piątek, 22 lipca 2016

5. rocznica

Dzisiaj mija dokładnie 5 lat od dnia kiedy 185 metrów kwadratowych pod gruszą stało się moim doświadczalnym polem ogrodowym. Doświadczalnym bo od chaszczy i śmietniska, które przypadły mi w udziale, droga do ogrodu była długa. Co więcej ta droga nigdy się nie kończy, ogród to wieczna praca, poprawianie, przesadzanie, nowe pomysły, nie mówiąc o codziennej pracy u podstaw ;-) 
Co mi się udało? Na pewno nie jest to ani śmietnisko, ani łysa działka z przed 5 lat. Nie jest to już nawet działka, ale chyba jednak ogród. Z każdym rokiem przybywało roślin, zmieniał się plan ogrodu, wraz z rosnącą wiedzą o roślinach i tworzeniu rabat moje 185 metrów piękniało, przynajmniej w moich oczach.

A to było tak

2011




2012




2013





2014









2015








środa, 20 lipca 2016

Gniazdo os - ciąg dalszy i nie tylko :-( UWAGA ! SMUTNE ZDJĘCIA!


Dzisiejszy dzień to chyba jeden z tych smutnych ogrodowych dni. Niby problem pod kontrolą, ale wcale nie jest mi z tym dobrze. Gniazdo os martwe, w ogrodzie jakby ciszej, do tego na trawniku martwy ptak. 


Aż się boję myśleć, że ma związek z wytruciem os. Gniazdo puste.


Teraz mogłam bez obaw wejść do domku. A tam początki nowych budowli, których wcześniej nie widziałam.Już nie będą dokończone.



Os nie ma, a ja wcale nie czuję się z tym komfortowo, chociaż przecież pogryziona przez osy też w żadnym komforcie nie byłam. Ugryzienia bolały, puchły, dokuczały parę dni.

Jaki wybór ma człowiek w takiej sytuacji?

Tak czy inaczej nie miałam dzisiaj nastroju do prac ogrodowych. Dokarmiłam rośliny Florovitem, zebrałam opadłe jabłka i robiąc zdjęcia szukałam pocieszenia w roślinach.

Ucieszył mnie bardzo Rokitnik - wreszcie, po 4 latach od posadzenia ma jagódki. Po raz pierwszy.



Nie jest ich dużo, ale to dobry początek ;-)


Ogród w porannym słońcu wygląda inaczej











Róża nadal kwitnie, chociaż miała to być Flammentanz, więc nie powinna ;-)


I jeszcze ulubiona Marmalade
 

Jutro Borków i czyszczenie suchych strumieni, a za dwa dni wielka rocznica. 5 LAT od dnia kiedy Młociny stały się moje. Do tego dzisiaj odebrałam umowę dzierżawy działki, co finalnie legalizuje moje prawo do niej. Były pewne problemy z naszym ogrodem, ale dzięki aktywności nowego Zarządu ROD wreszcie jest porządek.

No to może w sumie dzień nie taki smutny. Do tego to mój 300-tny wpis na tym blogu. Zaczęłam go pisać 16 listopada 2013 roku.



niedziela, 17 lipca 2016

Gniazdo os

Dzisiaj kolejne ugryzienie przez osę i to w tej samej części ogrodu, więc za radą ogrodowej sąsiadki zaczęłam szukać, czy przypadkiem osy nie osiedliły się u mnie bardziej trwale. Już po chwili znałam odpowiedź.

Niestety, osiedliły się w domku gospodarczym.


Zdjęcie na szybko, bo bałam się kolejnych ugryzień, do tego z telefonu, bo nawet nie brałam dzisiaj aparatu fotograficznego.  

No i mam problem, wprawdzie sąsiadka pożyczyła mi resztki swojego spray'u zwanego Gaśnica na osy, ale nie jestem pewna, czy było go dość, by unieszkodliwić osy. Jutro kupię nową tubę i będę walczyć dalej.
Nie mam w tym momencie wątpliwości do zastosowania chemii w ogrodzie. Ja walczę o życie ;-)

Szyja spuchnięta, puchnie kolejne ugryzienie, no mam trochę dosyć.

Na pocieszenie wreszcie nie żółty liliowiec i nadal cudne anabelki.
  








sobota, 16 lipca 2016

Kancikowanie

Nie ma nic wspólnego z kantowaniem ;-)

To jedna z kilku rzeczy, których nauczyłam się na Ogrodowisku. Jak na każdym forum - dopóki tam wytrzymywałam - przez oglądanie ogrodów i codzienny kontakt z ich twórcami uczyłam się bardzo wielu rzeczy. Bez tej wiedzy moje ogrodowe działania byłyby skazane na internet, a ten jak wiadomo nie zawsze jest mądry ;-)

Odkrycie tego, jak można zadbać o krawędzie trawnika i zakup narzędzia do tego celu, słynnego Bentley'a zmieniło moje podejście do ogrodu, wyglądu rabat. Bo jak się raz 'zkancikuje' trawnik, to już nigdy żadna inna wersja ogrodu nie ma szans. Krawędzie trawnika to oczywiście odkrycie Anglików. Chyba w żadnym angielskim ogrodzie nie widziałam innego sposobu ograniczenia rabat i trawników.

Ja dzisiaj wreszcie zabrałam się za bardzo zaniedbane kanty moich trawniczków. Ostatnio miałam za dużo na głowie w pracy, ogrody były na nieco drugim planie, robiłam tylko to, co pilne, albo najpilniejsze. Wreszcie znowu mam czas i ochotę na dopieszczanie ogrodu, czyli to co lubię najbardziej. Perfekcyjność, niestety.

Bentley w działaniu 


I efekty




Po pracy bentley wraca na swoje honorowe miejsce



I kilka dzisiejszych fioletów, chociaż poza praca, czyli koszeniem trawnika i kancikowaniem zbyt wiele czasu na podziwianie kwiatków nie miałam.




A jeszcze o urlopie - wokół słyszę pytania - ' a gdzie urlop ?' 

No jak to gdzie? 

W ogrodach oczywiście. Przywiązują nas te ogrody, chociaż dają wolność, ciężko je zostawić na dzień nawet, ale ja to przywiązanie wybieram świadomie. Świat zjeździłam wzdłuż i wszerz, może jeszcze nie byłam wszędzie, ale już mnie nie ciągną podróże. 

No chyba że do Borkowa ;-)

____________________

PS

Zapomniałam napisać, że już wiem co mnie pogryzło. To czerwone mrówki, Wczoraj pogryzły mnie znów, ale reakcja organizmu już lżejsza. Uodporniłam się po pierwszym pogryzieniu. Prawda powiedzenia 'co nas nie zabije, to nas wzmocni' jak na dłoni. Pan Tusk ma rację za innymi mędrcami tego świata ;-) 

Kiedy zaczynałam wracać z działki, tuż przed deszczem, ugryzła mnie osa. W szyję. Nic mi nie jest, ale zaczynam się zastanawiać, czy skoro nic mnie nie gryzło przez 66 lat, to teraz mam wyrobić jakąś normę ;-)