piątek, 5 sierpnia 2016

A na Młocinach bez zmian

Młociny porzucone dla Borkowa.

Kilka dobrych dni mnie tam nie było, a tu znowu niespodzianka. Ogród jakby nawet tego nie zauważył ;-) Chyba powoli osiągnęłam etap, kiedy ogród jest dojrzały (i zadbany) na tyle, że kilka dni przetrwa bez problemu.  

Budleja, a że to Black Knight to skrzyżowała miecze ;-)


Posadzona w tym roku po stracie moich rosnących kilka lat. Jestem zaskoczona jak pięknie kwitnie.







Sadziec w trzech odmianach


Hortensja Dębolistna bardzo marniutka w tym roku. Jeden krzew nie przetrwał, dwa pozostałe ledwie żyją.


Dojrzewają gruszki i winogrona





I jak zwykle parę widoczków






Upał niemiłosierny, burza nadciąga, ale nie licząc na deszcz w stolicy lałam dzisiaj wodę w ogród cały dzień. Nie przestrzegam pór podlewania. Podlewam kiedy mogę, kiedy widzę, że rośliny tego potrzebują, zawsze bardzo intensywnie, zwykle nastawiam zraszacze, a ja sobie pracuję w ogrodzie. Szansa bym podlewając z węża, wylałam podobne ilości wody jest żadna.

I tak minął kolejny tydzień Borkowo-Młociński. 

Lato w pełni i tu i tam, a ja korzystam z tych moich bogactw zachwycając się losem, który taką starość mi zgotował. 

A może tak chytrze sama to zrobiłam ;-)


2 komentarze:

  1. "A może tak chytrze sama to zrobiłam ;-)"

    Oczywiście, jesteś doskonałym kowalem swojego losu! Robisz to, co sprawia Ci przyjemność, co daje radość.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basiu, rzeczywiście 'kuję' ile mogę ;-) Wcale nie jest łatwo być tak wolnym człowiekiem, jak ja. Z jednej strony to cudownie, móc decydować o wszystkim, z drugiej zaś czasem to jednak wielki ciężar. Ale to mój wybór i za nic bym tego nie zmieniła.

      Usuń