Dzisiaj korzystając z pięknej pogody a i z ostatniego w tym sezonie kontenera na odpady z naszego ogrodu postanowiłam rozstać się z ostatnią śliwą, jaka jeszcze została z dawnych lat. Dwie pierwsze z powodu ciągłych chorób, braku owocowania oraz stopniowego usychania zostały ścięte i jedynie ich martwe pnie służą jako podpora - jeden dla Hortensji pnącej, drugi dla Clematisa Paul Farges.
Trzecia z rzędu, o którą walczyłam prze 4 lata też niestety musiała podzielić los dwóch poprzednich. Dzisiaj nie bez żalu, ale uruchomiłam piłę i pożegnałam kolejną śliwę. Jej dalsza wegetacja nie miała sensu, do tego choroby z niej przenosiły się na inne drzewa.
Oto co zostało. Na przekroju konarów widać wyraźnie chorobę całego pnia.
Ścięte konary usunięte na [placyk przed działką, tylko jeszcze liście zalegają
A tu konary czekają na dalszą obróbkę. Pocięcie na drewno opałowe, rozdrobnienie gałęzi, zebranie liści.
Po 2 godzinach zostało tylko drewno do zabrania do Borkowa.
No i trochę smutne widoczki z kikutem drzewa, ale też z cudną Trzmieliną oskrzydloną.
Kolory
Tłuste tuje ;-) czekają na jesienne 'wytrzepanie' z suchych gałązek.
Ogródeczek czysty, wygrabiony. Zostaje sobie do poniedziałku. Do zobaczenia wkrótce :-)










Brak komentarzy:
Prześlij komentarz