piątek, 24 lipca 2015

I kolejny dzień w ogrodzie

Kocham wakacje. Uczelnia śpi, a ja nagle nigdzie się nie spieszę. Trzeci dzień z rzędu na Młocinach i chociaż już tęsknię za Borkowem, to radość tego spokojnego czasu do woli tutaj, daje takie wewnętrzne uspokojenie. Bardzo mi to było potrzebne.

Porządkowany wczoraj hostowy zakątek



Pod Dławiszem. Obsydian i Bodziszki



Turzyca Buchanana i bluszcz 


Dwa dni po przesadzeniu kosodrzewinka ma się nieźle


A tu rabatka z Jytte. Też ma się super po przesadzeniu, nawet mam wrażenie, że berberysek ma się tu lepiej.


Natomiast główna berberysowa nawet nie poczuła odejścia jednego z krzewów


Budleja gigant! Jest wyższa ode mnie, a zawsze miała około metra.


Budleja i gruszki. Nie na wierzbie ;-)


Alejka po cięciu. Pęcherznice i berberysy poszły pod sekator a wszystkie ścięte kawałki do ziemi. Z dotychczasowego doświadczenia wiem, że ponad połowa tych wsadzonych w ziemię patyczków, to będą kolejne krzewy do Borkowa. Kilka takich z patyków już tam rośnie.


Taki miszmasz pod różami


I na koniec dwa widoczki ogólne.



Siedziałam tu dzisiaj wiele godzin stale myśląc, jak ja kocham to miejsce. To naprawdę odpoczywam, tu odzyskuję spokój i chęć do życia.

I jeszcze wiadomość z Borkowa - rolnik skosił trawę. Mnie teraz pozostaje kosmetyka ;-) , ale to w następny weekend. W ten inne, miłe plany :-)



czwartek, 23 lipca 2015

Rocznicowe zmiany

I wczoraj i dzisiaj bardzo intensywnie obchodzę tę czwartą rocznicę objęcia ogrodu ;-)
Bardzo się zmobilizowałam i od dawna planowane zmiany wreszcie stały się faktem. Wczoraj zaczęłam od wykopania jednego z berberysów. Kiedy je sadziłam późną jesienią 2012 roku to były maleństwa i oczywiście posadziłam je zbyt blisko, chociaż wtedy wcale to tak nie wyglądało.

Tak było w czerwcu 2013 roku. Mnóstwo miejsca.


A tak to wyglądało w połowie maja w tym roku, więc wczoraj Jytte wywędrował na puste miejsce po azalii, obok innych berberysów.


To jego nowe miejsce.


Druga wyprowadzka dotyczyła kosodrzewiny karłowej Mugo. Posadzona w maju 2013 roku tez miała mnóstwo miejsca ;-)


Ostatnio ta iglakowa rabata wyglądała tak:


Jak widać kosodrzewiny nie widać ;-) Teraz rośnie sobie tu. Kiedyś tu były rozmaite byliny, ale słońce je wszystkie wykończyło, zostały tylko wilczomlecze pod szczepiona Iwą i stary pień, który służy jako dekoracja.


Chyba jej dodam jeszcze jedną, bo bardzo lubię te odmianę Pumilio.

Dzisiaj przesadzałam hosty, bodziszki, porządkowałam ciemny zakątek pod morwami, ale zdjęć nie ma, bo byłam rowerem i wtedy nie wożę aparatu. Toteż tylko parę zdjęć z komórki.




 



środa, 22 lipca 2015

Po czterech latach

Dzisiaj mnóstwo zdjęć z okazji czwartej rocznicy objęcia działki, o czym już dzisiaj pisałam. Po prostu. A także po to by utrwalić ten dzień i potem znów za jakiś czas móc porównywać jak było.
























22 lipca - moja działkowa rocznica

22 lipca, data znamienna tak w ogóle, ma dla mnie moje własne, ogromnie ważne znaczenie. Tego dnia, 4 lata temu weszłam po raz pierwszy na teren ogródka, a raczej tego co kiedyś ogródkiem było w ROD im. Huty Warszawa. 

A zatem dziś dzień wspomnień ;-) Oto jak w lipcu 2011 roku wyglądało te 185 metrów.







Ale mnie w tym dniu nic nie było w stanie zniechęcić. Miałam wreszcie kawałek ziemi, wymarzony od lat, a do tego wolny emerycki czas, by się tym śmietnikiem zająć. Przyznam dzisiaj, że gdybym wtedy wiedziała dokładnie co mnie czeka, nie jestem pewna, czy znalazłabym odwagę, by się tym miejscem zająć. 

Na szczęście nie wiedziałam, bo dzięki temu teraz mam ten mój malutki ogródek, bo dzięki temu moje ukryte ogrodnicze pasje mogły rozwinąć się tak, że dzisiaj obok tych 185 metrów mam i 1200 metrów, na których mozolnie tworzę moje nowe miejsce na ziemi. 

Historia powstawania ogrodu na Młocinach jest zapisana w wielu miejscach w internecie, gdzie trafiałam w poszukiwaniu pomocy, nauki, poznawania tajników udanego ogrodnictwa. Niektórych wątków już nie ma. Nie ma na Forum ogrodniczym, nie ma na Oazie, zostały te trzy, na stronach Świata kwiatów, na Ogrodowisku i w Zielonych blogach.

Moje 185 metrów


Berberysy i liliowce pod starą gruszą


Od zera do ogrodu


Chociaż wątki są, mnie już w tych miejscach nie ma, bo z ludźmi niestety mi nie po drodze, ale obrazy zostały, zostały też wspomnienia i pamięć o tych osobach, które potrafiły zaakceptować mnie taką, jaka jestem.  Została też spora wiedza, którą wyniosłam z tych wszystkich miejsc, za co zawsze będę wdzięczna twórcom ogrodowych forów.

Teraz jedynie tu, w moim blogu zdaję relację z tego, jaki jest los ogrodu, a raczej miejsca w ogrodzie działkowym w Warszawie. 

Dzisiaj równo cztery lata, a zatem jadę świętować na Młocinach!