wtorek, 6 września 2016

Bez Zieleni to Życie, za to z życiem ;-)

Wokół tętnią próby zdania relacji z tej naszej niby Chelsea Show, a ja po trzech latach kolejnych wizyt, znużona powtarzalnością oraz natłokiem własnych spraw nie byłam na wystawie. Wygląda na to, że nie mam czego żałować, chociaż oczywiście żałuję, bo lubię mieć własne zdanie. Z drugiej jednak strony, ja lubię wydarzenia mniej masowe, jak coś jak FB staje się właśnie masowe, już mnie to tak nie kusi. Nie ma mnie na FB od dość dawna - po ponad 10 latach zlikwidowałam tam swoje konto, teraz myślę rozstałam się z ZtŻ. 

W zamian mam owocowe szaleństwo - jak zapewne wszyscy w tym roku urodzaju -  mam też tętniące życie zawodowe ubarwione kwiatami ;-) 

Taki prezent :-)


Owoce albo już na tarasie, albo w kuchni


A tu już fiołki na tarasie także, wpisując się we wrzosowe i winobluszczowe odcienie jesieni



 Owoce zaś już w słoiczkach, słojach... liczba rośnie ;-)




Piękna ta owocowa jesień. Jeszcze mnóstwo jabłek, brzoskwiń, gruszek, winogron... Dobrze że mam piwnice ;-)

środa, 31 sierpnia 2016

Kolory i zakątki mojego ogrodu

Natrafiłam kiedyś w opisie ogrodu na określenie 'pokoje' w rozumieniu wydzielone naturalnymi przegrodami osobne fragmenty, zakątki. Bardzo mi ta koncepcja przypadła do gustu i właściwie od początku właśnie dzieliłam te moje skromne 185 mkw tak, by powstały nieco ukryte ogrodowe zaułki. 

Dzisiaj zdjęcia z tych moich zakątków, ale najpierw widok, który mnie wyjątkowo cieszy ostatnio - Paul Farges przepleciony z Karlem Foersterem ;-)




A teraz tytułowe kolory i zakątki
















Pozdrawiam jesiennie :-)



piątek, 26 sierpnia 2016

Rozchodniki i przesadzanie liliowców

Wprawdzie nadal kwitną róże, floksy, sadźce, jeżówki, budleje, zawilce, ale to rozchodniki teraz są królami ogrodu. Owady siedzą jeszcze na sadźcach, ale raczej wolą właśnie kolorowe rozchodniki.





Rozchodników mam wyjątkowo dużo, w rozmaitych kolorach, te ciemnie mi dzisiaj nie dały się ładnie sfotografować, bo słońce było za silne, a one rosną na bardzo słonecznym miejscu.

Zresztą rosną u mnie i w głębokim cieniu i na patelni i wszędzie dają doskonale radę. To akurat - jak u mnie - żelazne rośliny. 

Inaczej niż - tak szeroko reklamowane jako bezproblemowe - liliowce. U mnie marniały, a tym roku niemal nie kwitły. Jedna z informacji jaką wyczytałam na sąsiedzkim blogu, wskazywała na niewłaściwe miejsce posadzenia. Ponieważ moje rosły pod pęcherznicami, w niemal kompletnym cieniu, postanowiłam je stamtąd zabrać.

A ja przesadzam rośliny kiedy mi to tylko przyjdzie do głowy, więc je poprzesadzałam. No zobaczymy ;-) 


Rosną teraz w wielu miejscach w ogrodzie, głównie w słonecznych miejscach.


A tu przykłady mojego przesadzania - dziwaczek i dalej kosodrzewina. Rosną :-) 



Właściwie to chyba każda roślina w moim ogrodzie przynajmniej raz zmieniła miejsce. Jak wiele razy pisałam, nie wszystko u mnie pięknie rośnie, wtedy szukam nowego miejsca i idzie mi coraz lepiej ;-) 

edit:

Dzisiaj - poszukując odpowiedzi na pytanie, czy można liliowce przesadzać, tak jak to zrobiłam - znalazłam rewelacyjna stronę o tychże. I to jest to czego zwykle szukam w internecie,i rzadko znajduję. Rzeczywista wiedza wynikająca Z WŁASNEGO doświadczenia, a nie internetowa kompilacja.
Polecam to miejsce wszystkim miłośnikom liliowców, bo to także miejsce na zakup oryginalnych odmian.
    
No i można przesadzać liliowce do woli ;-)
 


wtorek, 23 sierpnia 2016

Floksy nadal kwitną

Zakwitły nowe floksy posadzone w tym roku. Białe z różowym środkiem. Świetnie wpisują się w zaplanowane kolory bylinowej rabaty, która powstała w tym roku. Poza bielą tawułek Astilbe, jeżówek, floksów i budlei jest fiolet jarzmianek, budlei Black Knight i tawułek Astilbe ale w wersji fioletowej. Jest jeszcze Red Baron dla uzupełnienia. 





Mam nadzieję, że za rok kiedy rabata będzie bardziej dojrzała będzie tu też więcej wszystkiego. 

A tu 'stare' floksy już w fazie przekwitania. Pod Ognikami.


Na wielu zdjęciach widać u mnie tzw. 'Niedźwiedzie futro, czyli Kostrzewę miotlastą, Festuca Scoparia. Czytałam wielokrotnie narzekania na tę trawę, ale u mnie to jest cudo. Wszystko czego potrzebuje to skubanie futra ;-) jak sznaucer. Od spodu, z boków, a po pewnym czasie wyrwania w całości, wybrania zdrowych kępek i posadzenia od nowa.

Ogrody jakby śpią, pusto, cicho i to jest wspaniałe. Byłam dzisiaj na Młocinach szereg godzin i nie widziałam żywej duszy. Mogłam do syta cieszyć się ogrodem po ostatnich ulewach, zielonym, mokrym.

 

piątek, 19 sierpnia 2016

Jabłka, jabłka, jabłka ...

Obrodziło niezwykle jabłkami w tym roku. 

Obfitość jest tak wielka, że konary jabłonek pod ciężarem owoców niemal łączą się z ziemią. 

Te ociężałe konary nasunęły nawet pewnej Pani krytyk artystycznej z wątpliwym doktoratem równie wątpliwe porównanie - w 1939 też był taki urodzaj na jabłka - no to ma być wojna. Wojna? W Europie? Kto z kim?  

Wojna, wojna, byle moja wieś spokojna - parafrazując Wyspiańskiego. A że Wesele to mój ulubiony dramat, to jeszcze bym chciała dożyć dnia gdy Panu Jarosławowi każdy będzie mógł zaśpiewać - ostał Ci się ino sznur  ...

Znowu mi się wstęp rozbudował, ale skoro mój syn wybiera emigrację, bo mu neofaszystowska ojczyzna niemiła, to jednak to boli. Bo długo czekałam na te wspaniałe lata nowego tysiąclecia, które teraz zdaje się odchodzić do przeszłości. A jak by ktoś miał wątpliwości co się dzieje, to polecam news o znaku Polski Walczącej na kijach bejsbolowych.  

Ale miało być o jabłkach, więc będzie. Na razie kosze jabłek spadających


Ale za miesiąc zaczną się wielkie zbiory







Nawet moja grusza, która z trudem owocowała z racji wieku i chorób, w tym roku jest obwieszona owocami, a śladu po chorobach nawet nie ma.


Winogrona natomiast jak zwykle, ale mam wrażenie, że jest ich znacznie mniej w tym roku.


Czeka mnie pracowita jesień. 

Dla rozrywki dodam na zakończenie samochód, który zobaczyłam w drodze do domu. Zwykle te 'specjalne' tablice mnie nieco irytują. Ta mnie jednak rozbawiła. Spory dystans do siebie musi mieć ten właściciel samochodu i nie ma znaczenia fakt, że jest to akurat lexus.





 

wtorek, 16 sierpnia 2016

Zawilec japoński - przy okazji nieco o ogródkach w ROD-ach

Zagościł u mnie od piątku po tym, jak zostałam obdarowana masą roślin przez niezwykle hojną działkowiczkę. 


Złapawszy łopatę kopała co tylko zachwyciło mnie podczas spaceru przez jej dwie działki. 
Zdjęcie efektu tych wykopków pokazywałam już w relacji z Borkowa, bowiem głównie były to rośliny planowane na wieś.


Dodam, że ogrody działkowe w ROD-ach mają tradycyjnie pewną specyfikę - to nie są planowane ogrody, raczej niekończące się rabaty pełne bogactwa kwiecia, gdzie obfitość barw i form może zwrócić w głowie. To są łany kwiecia, mało trawnika, każdy kawałek ziemi jest zagospodarowany. 

Ta forma uprawiania ogródków w ROD chyba jednak powoli - wraz z wymianą pokoleniową - powoli odchodzi w przeszłość. Wśród młodych działkowiczów dominuje opcja dużo trawnika, dużo rekreacji, gęsty żywopłot albo mata na ogrodzeniu, może jeszcze oczko wodne.

Na szczęście Pani Teresa ma działki w tym starym stylu, a w nich bogactwo roślin. Z tego bogactwa większość pojechała do Borkowa, zostawiłam Zawilca, bo naprawdę zachwycił mnie urodą.

Rośnie! Kwitnie, tylko stracił liście dolne, ale to nie jest problem. Musi to być bardzo wytrzymała roślina, bo w Borkowie przyjął się także. Piszą, że powinien mieć cień, półcień, podczas gdy u Pani Teresy rośnie w pełnym słońcu. U mnie też ma pełne słonce.

Zobaczymy jak będzie dalej. Zdjęcie tylko z telefonu, bo nie spodziewałam się dzisiaj obiektów do fotografowania, a tu dwie niespodzianki.

Róża pnąca  szaleje




a Pigwowiec ma pierwsze owoce


Pozbierałam kosz spadłych jabłek, umówiłam się z sąsiadami na rozdawanie jabłkowych plonów, teraz czekam na deszcz, bo znowu sucho.