Jeszcze malutkie, jeszcze w pąkach, ale są.
Jeszcze zimno, jeszcze zimowo, ale życie pod powierzchnią ziemi coraz bardziej widoczne. Wychodzą wszystkie cebulowe, są listki na niektórych bylinach, mam wrażenie, że czeka nas eksplozja natury z tą zapowiadaną temperaturą ponad 15 stopni.
A ja ostro wzięłam się dzisiaj za porządki, by ta wiosna nie zastała mojego ogrodu w bałaganie. A było co robić!
Ostatnio jeździłam na Młociny jedynie po to, by sprawdzić, czy wszystko w porządku, a do pracy - ze względu na pogodę - jakoś zupełnie nie miałam ochoty. Trawy nie ścięte, trawniki nie zgrabione, rabaty w suchych liściach, no czarna rozpacz!
Na szczęście to 185 metrów i już po 5 godzinach sapałam z zadowolenia i nie tylko. Czysto, trawy ucięte - chociaż w przypadku trzcinników co najmniej 2 tygodnie za późno. Cięłam zielone niestety. Z doświadczenia wiem, że nic im nie będzie. Nie pierwszy raz go tnę 'na żywca'. Nawet to lubi, potem pięknie odrasta.Kostrzewy jedynie ciachnęłam na końcówkach i poskubałam.
Carexy też tylko na końcówkach
Poczyściłam rabatki pośród krokusów, ale jak widać mało dokładnie ;-)
Moje ulubione Miskanty Gnome też poszły pod nóż, a pod nimi tyle zielonego! Wiesiołek w listkach, także szary przetacznik od Basi, tzn. Siwy ;-)
No i krokusy mają nie tylko zielone wąsy!
Poczyszczone rabaty czekają na wiosnę
Dzisiaj rano zastanawiałam się czy jechać na Młociny, bo nadal skutki przeziębienia dawały o sobie znać, ale zdecydowałam, że skoro w weekend pracuję, nie mogę zostawić ogrodu bez przygotowania na nastepny tydzień z tymi szalonymi temperaturami.
Pojechałam, zabrałam się za robotę i z każdą godziną ciężkiej, fizycznej pracy czułam się coraz lepiej. Mam wrażenie, że choroby są w naszej głowie bardziej niż w organizmie.
JAK DOBRZE, ŻE MAM MOJE OGRODY!










Brak komentarzy:
Prześlij komentarz