Pogoda jaka jest taka jest, ale ogród wie swoje. Po 4 dniach nieobecności wreszcie pojechałam na Młociny. W zacinającym deszcze, z wichrem wyrywającym mi parasol, w przeszywającym zimnie zwiedziłam moje ogrodowe zakątki i korzystając z chwili słońca zrobiłam kilka zdjęć. Po czym szybko uciekłam do domu. Tak nieprzyjemna ta pogoda.
Jak zwykle widok z tego samego miejsca. Mokro, ale forsycja już się żółci
Narcyzy w pąkach
Tulipany w berberysie
Moja ulubiona rabatka z berberysem, azalią i pięciornikami
Wszystko na raz. Nadal pierwiosnki, idzie Rozchodnik, hiacynty, zielenieją pierwsze listki przetaczników
Czosnek Globemaster kupiony w sierpniu na wystawie Zieleń to życie. Póki co liście ma ładne, ale jak zakwitnie brzydkie liście schowają się w przetacznikach i lawendzie.
Sasanki
Hiacynty
Kwitnąca Runianka, z jakiegoś powodu żółta
I Clematis Polish Spirit coraz bardziej zielony
Jak widać rośliny nie bacząc na pogodę robią swoje. Pewnie gdyby było ciepło, byłaby eksplozja, a tak to wszystko sobie rośnie tak powoli, z rozsądkiem, ale i tak coraz bardziej zielono. Tylko nie ma jak się tym dość nacieszyć, bo zimno i paskudnie na dworze. Ale i te parę chwil to też wielka radość.













Brak komentarzy:
Prześlij komentarz