poniedziałek, 2 listopada 2015

Ostatnie liście

Pojechałam - komunikacją miejską! - na Młociny. Zgodnie z moją życiową zasadą, że nic mnie złamać nie da rady, dzisiaj już przestałam martwić się brakiem samochodu, czy tym jaki będzie werdykt ubezpieczyciela. Co ma być to będzie, a ja i tak coś wymyślę. Jak całe życie, zawsze dawałam radę, to i teraz też dam.

A na Młocinach prawie nie ma liści. Nie ma na drzewach, ale na trawniku oczywiście był puchaty dywan. Wysprzątałam do ostatniego listka, przycięłam pęcherznice, róże pomarszczone, wycięłam pędy jeżyn, wyczyściłam rabatki do czysta. Taka praca to idealna metoda na wszelkie smutki:-)

A to tytułowe ostatnie liście, bo pewnie lada moment i te opadną.



Trawki cudne.


Zdjęcia z telefonu, bo aparat ciężki i trochę nie chciało mi się go dzisiaj nosić. Zresztą zbyt wiele do uwieczniania to już teraz nie ma, więc to tylko takie bieżące migawki z kolejnego dnia.

Słońce, ciepło, jednak piękny dzień :-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz