poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Po roboczym weekendzie

Upały, piątek w Borkowie, bałam się czy susza nie zniszczy wszystkiego. Niby był deszcz w niedzielę, ale był nieco umowny. Do tego już w czwartek trawa była wybujała, koszenie potrzebne od zaraz, a ja dopiero jadę nóż od kosiarki ostrzyć :-(

Jednym słowem z powodu spiętrzenia prac w Borkowie, chwilowo nie wszystko jest pod kontrolą, a tego nie lubię. Chyba jednak zmartwienie jak zwykle u mnie na wyrost, bo na Młocinach wprawdzie sucho, ale żadnych dramatycznych zmian odnotować się nie da.

Biała aleja coraz bardziej biała, bo kwitną już białe tulipany


a białe narcyzy i hiacynty nadal są






Rabata pod różą pnącą



Berberysowa z hortensją pnącą


Jedyny czerwony nie wiadomo skąd, bo sadziłam tylko białe i czarne



Ubiorek i hortensje z patyczka




Trzcinnik coraz większy


Żurawka 'Green spice' jak zwykle niezawodna


A tu listowie Trzmieliny oskrzydlonej. To jest przecudowny krzew


Podobnie Pęcherznice, te złote i ciemne, Luteus i Diabolo, jeszcze z małymi listkami, ale wkrótce będzie tu złoto-brązowa ściana, Rugosa doda zieleni, a misiek w okienku pilnuje porządku ;-)


Trawa skoszona, krawędzie przycięte nożycami, ale jeszcze nie kancikowane, ogród podlany, jutro spokojnie zostawiam Młociny w oczekiwaniu na burze i ruszam do Borkowa. Nie wiem co będzie jutro, bo jakoś nie wierzę w firmę od mostka - straszny bałagan. Jeśli jutro nadal nie dostarczą mostka podam namiary na firmę, by ostrzec przed korzystaniem z ich usług.

czwartek, 23 kwietnia 2015

Dlaczego piszę codziennie

Piszę, bo to jest moja kronika ogrodowa. 

Nawet gdyby nikt tu nie zaglądał - a tak nie jest :-) BTW Dziękuję czytającym :-) - prowadziłabym te moje blogi dla własnej przyjemności i możliwości cofnięcia się w czasie, by zobaczyć kolejne etapy powstawania moich ogrodów. 

Taki pamiętnik, tyle że elektroniczny i publiczny.

Często w chwilach zwątpienia oglądam sobie od czego zaczynałam, porównuję rośliny rok po roku, poza walorem emocjonalnym, ma to też ogromny walor edukacyjny. Sama na moich roślinach uczę się tego, jak szybko rosną, gdzie im było źle i po przesadzeniu było lepiej, albo gorzej, jak udały mi się rozmaite zabiegi ogrodnicze.

Poza tym, każdy lubi się dzielić swoimi pasjami, ja też lubię, tylko dla mnie ta wirtualna to jedyna - z wyboru - forma takiego dzielenia się. Wirtualny dystans to taki ogromny komfort psychiczny.

No ale wracając do naszych baranów ;-) czyli ogrodów, dzisiaj kilka zdjęć nadal z Młocin. 

Zacznę od bardzo trudnej operacji, jaką było usunięcie jednego z moich ukochanych berberysów. Otóż kiedy sadziłam je jesienią 2012 roku w listopadzie, to były oczywiście kruszyny

  
Na tym zdjęciu po prawej stronie rosną Berberys Dual Jewel pomiędzy dwoma Yytte. Dzisiaj dokonałam eksmisji tego środkowego, ale zawsze powtarzam, przesadzanie to lubię. 

Już w styczniu tego roku zauważyłam, że im za ciasno

 

Dual Jewel z trudem przeciska się do światła.
 
A to już eksponat w doniczce do zawiezienia do Borkowa.


Sasanki po raz pierwszy mają głowy do góry!


Ach te Bodziszki! Ewo dziękuję!



Liście na Dębolistnej



I mój ulubiony Obsydian


A tu wbrew moim obawom, że pośpieszyłam się z dzieleniem rozplenic, każda kępa kiełkuje


Ukochane Wilczomlecze



Cudowna kępa czarnej rudbekii




Chyba jest pąk na Red Charm!

środa, 22 kwietnia 2015

To tu, to tam....

Nie wiem, czy mogłabym być bardziej szczęśliwa niż teraz ! 

Wolność którą dysponuję całkowicie i te dwa, jakże różne miejsca na świecie - Młociny i Borków - oba moje, oba tworzone od podstaw, oba takie ukochane i dające tyle radości!

Dzisiaj Młociny, podlewanie, drobne porządki i po prostu radość z bycia we własnym ogrodzie. Do tego ciepło, słonecznie, zielono...



Łyszczak kwitnie. Jeśli miałam cień wątpliwości co to za odmiana, teraz to już pewne ;-)
 




Hosty mają spore kły


Zielony busz z szafirkami ;-)



Pigwowce już są








 Kolory, zieleń, słońce. Po prostu.

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Szybka wizyta na Młocinach

Po pracy, na krótko, tylko popatrzeć, bo od piątku to już trzy dni i aż trudno bez znajomego widoku. 

Bez wędrówki po zakątkach tych 185 metrów, bo chociaż powierzchnia tu malutka, to sporo tu wszystkiego. Przez te blisko już 4 lata zgromadziłam tu ponad 150 rozmaitych roślin, nie licząc drzew i krzewów. Wiem, bo mam specjalny katalog w Excelu ;-), do którego zawsze dopisuję nowo wprowadzone do ogrodu rośliny. 

Inaczej pewnie bym nie pamiętała co mam ;-))))

Wicher głowę urywa, od razu bolą mnie uszy, więc tylko robię trochę zdjęć i uciekam. Przede mną jeszcze zakupy na jutro do Borkowa, gdzie planuję tworzenie pierwszego suchego strumienia. Czarna mata nieodzowna. Chcę tez obsiać trawą te poharatane fragmenty działki, bo trawa jest najlepsza ochroną przed skrzypem błotnym. Nie wypuszcza go na powierzchnię.

Ale wracam na Młociny. A tu ogród zastygł bez zmian. Kwiaty jakby sztuczne trwają w tym zimnie niezmienione. Wszystkie rośliny jakby wstrzymały żywotność i czekają na ciepło. Jedynie drzewa owocowe powoli zaczynają swój wiosenny spektakl.







 Łyszczak (?) blisko rozkwitu, tylko kolor mnie dziwi, bo wszędzie jest żółty


Poszukałam w necie i jestem naprawdę pod wrażeniem ile jest odmian pierwiosnków. Lyszczaka oczywiście znalazlam w innych kolorach. O takich:

Gigantea


Anderl


Niezwykłe roślinki, te pierwiosnki.

Ułudka coraz większa