzie jak nowy. Kiedy pierwszy raz - znalazłszy go na budowie Mostu Północnego - wykopałam Nachyłka i posadziłam na mojej niemal pustej działce, to był rok 2011. Wtedy to ja nawet nie wiedziałam co posadziłam. A był to chyba październik. Jakże mnie ucieszyło kiedy w następnym roku pojawiła się cudna kępa liści, a wkrótce potem bez końca kwitnące żółte kwiaty.

To jest zdjęcie z czerwca 2012


Kolejny miesiąc i kępa coraz większa


W moim wtedy jeszcze bardzo pustym ogródku ta kępa Nachyłka, mojej znajdy, to była cudna sprawa. Już wiedziałam co to za roślina, tylko jakoś nie wierzyłam, że bez przesadzania i dzielenia nie będzie taka cudna zawsze.

 W sierpniu 2012 nadal był cudny


Wycinałam regularnie przekwitłe kwiatostany, a Nachyłek trwał i trwał i kwitł...

W następnym roku - 2013 - może nie od razy zauważyłam, że kwiatów było mniej bo kępa liściowa nadal była okazała i zdrowa, a we wrześniu nadal był taki widok


Niestety w roku 2014 poza wytworzeniem marnej kępy liściowej nic więcej się nie pojawiło, żaden, nawet pojedynczy kwiatek.

Dzisiaj wykopałam kępę Nachyłka - kępę o średnicy około 40 centymetrów, podczas gdy w roku 2011 posadziłam kępkę o średnicy 5 centymetrów - i od razu zrozumiałam na czym polega problem. Nachyłek wprawdzie korzeni się płytko, ale wytwarza też dość głębokie zdrewniałe odrosty, które po pewnym czasie gniją. Kiedy wykopałam całą kępę zobaczyłam masę drobnych płytkich korzeni, ale też jeden przy drugim gnijące patyczki zajmujące mnóstwo miejsca pod rośliną. Nie wiem jak roślina może rosnąć mając taką blokadę pod sobą.

Podzieliłam kępę na chyba 15 części, połowa rośnie na nowo na Młocinach, reszta jedzie do Borkowa i od jutra tam będzie rosła. Teraz będę mogła porównywać zachowanie tej samej rośliny w dwóch różnych miejscach, w dwóch jakże różnych warunkach glebowych.

Do Borkowa jadą też irysy, podzielone krwawniki, sadzonki zawciąga, róży pomarszczonej i jaśminowca.

Listopad? Nie wierzę !

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz