poniedziałek, 23 maja 2016

Świerząbek gajowy

Parę tygodni wstecz podczas nadwiślańskich wędrówek znalazłam roślinkę, która wydawała mi się podobna do wrotyczu. Posadziłam w donicy tarasowej i rosła sobie. Niedawno zaczęłam poszukiwania tożsamości tego okazu, bo jak zakwitł na biało, to już wiedziałam, że to nie wrotycz. Poza tym powinnam zauważyć, że liście ma selerowate, a nie astrowate. No i dzisiaj znalazłam co mam! 

To Świerząbek gajowy.




Muszę przyznać, że taka identyfikacja okazu jest bardzo fascynująca. Do tego też muszę przyznać, że internet jest przebogaty we wspaniałe atlasy, zdjęcia, opisy wykonane przez ludzi naprawdę kochających naturę i do tego z ogromną wiedzą o naszych rodzimych gatunkach.

A wracając na Młociny.

Dzisiaj znowu uprawiałam 'taniec z roślinami' ;-), czyli przesadzanie z miejsca złego na miejsce lepsze, albo dobre. Tego nigdy nie wiem, ale jak widzę, że jest źle, szukam warunków, które będą lepsze.

Przywrotnik (stale mam tendencję do nazywania go przewrotnikiem ;-)))) ze słońca jednak poszedł w cień. Niby może rosnąć w słońcu, ale wtedy potrzebuje stałej wilgotności, a tego mu zapewnić nie mogę.   


Tutaj słońce jest jedynie późnym popołudniem, jak teraz było, około 18.00, natomiast przez większość dnia jest tu ciemniutko.

Zabrałam niektóre hosty też tutaj, a dla innych tworzyłam cieniowanie kamieniem i pieńkiem.




Tu jest w miarę sporo cienia




Tu też widać jak powolutku zarasta moja nowa rabata bylinowa



Wreszcie chyba znalazłam miejsce na trawki od słynnej ogrodniczki IRENY


A tu nadal króluje języczka i coraz większe Przetaczniki kłosowe


Wkrótce całą tę pustą przestrzeń wypełni Trojeść bulwiasta, Asclepias tuberosa, moja wyjątkowo ulubiona bylina. Jej zielone łebki już widać, ale na pełny okaz jeszcze trzeba poczekać z miesiąc.


Kosmatka śnieżka w pełnej okazałości


Róża pnące i pomarszczona w pąkach, zielono i bujnie i gdyby nie śmietnik wszędzie z opadających owocników z drzew owocowych byłaby niemal idylla.

No i jeszcze gdyby nie to podlewanie godzinami ;-)

piątek, 20 maja 2016

Rośnie, rośnie, rośnie wszystko!

Ostatnio chyba trochę za bardzo narzekałam, że nic mi nie rośnie.
W rzeczywistości bilans zysków i start jest zdecydowanie na plus. Zatem dzisiaj zdjęcia tego co rośnie i to nad podziw pięknie.

























wtorek, 17 maja 2016

Zzzz... zielono i zimno

Nie narzekam, bo mokro ;-)
Nie narzekam, bo zielono i wszystko rośnie.
Nie narzekam, chociaż zimno ale za to wszystko na miejscu.










 


piątek, 13 maja 2016

Suchy deszcz ;-)

Niby pada co chwilę, a ziemia sucha jak piasek. Podlewałam dzisiaj w czasie gdy padał deszcz nie zważając, co kto sobie może o mnie pomyśleć, ale te ułamki milimetra wody deszczowej z trudem nawet zwilżają powierzchnię ziemi bez możliwości dotarcia głębiej. Dodatkowo kosiłam dzisiaj trawnik, a po koszeniu silne podlanie to podstawa. 

I znowu znalazłam sobie dość pracy, by cały dzień minął nie wiadomo kiedy, ale za to jak przyjemnie!

Koszenie, odchwaszczanie rabat i trawnika, posadziłam też dwie irgi 'podkradzione' z dostawy dla Borkowa ;-)

A jeszcze była miła niespodzianka. Zakwitła poziomka ozdobna.


Dostałam kiedyś sadzonkę od wspaniałej osoby, Agnieszki, która pomimo młodego wieku odeszła już od nas. Mam od Niej wiele roślin i co roku, kiedy kwitną po kolei, myślę o Niej pamiętając, jaką była wspaniałą osobą. Do tego ta poziomka zakwitła po raz pierwszy. 

Dąbrówka i Gajowiec też od Agnieszki. Gajowiec może być uznawany za nieco ekspansywny, ale nie jest trudno nad nim zapanować, a do tego wiosną kiedy mało co jeszcze rośnie, jego biało-zielone listki zdobią, a potem lubię te żółte kwiaty.


A to Dąbrówki czas, teraz jest najpiękniejsza, potem jeśli jest za ciepło i sucho podsychają jej liście, traci tę soczystą świeżość. 


Irgi rosną. Tu jeszcze sporo brakuje, ale powoli uzupełniam straty.


Nowa bylinowa powolutku. Dwie jeżówki z tego nieudanego zakupu w plastikowych woreczkach już stracone. Zgniły :-(


Jarzmianki bardzo powoli, trzykrotka ledwie zipie, Red Baron kiełkuje, budleje też jakoś marnie - zaczynam mieć niemal pewność, że z jakiegoś powodu byliny u mnie po prostu nie dają rady. Może to kwestia liczby drzew owocowych na tak małej powierzchni. To jest mój ostatni eksperyment - jak się bylinówka tutaj nie uda, kończę z bylinami.

Krzewy i pnącza rosną u mnie doskonale.



Clematis Polish Spirit po silnym cięciu 35 cm nad ziemią rośnie bardzo szybko, a pędy ma tak geste, że połowy pergoli już nie widać.


Kalina koralowa nadal bez mszyc





  
Wprawdzie to też bylinówki w dużej mierze, a jakoś jest ;-)




I tak piątek kończy tydzień, jutro praca i następna wizyta na Młocinach dopiero w poniedziałek. I dobrze, odpocznę, dojdę do siebie, by z nowym zapasem sił ruszyć do moich kochanych ogrodów, bez których nie wyobrażam sobie już życia, pomimo że wymagają tyle wysiłku, tyle zmagań.