środa, 27 listopada 2013

Trawnik

Nie o trawniku u mnie, chociaż głównie o tym będzie, ale będzie też o trawniku ogólnie, bo o trawnikach akurat wiem całkiem sporo. Swój założyłam od zera - jak wszystko w moim ogrodzie - i to całkowicie samodzielnie, jedynie z pomocą wiedzy zdobytej w internecie. 

Dygresja - internet jest w tej chwili dla mnie tak nieodzowny, jak niemal powietrze do oddychania. Wprawdzie żyłam całkiem długo bez tej formy oddychania, ale chyba mój organizm tak się przystosował do nowej formy, że już by nie potrafił inaczej. Zaznaczam, że korzystanie z internetu to wcale nie mała sztuka, bo to także śmietnisko i GB bzdur. Sztuką, tak jak w życiu, jest odsianie ziarna od plew.

Ale wracam do trawnika. Co zastałam w swoim nie-ogrodzie już pisałam, ale tak dla przypomnienia pokażę.



To jest moja działka już po wyczyszczeniu największego śmietniska. Widać klepisko z resztkami chwastów, nie widać natomiast drobnych śmieci, kamieni, kawałków szkła, pordzewiałych kawałków metalu przemieszanych z wierzchnią warstwą ziemi. Kopałam, grabiłam, wybierałam wszelkie zanieczyszczenia, wciąż wyrywałam rozmaite korzenie tkwiące głęboko w ziemi. Oczyszczenie powierzchni przeznaczonej pod trawnik, czyli około 150 m kwadratowych zajęło mi kilka tygodni.
Było też pozytywne odkrycie. W narożnej części działki, gdzie pod prowizorycznymi inspektami (deski przykryte taflami szkła) poprzednika natrafiłam na złoża urodzajnej ziemi. Gotowy kompost do użyźnienia całej powierzchni przeznaczonej pod trawnik.
Teraz pozostało już jedynie wyrównanie, utwardzenie pożyczonym walcem i można siać. 
Po paru tygodniach widok był taki


Widać jeszcze łysinki, jeszcze nie ma gęstej, równej zieleni, ale wkrótce i to się udało. W połowie października, czyli równo dwa miesiące po wysianiu trawy miałam gęsty, zielony dywan.


W końcu listopada wszędzie była zielona 'szczotka'.


A w marcu następnego roku w ostrym słońcu zieleń aż kłuła w oczy.


Kwieceń 2012

i majowa zieleń


A ja kosiłam, grabiłam, wyrywałam ręcznie chwasty, których wcale nie było już dużo i stopniowo było coraz mniej, pełna idylla. Jednakże ku przestrodze ogrodników, którzy sądzą, że posieją trawę i będą mieli spokój od razu piszę - trawnik wymaga ciągłej troski, regularnego koszenia, odchwaszczania, nawadniania, grabienia, napowietrzania, nawożenia......

Nie używam nawozów chemicznych, odżywiam więc trawnik rozsypując kompost.

W miejscach gdzie ziemia pod trawa jest zbyt zbita i widać zastoiny wody po deszczu konieczne jest rozluźnienie podłoża. Wystarczy ponakłuwać trawnik np takimi butkami (zakupione już w styczniu, leżą sobie w domu na stole)


a następnie wsypać w te otworki piasek. Spacer w tych butach po trawniku wprawdzie jest karkołomny, wymaga siły i dobrych wiązań na kolczastych butach, ale efekty dla trawnika są rewelacyjne. Warto się poświęcić. Oczywiście można użyć aeratora, ale to kolejna maszyna do przechowywania, a przy małej powierzchni trawnika, tak jak moja, wręcz trudna do zastosowania w rozmaitych małych zakątkach.

Jesienią z podobnych względów nie stosuję wertykulatora, ale niemal codziennie bardzo intensywnie grabię cały trawnik, wyczesując sporo suchej trawy z pomiędzy korzeni, likwidując w ten sposób filc, zbicie trawy w nieprzepuszczalne powierzchnie. Dzięki temu trawnik pod śniegiem nie będzie pleśniał i unikniemy jednej z trawnikowych plag, jaką jest pleśń pośniegowa.

Jest jednak plaga, której ani zapobiec, ani usunąć nie ma specjalnie jak. To chwastnica jednostronna. Trawa w trawie, która w jeden sezon jest w stanie zmienić zielony dywan do kłujące rżysko.
Wyglada tak:





Istnieją rozmaite wersje na temat tego skąd się bierze - z nawiezionej ziemi, rozpylona wiatrem, z ożywionych nasienników, które ponoć mogą przetrwać w ziemi kilkadziesiąt lat. Rozpoznanie jej nie jest trudne, ma grube, sztywne źdźbła, które po koszeniu bieleją, zasychają szpecąc trawnik. rozrasta się w coraz większe gniazda, wypierając dobrą trawę, a że jest to trawa, znane środki chemiczne jeśli zniszczą ją, zniszczą też dobra trawę.

Pozostaje ręczne wyrywanie, a że po wyrwaniu takiego gniazda pozostaje w trawniku dziura, trzeba od razu dosiewać w tym miejscu trawę, inaczej ponownie wyrośnie chwastnica. Walczę z nią drugi rok. Na jesieni w tym roku, miałam wrażenie, że chyba jej już nie ma. Jak jest naprawdę, okaże się jednak wiosną.

wtorek, 26 listopada 2013

Dzisiaj

polecam kwiatowe wspomnienia lata w Od zera do ogrodu.

Na więcej nie ma czasu, wymiana opon i takie tam typowo damskie zajęcia. Łańcuch od piły mechanicznej zdjąć, ostrze od kosiarki zdemontować, oba zawieźć do ostrzenia.

Wczoraj ubrałam na biało Głogownika, na zielono gałązkami świerka co wrażliwsze pięknotki, a Hebe nadal kwitnie....

Wieczorem będę pisać dalej o Afryce.

poniedziałek, 25 listopada 2013

Trawy ozdobne u mnie

Piszę u mnie, bo w żadnym przypadku nie zamierzam opowiadać specjalnych mądrości na ich temat, a jedynie pokazać jak stały się kolejnym ważnym elementem mojego ogródeczka. O dwa lata za późno, bo uważam, że jako niewymagające, niedrogie rośliny wspaniale zdobią, zapełniają i uzupełniają rabaty, w zależności od gatunku i odmiany, zestawienia z innymi roślinami tworzą unikalny charakter ogrodu.

A tych gatunków i odmian, a także roślin trawo podobnych jest tyle, że tak naprawdę, to w ogrodzie mogłyby rosnąć wyłącznie trawy i też by było ślicznie. Tyle że wcale nie jest tak łatwo kupić ładne trawy. W centrach ogrodniczych bywają, ale wybór zwykle jest ograniczony, a okazy w bardzo różnym stanie. Pozostają zakupy przez internet, ale to jest jak wiadomo wielka loteria. Na szczęście w marcu 2013 trafiłam do Ogrodów traw, a tam wiedzą co w trawach piszczy.

Niestety ze względu na wyjątkowo długą zimę trawy zamówione w marcu dotarły w maju. Właściciele byli ze mną stale w kontakcie, a nawet poinformowali mnie, że jedna z zamówionych traw prawie w ogóle nie urosła. bardzo solidna firma, polecam.

Tak wyglądały moje trawy w maju, tuż po posadzeniu.

Imperata cylindryczna Red Baron 




Trzcinniki Karl Forester, Turzyca nowozelandzka Carex Buchananii, Miłka


Nic ciekawego, szczególnie że nie ma też kamienia, który miał być elementem rabatki. Miesiąc później sporo urosły.


A pod koniec sierpnia był istny busz.



Miłka okazała



Na różnych etapach sezonu doszły jeszcze
Miskant chiński 'Gnome'


Zebrinus


Rozplenice i Hakonechloa


 


Konwalnik


Turzyca Morrowa 'Ice Dance'



Kosmatka śnieżna na murku przy Hortensji dębolistnej


Rośnie też u mnie Mozga trzcinowata, ale na nia bardzo uważam, bo ma straszliwe rozłogi.



We wrześniu od uroczej koleżanki dostałam kolejna turzycę, Carex comans 'Green form'


Rosną też u mnie kostrzewy, niebieska i tzw. 'Niedźwiedzie futro'.


W następnym roku planuję dodanie dalszych traw, głównie turzyc o szerokich liściach, bo te podobają mi się najbardziej.

niedziela, 24 listopada 2013

Dzisiaj...

piszę już tylko o Afryce. W taką pogodę, wspomnienia ze spalonej słońcem Nigerii ocieplają...

Dygresja

Szukałam opowiastki o pisklęciu, które urodzone zbyt inne od pozostałych ginie, a natrafiłam na ten blog:

http://ladynoprofit.salon24.pl/541717,odmiency

Jakże trafnie ujęta kwestia RÓŻNICY. Całe życie buduję sobie twierdzę przetrwania, by sprostać przepaści, jaka dzieli mnie od ludzi. Jestem urodzonym samotnikiem i nie to mi przeszkadza. Nie rozumiem wściekłej agresji, z którą mam do czynienia, ilekroć znalazłszy się w jakiejś nowej społeczności zostaję zauważona, bo mam własne zdanie, bo mam odwagę myśleć inaczej, bo mam odwagę mówić to, co myślę.

Zajadłość małych ludzi już mnie NIE dziwi, bo ją rozumiem. Brak tolerancji przeradzający się w agresję zawsze jednak przeraża. Moim marzeniem jest świat, w którym każda inność, jakakolwiek by ona nie była, nie budziła niczyjej wrogości, była przyjmowana tak, jak odmienne odcienie zieleni na liściach niemal każdego drzewa i krzewu.

Urodę niejednego ogrodu buduje skala barw, ich odcieni, nabierających z wiekiem i upływem czasu jeszcze większej głębi i bogactwa.

Czy nie mogłoby być podobnie Z LUDŹMI?



sobota, 23 listopada 2013

Przeobrażenie w kierunku ogrodu, czyli ROD-owe metamorfozy ;-)

Tak jak wspomniałam wcześniej wiosna 2013 roku oznaczała dla mnie początek przeobrażania mojej działeczki zgodnie z nabytą niedawno, jeszcze cząstkową, ale jednak nową wiedzą ogrodową. Kto jednak ma ogród, to wie, że takie metamorfozy nie dzieją się z dnia na dzień, szczególnie jeśli jest się tylko amatorem i w dodatku do tego, amatorem z ograniczonymi finansami. 

Nie przeszkadzało mi to jednak pracować nad tą zmianą cały kończący się właśnie sezon, co więcej miałam i mam świadomość, że pewnie kolejne też będą podobne. Cały jednak proces rozwijania moich ogrodowych umiejętności, jak i przeobrażanie tego skrawka ziemi sprawia mi tak ogromną przyjemność, jest źródłem takiej satysfakcji, że powoli dochodzę do wniosku: w tym cała rzecz. I tak sadzę, przesadzam, podglądam, znowu coś zmieniam i przesadzam, i tak pewnie będzie już zawsze.

Pisałam, opowiadając o szpadelku do kantów trawnika, że wraz z nim zaczęłam inaczej planować i tworzyć moje rabaty. A że wcześniej wymarzyłam sobie liliowcową alejkę wzdłuż ścieżki, zaczęło się karczowanie darni na dość spora skalę. Dawne soliterowe krzaczki w trawie i osobne malutkie rabatki zostały wcielone w jedną wielką rabatę.




Widać moją dziwną nagle skłonność do linii falistych, ale z czasem zacznę je prostować. Wkrótce znalazły się tutaj liliowce, zostały dosadzone kolejne pęcherznice, doszły hosty i żurawki, tawułki.




Tojeść kropkowana "Golden Alexander"



a w pełni sezonu to miejsce wyglądało tak:



Rok wcześniej:



I pod koniec sierpnia 2013





To tylko jedno miejsce, ale nie było u mnie ani skrawka ziemi, który nie przeszedł by podobnej zmiany. Co oczywiście niebawem pokażę.....
Mam też świadomość, że może być lepiej, i będzie, ale powoli, uczę się i pracuję nad tym.

Dzisiaj

...piszę o Grinie. Wątek Moje psy

piątek, 22 listopada 2013

Planowanie ogrodu

Czas wrócić po tych paru dygresjach do ROD-owej posiadłości na Młocinach.
Jest tam już altanka, ścieżka, parę innych elementów ogrodowej infrastruktury, rośnie trawa, tylko z roślinami kiepsko. Nie mając bowiem zielonego pojęcia o planowaniu zielonego, wyobrażałam sobie, ot jadę do centrum ogrodniczego, kupuję co mi się spodoba, sadzę i jest ogród. Z takim podejściem to ja miałam - jak kiedyś bardzo złośliwie napisał pewien forumowicz (ach, te kochane fora!) - działeczkę z nasadzeniami.

I tak rzeczywiście było. Był trawnik, z którego tu i owdzie sterczały pojedyncze krzaczki.


A za ogrodzeniem trwała budowa mostu północnego. Piękne sąsiedztwo! Do tego, ten zachwycający widok już wkrótce miał wzbogacić cudnie zielony ekran akustyczny, współczesna obsesja budowniczych dróg i mostów. Tak było już w grudniu 2011 roku. Wzdłuż ślicznego ekranu biegnie ścieżka rowerowa, którą jak się miałam przekonać w następnych latach, z rzadka przejeżdżał ktokolwiek, panowała cisza (mostem też mało kto jeździł) i spokój.


Jak widać na poprzednim zdjęciu z września 2011 roku jest trawnik, pod ogrodzeniem rudbekie, dławisze i ogniki. Na środku krzewuszki, wzdłuż jeszcze betonowej ścieżki pigwa i azalia japońska.

W kolejnym sezonie ogrodowym niestety kontynuowałam podobne działania. Spontaniczne zakupy roślin, żadnego przemyślanego planu, sadzenie w trawie, przesadzanie, a efekty mizerne.

Oczywiście cieszyły oczy nowe drewniane elementy


i pierwsze kwiatki



Wszystko też rosło. I to co posadziłam, i to co w ziemi było, a zostało pomimo przekopania, zrycia całej działki na samym początku. Jak utrapienie wyrastały ciągle w trawniku truskawki, chwasty rozmaite, ale trawa powoli wypierała te paskudy, a i moje regularne wyrywanie pomagało. Nie stosowałam żadnych środków chwastobójczych, bo od początku postanowiłam, że będzie to ogród naturalny, może nie ekologiczny, bo nie lubię tego słowa, ale w zgodzie z naturą, która z moją oczywiście pomocą, miała dawać sobie radę sama.

Próba stworzenia rabaty


Dzisiaj ten widok mnie jedynie śmieszy!
I tak było do końca sezonu 2012. Powstawały kolejne "rabaty",


 przybywało roślin


zieleniło się wszystko pięknie


ale nadal była to jedynie "działeczka z nasadzeniami". Z końcem września zaczęłam kombinować nieco inaczej,


ale nadal jakże smętne to były efekty. Gruntowne przeobrażenie koncepcji jaki to ma być ogród, nastąpiło w kwietniu 2013 roku, kiedy trafiłam na kolejne forum ogrodnicze. Godzinami siedziałam przed komputerem i oglądałam setki zdjęć bajecznych ogrodów, które stopniowo zapadały mi coraz głębiej w umysł i serce. Podjęłam nierówną walkę z ideałem ogrodu. Ale o tym, to już opowiem w kolejnych odcinkach.