Rok 2015. Zdjęciowe podsumowanie lata.
185 metrów to adres tego bloga, bo tyle ma ogródeczek, który zrządzeniem losu stał się moim nowym miejscem na ziemi w 2011 roku. To ogródek w ROD na Młocinach w Warszawie. Opisałam tu historię powstawania, budowania, kształtowania tego zielonego miejsca. To była codzienna relacja z pracy w ogrodzie. Dzisiaj to już historia. Dla mnie. Ogródeczek ma nowych właścicieli. Blog zamykam, nic tu więcej już nie napiszę, ale na pewno będę wracać do wspomnień.
piątek, 27 listopada 2015
środa, 18 listopada 2015
Bardzo listopadowo
Wyprawa w deszczu na Młociny. Pogoda pod psem - proszę psa o wybaczenie ;-) - ale zobaczyć ogródek bardzo niezbędna potrzeba, więc byłam.
Smutno i listopadowo, ale jakieś kolory nadal są. Pigwa się nadal złoci.
Iglaste, wiadomo ;-)
Głogownik
Smętne resztki Dębolistnej
Korzenie winorośli są zawsze malownicze. W lecie otaczają je włosy Włosistej, teraz z powodu wilgoci, włosista w snopku.
Moja frontowa rabatka z Moudry.
Berberysowe korale i same berberysy.
Kolejne snopki włosistej pod Zebrinusem.
Nic nie robiłam, bo lało. Zresztą wiele do roboty nie ma. Popatrzyłam, podumałam o losie człowieka, o tym jak ulotne jest wszystko, jak trudne jest pokonywanie kolejnych etapów życia, a także o tym jak coraz jednak trudniej jest odnaleźć mój dawny optymizm. Im więcej smutnych i przykrych zdarzeń wokół, a perspektywa na przyszłość żadna, optymizm wysycha jak mój - tylko jak długo jeszcze mój - staw w lecie.
piątek, 13 listopada 2015
Świerk w 12 obrazkach ;-)
Domowa demolka w postaci wymiany rur i całej wodnej instalacji od paru dni przykuła mnie do domu. W kurzu, hałasie, nieco podłamana widokiem mojego do niedawna domowego zacisza uciekam w obrazy z lepszego świata, z mojego ogródeczka na Młocinach.
Oglądając zdjęcia z kolejnych lat odkrywam zapomniane, a czasem już nieistniejące zakątki sprzed lat. Z przyjemnością śledzę zdjęciową historią sadzonych przeze mnie roślin. Jedne rosły lepiej, drugie gorzej, niektóre w ogóle nie przetrwały. Tak czy inaczej oglądając te zdjęcia uświadomiłam sobie ile pracy, wysiłku, nadziei wpakowałam w ten kawałek ziemi, przecież nie zawsze osiągając zamierzone efekty, a i raz osiągnięte wcale wieczne nie są, bo to natura, bo wszystko przemija.
Kataloguję teraz moje roślinne historie i właśnie skończyłam obrazkowy przegląd pod tytułem Świerk.
Oto moja mizerota, gratisowa roślinka, która przyjechała do mnie w czerwcu 2012 roku. Tu stoi sobie jeszcze w domu na tarasie.
Już rośnie, tylko prawie jej nie widać, a i działka po blisko roku od jej 'narodzin' też pustawa i głównie trawiasta.
W grudniu 2012 roku.
Maj 2013.
W maju 2013 roku świerk dostał towarzystwo.
Po roku, w czerwcu 2014 w maju, lipcu i listopadzie.
A to już lipcowa susza 2015.
Jesień 2015, listopad.
W listopadzie poza 'płonącą' Pigwą zielony świerk cieszy w pustym ogrodzie.
Byle do wiosny, a domowa demolka powoli dobiega końca, tylko jeszcze trzeba to wszystko posprzątać i doprowadzić do ładu. Ogródek wysprzątany dwa dni temu po szalejącej wichurze poczeka do wtorku.
Ciekawe czy pierwiosnek, który zakwitł jakby specjalnie na nasze narodowe święto, jeszcze nadal będzie się żółcił.
Zdjęcie marniutkie, bo teraz nie wożę ze sobą aparatu i dopóki nie odzyskam czterech kółek - jeśli odzyskam - jakoś nie mam ochoty robić zdjęć.
piątek, 6 listopada 2015
Zimnica, brrr...
Zimno aż kąsa. Dziwne to, bo temperatura nie taka niska a ręce grabieją, bez rękawiczek ani rusz.
Ale co tam, jest robota ogrodowa trzeba działać.Wreszcie koniec grabienia liści, a że deszcz nadchodzi porobiłam snopki z włosistej. Inne trawy na razie zostawiam bez wiązania, ale Frosted Curls z mojego doświadczenia źle znosi takie jesienne szarugi.
Wytrzepałam też skutecznie moje Szmaragdy. Zebrałam 3 spore wiadra tego suszu ze środka tujek. Teraz wyglądają jakby odmłodzone, chociaż i tak były w świetnej kondycji. Po deszczu natomiast, te suche gałązki w środku to ryzyko chorób grzybowych.
Azalia czerwienieje.
Dębolistna w kolejnej odsłonie
A Głogownik znowu dostaje czerwonych kropek
Jeszcze tylko kompost rozrzucić po rabatach i właściwie to by już był koniec prac na ten rok.
poniedziałek, 2 listopada 2015
Ostatnie liście
Pojechałam - komunikacją miejską! - na Młociny. Zgodnie z moją życiową zasadą, że nic mnie złamać nie da rady, dzisiaj już przestałam martwić się brakiem samochodu, czy tym jaki będzie werdykt ubezpieczyciela. Co ma być to będzie, a ja i tak coś wymyślę. Jak całe życie, zawsze dawałam radę, to i teraz też dam.
A na Młocinach prawie nie ma liści. Nie ma na drzewach, ale na trawniku oczywiście był puchaty dywan. Wysprzątałam do ostatniego listka, przycięłam pęcherznice, róże pomarszczone, wycięłam pędy jeżyn, wyczyściłam rabatki do czysta. Taka praca to idealna metoda na wszelkie smutki:-)
A to tytułowe ostatnie liście, bo pewnie lada moment i te opadną.
Trawki cudne.
Zdjęcia z telefonu, bo aparat ciężki i trochę nie chciało mi się go dzisiaj nosić. Zresztą zbyt wiele do uwieczniania to już teraz nie ma, więc to tylko takie bieżące migawki z kolejnego dnia.
Słońce, ciepło, jednak piękny dzień :-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)



























































