poniedziałek, 25 listopada 2013

Trawy ozdobne u mnie

Piszę u mnie, bo w żadnym przypadku nie zamierzam opowiadać specjalnych mądrości na ich temat, a jedynie pokazać jak stały się kolejnym ważnym elementem mojego ogródeczka. O dwa lata za późno, bo uważam, że jako niewymagające, niedrogie rośliny wspaniale zdobią, zapełniają i uzupełniają rabaty, w zależności od gatunku i odmiany, zestawienia z innymi roślinami tworzą unikalny charakter ogrodu.

A tych gatunków i odmian, a także roślin trawo podobnych jest tyle, że tak naprawdę, to w ogrodzie mogłyby rosnąć wyłącznie trawy i też by było ślicznie. Tyle że wcale nie jest tak łatwo kupić ładne trawy. W centrach ogrodniczych bywają, ale wybór zwykle jest ograniczony, a okazy w bardzo różnym stanie. Pozostają zakupy przez internet, ale to jest jak wiadomo wielka loteria. Na szczęście w marcu 2013 trafiłam do Ogrodów traw, a tam wiedzą co w trawach piszczy.

Niestety ze względu na wyjątkowo długą zimę trawy zamówione w marcu dotarły w maju. Właściciele byli ze mną stale w kontakcie, a nawet poinformowali mnie, że jedna z zamówionych traw prawie w ogóle nie urosła. bardzo solidna firma, polecam.

Tak wyglądały moje trawy w maju, tuż po posadzeniu.

Imperata cylindryczna Red Baron 




Trzcinniki Karl Forester, Turzyca nowozelandzka Carex Buchananii, Miłka


Nic ciekawego, szczególnie że nie ma też kamienia, który miał być elementem rabatki. Miesiąc później sporo urosły.


A pod koniec sierpnia był istny busz.



Miłka okazała



Na różnych etapach sezonu doszły jeszcze
Miskant chiński 'Gnome'


Zebrinus


Rozplenice i Hakonechloa


 


Konwalnik


Turzyca Morrowa 'Ice Dance'



Kosmatka śnieżna na murku przy Hortensji dębolistnej


Rośnie też u mnie Mozga trzcinowata, ale na nia bardzo uważam, bo ma straszliwe rozłogi.



We wrześniu od uroczej koleżanki dostałam kolejna turzycę, Carex comans 'Green form'


Rosną też u mnie kostrzewy, niebieska i tzw. 'Niedźwiedzie futro'.


W następnym roku planuję dodanie dalszych traw, głównie turzyc o szerokich liściach, bo te podobają mi się najbardziej.

niedziela, 24 listopada 2013

Dzisiaj...

piszę już tylko o Afryce. W taką pogodę, wspomnienia ze spalonej słońcem Nigerii ocieplają...

Dygresja

Szukałam opowiastki o pisklęciu, które urodzone zbyt inne od pozostałych ginie, a natrafiłam na ten blog:

http://ladynoprofit.salon24.pl/541717,odmiency

Jakże trafnie ujęta kwestia RÓŻNICY. Całe życie buduję sobie twierdzę przetrwania, by sprostać przepaści, jaka dzieli mnie od ludzi. Jestem urodzonym samotnikiem i nie to mi przeszkadza. Nie rozumiem wściekłej agresji, z którą mam do czynienia, ilekroć znalazłszy się w jakiejś nowej społeczności zostaję zauważona, bo mam własne zdanie, bo mam odwagę myśleć inaczej, bo mam odwagę mówić to, co myślę.

Zajadłość małych ludzi już mnie NIE dziwi, bo ją rozumiem. Brak tolerancji przeradzający się w agresję zawsze jednak przeraża. Moim marzeniem jest świat, w którym każda inność, jakakolwiek by ona nie była, nie budziła niczyjej wrogości, była przyjmowana tak, jak odmienne odcienie zieleni na liściach niemal każdego drzewa i krzewu.

Urodę niejednego ogrodu buduje skala barw, ich odcieni, nabierających z wiekiem i upływem czasu jeszcze większej głębi i bogactwa.

Czy nie mogłoby być podobnie Z LUDŹMI?



sobota, 23 listopada 2013

Przeobrażenie w kierunku ogrodu, czyli ROD-owe metamorfozy ;-)

Tak jak wspomniałam wcześniej wiosna 2013 roku oznaczała dla mnie początek przeobrażania mojej działeczki zgodnie z nabytą niedawno, jeszcze cząstkową, ale jednak nową wiedzą ogrodową. Kto jednak ma ogród, to wie, że takie metamorfozy nie dzieją się z dnia na dzień, szczególnie jeśli jest się tylko amatorem i w dodatku do tego, amatorem z ograniczonymi finansami. 

Nie przeszkadzało mi to jednak pracować nad tą zmianą cały kończący się właśnie sezon, co więcej miałam i mam świadomość, że pewnie kolejne też będą podobne. Cały jednak proces rozwijania moich ogrodowych umiejętności, jak i przeobrażanie tego skrawka ziemi sprawia mi tak ogromną przyjemność, jest źródłem takiej satysfakcji, że powoli dochodzę do wniosku: w tym cała rzecz. I tak sadzę, przesadzam, podglądam, znowu coś zmieniam i przesadzam, i tak pewnie będzie już zawsze.

Pisałam, opowiadając o szpadelku do kantów trawnika, że wraz z nim zaczęłam inaczej planować i tworzyć moje rabaty. A że wcześniej wymarzyłam sobie liliowcową alejkę wzdłuż ścieżki, zaczęło się karczowanie darni na dość spora skalę. Dawne soliterowe krzaczki w trawie i osobne malutkie rabatki zostały wcielone w jedną wielką rabatę.




Widać moją dziwną nagle skłonność do linii falistych, ale z czasem zacznę je prostować. Wkrótce znalazły się tutaj liliowce, zostały dosadzone kolejne pęcherznice, doszły hosty i żurawki, tawułki.




Tojeść kropkowana "Golden Alexander"



a w pełni sezonu to miejsce wyglądało tak:



Rok wcześniej:



I pod koniec sierpnia 2013





To tylko jedno miejsce, ale nie było u mnie ani skrawka ziemi, który nie przeszedł by podobnej zmiany. Co oczywiście niebawem pokażę.....
Mam też świadomość, że może być lepiej, i będzie, ale powoli, uczę się i pracuję nad tym.

Dzisiaj

...piszę o Grinie. Wątek Moje psy

piątek, 22 listopada 2013

Planowanie ogrodu

Czas wrócić po tych paru dygresjach do ROD-owej posiadłości na Młocinach.
Jest tam już altanka, ścieżka, parę innych elementów ogrodowej infrastruktury, rośnie trawa, tylko z roślinami kiepsko. Nie mając bowiem zielonego pojęcia o planowaniu zielonego, wyobrażałam sobie, ot jadę do centrum ogrodniczego, kupuję co mi się spodoba, sadzę i jest ogród. Z takim podejściem to ja miałam - jak kiedyś bardzo złośliwie napisał pewien forumowicz (ach, te kochane fora!) - działeczkę z nasadzeniami.

I tak rzeczywiście było. Był trawnik, z którego tu i owdzie sterczały pojedyncze krzaczki.


A za ogrodzeniem trwała budowa mostu północnego. Piękne sąsiedztwo! Do tego, ten zachwycający widok już wkrótce miał wzbogacić cudnie zielony ekran akustyczny, współczesna obsesja budowniczych dróg i mostów. Tak było już w grudniu 2011 roku. Wzdłuż ślicznego ekranu biegnie ścieżka rowerowa, którą jak się miałam przekonać w następnych latach, z rzadka przejeżdżał ktokolwiek, panowała cisza (mostem też mało kto jeździł) i spokój.


Jak widać na poprzednim zdjęciu z września 2011 roku jest trawnik, pod ogrodzeniem rudbekie, dławisze i ogniki. Na środku krzewuszki, wzdłuż jeszcze betonowej ścieżki pigwa i azalia japońska.

W kolejnym sezonie ogrodowym niestety kontynuowałam podobne działania. Spontaniczne zakupy roślin, żadnego przemyślanego planu, sadzenie w trawie, przesadzanie, a efekty mizerne.

Oczywiście cieszyły oczy nowe drewniane elementy


i pierwsze kwiatki



Wszystko też rosło. I to co posadziłam, i to co w ziemi było, a zostało pomimo przekopania, zrycia całej działki na samym początku. Jak utrapienie wyrastały ciągle w trawniku truskawki, chwasty rozmaite, ale trawa powoli wypierała te paskudy, a i moje regularne wyrywanie pomagało. Nie stosowałam żadnych środków chwastobójczych, bo od początku postanowiłam, że będzie to ogród naturalny, może nie ekologiczny, bo nie lubię tego słowa, ale w zgodzie z naturą, która z moją oczywiście pomocą, miała dawać sobie radę sama.

Próba stworzenia rabaty


Dzisiaj ten widok mnie jedynie śmieszy!
I tak było do końca sezonu 2012. Powstawały kolejne "rabaty",


 przybywało roślin


zieleniło się wszystko pięknie


ale nadal była to jedynie "działeczka z nasadzeniami". Z końcem września zaczęłam kombinować nieco inaczej,


ale nadal jakże smętne to były efekty. Gruntowne przeobrażenie koncepcji jaki to ma być ogród, nastąpiło w kwietniu 2013 roku, kiedy trafiłam na kolejne forum ogrodnicze. Godzinami siedziałam przed komputerem i oglądałam setki zdjęć bajecznych ogrodów, które stopniowo zapadały mi coraz głębiej w umysł i serce. Podjęłam nierówną walkę z ideałem ogrodu. Ale o tym, to już opowiem w kolejnych odcinkach.



czwartek, 21 listopada 2013

Nowy odcinek w opowieściach "O wszystkim..."

Zapraszam do czytania o aukcjach staroci w Anglii. 
Wkrótce będzie ciąg dalszy z obrazkami.

Le Beaujolais Nouveau est arrivé!

Ogrodnictwo to także wino. 
A dzisiaj zgodnie z tradycją ma swoje święto młode wino.Ten trzeci czwartek listopada to francuska tradycja, ale z roku na rok, wraz ze zmianą stylu korzystania z procentów, także w Polsce widać radość z picia wina i coraz lepsze umiejętności w tym zakresie.

Nie wiem jak w innych miastach, ale w Warszawie coraz więcej specjalistycznych sklepów z winami, rozmaitych degustacji, przybywa sommelierów - cokolwiek to znaczy u nas obecnie, jak powiedział na pewnej degustacji znany i uznany akurat sommelier z międzynarodowymi certyfikatami. 
Co więcej statystyki mówią, że we Francji ilość wypijanego wina spada, a w Polsce odwrotnie - rośnie. Mnie to akurat cieszy, bo uważam, że wraz ze zmiana rodzaju alkoholu zmienia się też kultura jego picia. Pewnie nie od razu, ale czego nie potrafi snobizm i głębokie kieszenie. Kupowane są coraz droższe wina, rośnie wiedza winie, o rodzajach kieliszków do wina, a ceny tych ostatnich nierzadko przekraczają 200 złotych za sztukę.

Rośnie też wiedza o samych winach, co widać na degustacjach, na które też bardzo lubię chodzić. Szczególnie jeśli są to degustacje kameralne, a wina pochodzą z małych, rodzinnych winnic. 

To już nie odróżnienie wina wytrawnego od słodkiego, czy Caberneta od Merlota, ale znawstwo apelacji, szczepów, umiejętność rozszyfrowywania winnych etykiet jest w cenie. Jakże inaczej smakuje wino, o którym wiemy więcej, jakże specjalny jest moment otwierania butelki - pod warunkiem, że ma korek, nadal nie umiem zaakceptować zakrętek - oczekiwanie na to jaki będzie kolor, zapach powoli wyłaniający się z kieliszka, wreszcie smak, ten pierwszy i ten dalszy... Chociaż czasem niestety tego dalszego nie ma. Nadal, szczególnie w supermarketach bardzo dużo jest bardzo marnego wina. 

A wracając do Beaujolais - to nie jest szlachetne wino, nie poleży długo, ma tylko 6 tygodni. Nie będzie w nim żadnych specjalnych aromatów, głębi, równowagi. To wino ma po prostu cieszyć, czego Wszystkim dzisiaj życzę.

A u mnie winogron też trochę jest, jedynie moje umiejętności przerabiania ich na wino nadal są dalekie od doskonałości.


środa, 20 listopada 2013

Bentley

Na chwilę odejdę od historii powstawania ogrodu, by napisać o pewnej dość przełomowej w tej historii chwili. Nie do wiary, jak jeden przedmiot może wpłynąć na efekty naszych działań. W tym przypadku to tytułowy Bentley i nie jest to oczywiście samochód! 

To jest narzędzie ogrodnicze! 

Zobaczyłam je w sklepie ogrodniczym na forum, na którym do niedawna miałam swój wątek, ale jak to ze mną i z forami bywa, nie potrafię znaleźć sobie miejsca w takich społecznościach. Po pewnym czasie za ciasno mi, a typowy dla naszej kochanej nacji brak umiejętności w dyskutowaniu na jakikolwiek temat bez ataków personalnych, odstrasza mnie kompletnie. 

No ale dość dygresji. 

Bentley, Joseph Bentley to angielska firma produkująca od 1895 niesamowicie wytworne narzędzia ogrodnicze. Są piękne, stylowe, a do tego aż się chce pracować w ogrodzie, trzymając w rękach takie cuda. W kwietniu tego roku kupiłam szpadel do przycinania krawędzi trawnika, by zrealizować marzenie o trawniku, wyglądającym jak w angielskich ogrodach. Narzędzie jest naprawdę doskonałe, w formie, gatunku i niezwykle skuteczne. Oto jak wygląda:



Zawsze marzyły mi się takie jak przycięte brzytwą granice między rabatą a trawnikiem, podziwiane przeze mnie w Anglii na każdym kroku. Wyobrażałam sobie, że wymaga to nie lada umiejętności. Po pierwszym wbiciu mojego Bentleyka, jak pieszczotliwie go nazywam, w ziemię wiedziałam, że nie święci garnki lepią, a przy odrobinie wprawy i z takim sprzętem moje rabaty mogą być bliskie ideału. Nie idealne i nie od razu, ale wiadomo practice makes perfect. 
Od momentu kiedy przycięłam pierwszą rabatę, wiedziałam że czeka mnie mozolny trud 'obkancikowania' całego ogrodu. Widok brodatych brzegów trawnika był już nie do zniesienia.






Zdjęcia są z kwietnia, kiedy sam trawnik tuż po zejściu śniegu - mamy pamiętna wiosnę 2013, która była zimą do maja - wygląda marnie. Kilka miesięcy później jestem niemal zadowolona z efektów mojej pracy.

I tak mi to weszło w krew, że cyzeluję te kanciki niemal bezustannie, sprawia mi to przyjemność, a Bentley po każdej serii kancikowania, wyczyszczony jak nowy, wraca na swoje miejsce do altanki.


Wisi tam sobie w towarzystwie innych narzędzi, prezentu od niezwykłej osoby, osoby o wielkim sercu i wspaniałym charakterze. Bo dzięki ogrodom poznajemy nie tylko tajniki uprawy roślin, ale też bardzo często bardzo wspaniałych ludzi.

Bo ogrodnicy to szczęśliwi ludzie.