wtorek, 23 sierpnia 2016

Floksy nadal kwitną

Zakwitły nowe floksy posadzone w tym roku. Białe z różowym środkiem. Świetnie wpisują się w zaplanowane kolory bylinowej rabaty, która powstała w tym roku. Poza bielą tawułek Astilbe, jeżówek, floksów i budlei jest fiolet jarzmianek, budlei Black Knight i tawułek Astilbe ale w wersji fioletowej. Jest jeszcze Red Baron dla uzupełnienia. 





Mam nadzieję, że za rok kiedy rabata będzie bardziej dojrzała będzie tu też więcej wszystkiego. 

A tu 'stare' floksy już w fazie przekwitania. Pod Ognikami.


Na wielu zdjęciach widać u mnie tzw. 'Niedźwiedzie futro, czyli Kostrzewę miotlastą, Festuca Scoparia. Czytałam wielokrotnie narzekania na tę trawę, ale u mnie to jest cudo. Wszystko czego potrzebuje to skubanie futra ;-) jak sznaucer. Od spodu, z boków, a po pewnym czasie wyrwania w całości, wybrania zdrowych kępek i posadzenia od nowa.

Ogrody jakby śpią, pusto, cicho i to jest wspaniałe. Byłam dzisiaj na Młocinach szereg godzin i nie widziałam żywej duszy. Mogłam do syta cieszyć się ogrodem po ostatnich ulewach, zielonym, mokrym.

 

piątek, 19 sierpnia 2016

Jabłka, jabłka, jabłka ...

Obrodziło niezwykle jabłkami w tym roku. 

Obfitość jest tak wielka, że konary jabłonek pod ciężarem owoców niemal łączą się z ziemią. 

Te ociężałe konary nasunęły nawet pewnej Pani krytyk artystycznej z wątpliwym doktoratem równie wątpliwe porównanie - w 1939 też był taki urodzaj na jabłka - no to ma być wojna. Wojna? W Europie? Kto z kim?  

Wojna, wojna, byle moja wieś spokojna - parafrazując Wyspiańskiego. A że Wesele to mój ulubiony dramat, to jeszcze bym chciała dożyć dnia gdy Panu Jarosławowi każdy będzie mógł zaśpiewać - ostał Ci się ino sznur  ...

Znowu mi się wstęp rozbudował, ale skoro mój syn wybiera emigrację, bo mu neofaszystowska ojczyzna niemiła, to jednak to boli. Bo długo czekałam na te wspaniałe lata nowego tysiąclecia, które teraz zdaje się odchodzić do przeszłości. A jak by ktoś miał wątpliwości co się dzieje, to polecam news o znaku Polski Walczącej na kijach bejsbolowych.  

Ale miało być o jabłkach, więc będzie. Na razie kosze jabłek spadających


Ale za miesiąc zaczną się wielkie zbiory







Nawet moja grusza, która z trudem owocowała z racji wieku i chorób, w tym roku jest obwieszona owocami, a śladu po chorobach nawet nie ma.


Winogrona natomiast jak zwykle, ale mam wrażenie, że jest ich znacznie mniej w tym roku.


Czeka mnie pracowita jesień. 

Dla rozrywki dodam na zakończenie samochód, który zobaczyłam w drodze do domu. Zwykle te 'specjalne' tablice mnie nieco irytują. Ta mnie jednak rozbawiła. Spory dystans do siebie musi mieć ten właściciel samochodu i nie ma znaczenia fakt, że jest to akurat lexus.





 

wtorek, 16 sierpnia 2016

Zawilec japoński - przy okazji nieco o ogródkach w ROD-ach

Zagościł u mnie od piątku po tym, jak zostałam obdarowana masą roślin przez niezwykle hojną działkowiczkę. 


Złapawszy łopatę kopała co tylko zachwyciło mnie podczas spaceru przez jej dwie działki. 
Zdjęcie efektu tych wykopków pokazywałam już w relacji z Borkowa, bowiem głównie były to rośliny planowane na wieś.


Dodam, że ogrody działkowe w ROD-ach mają tradycyjnie pewną specyfikę - to nie są planowane ogrody, raczej niekończące się rabaty pełne bogactwa kwiecia, gdzie obfitość barw i form może zwrócić w głowie. To są łany kwiecia, mało trawnika, każdy kawałek ziemi jest zagospodarowany. 

Ta forma uprawiania ogródków w ROD chyba jednak powoli - wraz z wymianą pokoleniową - powoli odchodzi w przeszłość. Wśród młodych działkowiczów dominuje opcja dużo trawnika, dużo rekreacji, gęsty żywopłot albo mata na ogrodzeniu, może jeszcze oczko wodne.

Na szczęście Pani Teresa ma działki w tym starym stylu, a w nich bogactwo roślin. Z tego bogactwa większość pojechała do Borkowa, zostawiłam Zawilca, bo naprawdę zachwycił mnie urodą.

Rośnie! Kwitnie, tylko stracił liście dolne, ale to nie jest problem. Musi to być bardzo wytrzymała roślina, bo w Borkowie przyjął się także. Piszą, że powinien mieć cień, półcień, podczas gdy u Pani Teresy rośnie w pełnym słońcu. U mnie też ma pełne słonce.

Zobaczymy jak będzie dalej. Zdjęcie tylko z telefonu, bo nie spodziewałam się dzisiaj obiektów do fotografowania, a tu dwie niespodzianki.

Róża pnąca  szaleje




a Pigwowiec ma pierwsze owoce


Pozbierałam kosz spadłych jabłek, umówiłam się z sąsiadami na rozdawanie jabłkowych plonów, teraz czekam na deszcz, bo znowu sucho.

środa, 10 sierpnia 2016

Sadzenie w deszczu ;-)

Deszcz od rana pada całkiem na poważnie. To już nie te przelotne kropelki, co udają deszcz. Cudownie oczywiście, tylko akurat przyjechały moje nowe nabytki.


Tardiva zachwyciła mnie u Basi - pozdrawiam - mam też Jej zapewnienia, że - jak też piszą wszędzie - jest bardzo łatwa w uprawie i do tego maksymalnie mrozoodporna. 

Nie przypuszczałam, że pokocham hortensje, ale mam ich tyle, że chyba nie wiem co kocham ;-)


Rośliny od PP. Wędrowskich to zawsze przyjemność - dorodne, zdrowe, niezawodne. 


Hortensje rosną, a że ulewa nad głową będzie im łatwo polubić nowe miejsce.


Białe Budleje dołączyły do fioletowych i biało-fioletowej rabaty.




Białe floksy wkrótce zakwitną


Pomimo deszczu kilka zdjęć z 'widoczkami'

 






piątek, 5 sierpnia 2016

A na Młocinach bez zmian

Młociny porzucone dla Borkowa.

Kilka dobrych dni mnie tam nie było, a tu znowu niespodzianka. Ogród jakby nawet tego nie zauważył ;-) Chyba powoli osiągnęłam etap, kiedy ogród jest dojrzały (i zadbany) na tyle, że kilka dni przetrwa bez problemu.  

Budleja, a że to Black Knight to skrzyżowała miecze ;-)


Posadzona w tym roku po stracie moich rosnących kilka lat. Jestem zaskoczona jak pięknie kwitnie.







Sadziec w trzech odmianach


Hortensja Dębolistna bardzo marniutka w tym roku. Jeden krzew nie przetrwał, dwa pozostałe ledwie żyją.


Dojrzewają gruszki i winogrona





I jak zwykle parę widoczków






Upał niemiłosierny, burza nadciąga, ale nie licząc na deszcz w stolicy lałam dzisiaj wodę w ogród cały dzień. Nie przestrzegam pór podlewania. Podlewam kiedy mogę, kiedy widzę, że rośliny tego potrzebują, zawsze bardzo intensywnie, zwykle nastawiam zraszacze, a ja sobie pracuję w ogrodzie. Szansa bym podlewając z węża, wylałam podobne ilości wody jest żadna.

I tak minął kolejny tydzień Borkowo-Młociński. 

Lato w pełni i tu i tam, a ja korzystam z tych moich bogactw zachwycając się losem, który taką starość mi zgotował. 

A może tak chytrze sama to zrobiłam ;-)