czwartek, 4 września 2014

Ogrodowa codzienność

Pracy w pracy dużo, ogród tylko z doskoku, o Borkowie w tym tygodniu nawet nie ma co marzyć, ale nie narzekam. Dzisiaj parę godzin na Młocinach byłam, co miałam zrobić, zrobiłam, nacieszyłam oczy i duszę, a teraz wieczorem patrzę sobie na dzisiejsze zdjęcia i nadal mi miło.

Dzisiaj było koszenie - jakże wspaniała jest moja nowa kosiareczka. To już parę tygodni i naprawdę z czystym sumieniem mogę ją polecić do trawnika do 500 mkw. Lekko się prowadzi, łatwo przestawia wysokość koszenia, bo ma taką jedną wajchę z podziałką na kilka poziomów. Do tego ma wskaźnik zapełnienia kosza, co też jest fajnym bajerem.
Potem było podlewanie, bo sucho okropnie, deszczu na razie ma nie być, szkoda mi roślinek.

Oto stan po koszeniu i podlewaniu


A potem to już tylko sobie łaziłam po ogródku i zaglądałam to tu, to tam, by zobaczyć jak jesień wygląda na dziś. No i jednak nie ma jej aż tak wiele.

Iwa nadal gęsta i zielona

Moje nieliczne Rudbekie nadal kwitną. A są nieliczne bo nigdy ich nie sadziłam. Są tylko te, które same wyrosły.


Oczywiście Rozchodniki kwitną, czyli jesień jest, a i Marcinki mają pierwsze kwiatuszki


 



 
Ostatki Przetaczników. Kwiaty na  Pięciorniku odmiany Jackman's variety jeszcze są, ale już zasychają



Za to moje róże pnące od paru tygodni nieprzerwanie rosną. Wreszcie sięgnęły do konstrukcji, którą dla nich specjalnie zamontowałam nad ogrodzeniem.


A przede mną niebawem zbiory owoców - brzoskwiń, jabłek, gruszek, winogron - potem długie wieczory obrabiania tego szczęścia i przerabiania na konfitury, dżemy, wino. Oj sporo tego będzie.

A potem niestety długie tygodnie zbierania opadających lisci, a że u mnie niemal wszystko liściaste, to będzie tego naprawdę dużo także.

I jak tu nie kochać jesieni!

poniedziałek, 1 września 2014

Rewolucje ogrodowe


Od poniedziałku jestem w niezwykle bojowym nastroju. Tak to już u mnie jest, że co tydzień wpadam w inne nastroje i czasem jest źle, a czasem jest euforycznie. Jak mi się tydzień zacznie tak jak dzisiaj, to całe siedem dni jest jakaś bajka ;-))))

I odwrotnie, zły, paskudny poniedziałek i już nie mam mocy. Siła naszej podświadomości jest niesamowita.

Ale do rzeczy. Po wystawie i posadzeniu nowych roślin, raptem dwóch, uświadomiłam sobie, że mój ogród już dawno stracił ten nieco rustykalny charakter, stając się po prostu bardzo specyficznym, moim ogrodem. Zobaczyłam też, że wykorzystywane dotąd rozmaite pnie, bale, konary tworzące pewien klimat rabat powoli tracą tu sens. 

O takie jak tutaj


To stare zdjęcie, teraz belka ginie pod zielonym futrem. 

Może też inną przyczyną jest potrzeba wyraźnego oddzielenia tych moich dwóch ogrodów - ten na Młocinach staje się powoli ogrodem, ten na wsi to nadal pieśń przyszłości.

Dzisiaj wykopałam wszystkie, albo niemal wszystkie dekoracje konarowe i razem z sadzonkami hodowanymi od pewnego czasu, wszystko jedzie do Borkowa.



 Największa sadzonka Rokitnika już w samochodzie. 


To jest okaz wykopany ..... od sąsiadów. To nadal 'mój' Rokitnik, tyle że wyrósł za płotem, a raczej za ogrodzeniem z betonowym fundamentem o głębokości około 40 cm. Nie ma barier dla Rokitnika, ale jest zasada - nie cięty, nie jest taki ekspansywny. Mam ich 5 krzewów, tylko ten, który w ramach eksperymentu spróbowałam formować, dał takie silne odrosty.

Dobra wiadomość jest taka, że wykopywanie Rokitnika jest naprawdę łatwe. Dzisiaj w minutę, bez problemu wykopałam te blisko metrowe krzewy.   

Można postawić pytanie po co się tak męczyć z Rokitnikiem? Moja odpowiedź jest prosta - dla mnie jest pięknym krzewem, wprawdzie nie doczekałam się jeszcze kwitnienia, a więc i owoców, ale wiem, że będą. Mam na pewno obie płcie, kiedyś zakwitnie. W trzecim roku, taką mam nadzieję. A taki Rokitnik w stroju pomarańczowym kulek to jest widok, na który warto czekać.

A jesienią wygląda tak


Tak wyglądał u mnie 6 października 2013 roku. Jestem ciekawa, kiedy w tym roku będzie miał takie barwy. 

Poza tym tyle jesieni w ogrodzie...



 i kolorów



A podzielona kilka dni temu Kostrzewa pięknie rośnie. Miałam malutką kępkę, ale rosła w miejscu zbyt ciemnym i wilgotnym, w jej środku pojawiła się pleśń. Wykopałam, podzieliłam na dwie części, wyczyściłam ze wszystkich chorych i starych źdźbeł i oto rośnie ślicznie jak nowa.

  
To oczywiście ta na pierwszym planie, bo na drugim to Trzcinnik Karl Foerster. cięty w lipcu!

A białe płatki to letni śnieg ;-)))))


czwartek, 28 sierpnia 2014

Z wystawy do ogrodu

Byłam dzisiaj tradycyjnie na wystawie Zieleń to życie. Bardzo lubię tę ekspozycję, chociaż jestem wobec niej bardzo krytyczna.  Ale rośliny to rośliny. Oblazłam wystawę, nie znalazłam tak naprawdę niczego specjalnego, więc poszłam na kiermasz. W sumie to chyba było tu ciekawiej, niż na wystawie ;-))))  

O moich wrażeniach z wystawy piszę tutaj.
 
Jako gość na szczęście nie zapłaciłam 30 złotych za wejściówkę, nie zapłaciłam też 20 złotych za parking, więc wobec takich oszczędności i absolutnie nagłemu przypływowi gotówki postanowiłam jednak coś kupić. Kupiłam dwie rośliny, obie do dalszego rozmnażania i zasiedlania działki w Borkowie. Praktyczna jestem.

Rozchodnik Aubergine i Miskant chiński Kabaret


Już posadzone. Ciemnego rozchodnika szukałam od dawna, ale egzemplarze w szkółkach, głównie Matrona, zawsze były jakieś chore i poobgryzane. Tu ogromny egzemplarz za jedyne 15 złotych. Do tego w jeszcze bardziej ogromnej donicy z mnóstwem wspaniałej próchnicy, jako dodatkowy bonus.




To jest miskant, który dorasta do około 2 metrów wysokości i lubi wilgotne, mokre podłoże. To Miskant Cabaret. Docelowo będzie rósł na wsi nad stawem.




Przy okazji, skoro Sadziec to hit wystawy i kiermaszu, to pokażę mojego



I takie moje jesienne ogrodowe perspektywy






A i jeszcze jeden zakup. Na wystawie była sprzedaż absolutnie gigantycznych czosnków holenderskiej firmy braci Valkering. 


Oto moje giganty

Rozmawiałam też o wykopywaniu cebul i bezwzględnie jest to najkorzystniejsza forma uprawy cebulowych. Można nie wykopywać, jedynie najwięcej zyskuje się - ochrona cebul, rozmnażanie - jeśli są co roku wykopywane. Te moje to mają być giganty, Ceny też dość gigantyczne ;-)

Na kiermaszu było sporo egzemplarzy Hibiscusa bylinowego, którego mam, tylko mój ma ok. 50 cm wysokości, a te były niemal jak malwy ;-)

 
Jak widać wiotkie są i wymagają podpór. Moje są niższe, ale za to stoją ślicznie i wcale nie mają zamiaru się pokładać, co cenię w roślinach.

Kiermasz polecam, naprawdę sporo ciekawych roślin i biletu nie trzeba kupować ;-))))

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Kolory jesieni

Dzień nie podobny do dnia, wczoraj dżysta jesień, dzisiaj słońce i pomimo chłodu jednak lato. Tyle że ogród mówi co innego. Kolory liści, zachowanie roślin, wszystko jest inne niż rok temu. Nie ma tego intensywnego życia letniego, jest wyraźnie odchodzenie ku innej porze roku.

Zawsze kochałam jesień za jej barwy i czekam na te przebarwienia, bo wtedy mój ogród jest jeszcze bardziej kolorowy niż latem. Ale zanim o kolorach jesieni pokaże raz jeszcze moja rabatę z Trzmieliną oskrzydloną, bo dodałam tu ostatnio trzy krzaczki. Nie są nowe, zostały przesadzone z miejsca, gdzie były skazane na zatracenie. To krzewuszki Purpurea Nana i Aleksandra. Posadziłam je w sierpniu ubiegłego roku pod ogrodzeniem.


Przed nimi były trawy, nad nimi Dławisz. Po roku trawy rozrosły się wspaniale nie przejmując się Dławiszem, natomiast moje Krzewuszki nie miały szans. Marniały, nie rosły, nie było innego wyjścia jak je stamtąd zabrać.
Wykopałam w piątek w ubiegłym tygodniu trochę z obawą o los rozplenic i hakonek, ale nie potrzebnie. Te od razu wypiekniały, bo w dziury po krzewuszkach wsypałam kompostu - własnego! - a i przestrzeń maja inną.

O tu widać jak wtłoczone między ogrodzenie a rozplenice były te biedne krzewuszki. To jest zdjęcie sprzed paru dni.

 
Teraz mają przestrzeń życiową a i rabata tutaj zyskała na wyglądzie.



Są na końcu rabaty, za nimi tylko winobluszcz, a dalej to trzmielina oskrzydlona i trawy, w tym podzielona w tym roku Miłka. Ciekawa jestem czy jeszcze zakwitnie, ale chyba już nie zdąży.
Jak widać przesadzenie było udane, krzewy zdrowo rosną, chyba już wyglądają lepiej po kilku dniach. Do tego zimna i deszczowa pogoda na pewno była tu pomocna. Poza tym ja wcale nie przestrzegam zbyt 'religijnie' terminów prac ogrodniczych - jak trzeba coś zrobić, to robię, przestrzegając jedynie zasad sadzenia, przesadzania, dzielenia.

Ostatnio podzieliłam też kilka moich traw i rosną wspaniale.

A teraz kolory jesieni ;-) 

Dębolistna zaczyna się przebarwiać


Miskant Gnome kwitnie na czerwono, wiesiołek czerwienieje, a krwawnik zasycha




Cudowne wilczomlecze jesienne


Czerwień Buchannanii i Marmalade w mieszance z bluszczem, który powoli zarasta rabatę pod Dławiszem, jako tło. Nic innego tu rosnąć nie da rady. Dają radę trawy, w tym Kostrzewa miotlasta i właśnie Turzyca australijska, żurawkę muszę zabrać, bo też ledwie zipie.



Ostatnie kwiaty Gaillardii ościstej


Też jakaś jesienna postać ;-))))


Brzoskwinie dojrzewając gubią liście jesiennie



No i wkrótce znowu czas nastawiać balony z winem.




Ostatnie płatki na Rugosie


I cudne jak zawsze kolory Pęcherznic.



I jak tu nie kochać jesieni ;-)