czwartek, 3 września 2015

Zieleń to ŻYCIE 2015 - moje nowe rośliny

Jak co roku, wystawa Zieleń to ŻYCIE to dla mnie okazja i niejako mobilizacja by kupić nowe rośliny. Mobilizacja, bo jak się ma dwa ogrody, miejski i wiejski to czasem nie wiadomo gdzie inwestować, a oba wymagają nakładów. 
Dzisiaj święto i są nowe rośliny dla Młocin.

Na kiermaszu spory wybór, ale ja miałam wewnętrzny nakaz - tylko trawy i ciemne rozchodniki. I tak tez się stało. Wprawdzie nie te trawy i nie te rozchodniki co chciałam, ale w sumie jestem w zachwycie.

To stoisko z trawami, z którego dosłownie w kilka minut zniknęły wszystkie Carex Comans, a było ich sporo.



To już moje ;-)


Teraz czas wracać i SADZIĆ!

Już u mnie. Kupiłam Carex comans Bronco x 3, Carex comans Frosted curls, Rozplenice Moudry X 2, Rozchodnika Robustum



Rozplenice już rosną




Tu nowy rozchodnik, obok zeszłorocznego Aubergine, też z wystawy



A tu już trawiasta z całym szczęściem ;-)







I jeszcze raz rozplenica.




wtorek, 1 września 2015

Księżyc i Cabaret

Tajemniczy tytuł ;-)

Nie kryje się jednak za nim żadna sensacja. W aparacie było zdjęcie sprzed paru dni, kiedy księżyc, wielki i wspaniały był widoczny w szczególny sposób. Kiedy wieczorem zobaczyłam go na niebie, nie mogłam się oprzeć i sięgnęłam po aparat. Ale to są bardzo trudne zdjęcia i mój księżyc to po prostu białe kółko.


A Cabaret to moja trawa, która mnie tak zachwyca, że ciągle ją fotografuję. Ten Miskant nie tylko nic sobie nie robi z upalnej suszy, to jeszcze wypuszcza nowe kłącza i tańczy na wietrze. W czwartek, jeśli będzie do kupienia na tegorocznej wystawie Zieleń to Życie, dokupię kolejne.



Dziwaczkowa rabatka





Clematis Polish Spirit wprawdzie rozrośnięty, ale niemal nie kwitł i powoli jesiennieje ;-)


 Berberysowa jak zawsze niezawodnie mnie zachwyca






I tak zaczynam wrzesień. Ostatni upalny dzień, jutro wreszcie oczekiwany powrót polskiego klimatu, jutro też Borków.

 

sobota, 29 sierpnia 2015

Niech się święci Dzień Działkowca! ;-)

PZD = Polski Związek Działkowców.

No nie jestem przekonana, bo jakoś przed wyborami wszyscy kochają działkowców, wiadomo jest nas parę milionów, ale święto jest, więc i ja pomimo późnej godziny, po pracy, wieczorem pojechałam dopieścić ogródek.

Głównie podlewałam, ale coraz mniej widać suszę w ogrodzie i gdyby nie trawnik i spore straty bylinowe byłoby jak dawniej. Ale ja, optymistka z natury, cieszę się tym co mam. 

Kolejnym koszem jabłek


Niezwykłą uroda Cabaretu


Girlandami winogron...



I tak koniec sierpnia, przyszły tydzień wreszcie wizyta w Borkowie - w środę, wystawa Zieleń to Życie - w czwartek i nowe zakupy. 

Jest na co czekać!

czwartek, 27 sierpnia 2015

Ogród odżył

Jeden pochmurny dzień, parę godzin deszczu, chłodne noce, krótszy dzień i wysokie temperatury już nie takie straszne. Dzisiaj widziałam ogromną różnicę - ogród znowu żyje, a nie wegetuje.

Wreszcie i ja zamiast wykonywać czynności porządkowe i podlewanie mogłam zająć się ogródkiem w sposób, który sprawia mi największą przyjemność. Coś przesadzę, coś przytnę, poskubię. Czynności w wyniku których ogród nabiera z czasem innego wyglądu i to jest niejako twórcze. W porę, bo jak wczoraj oglądałam kolejną metamorfozę ogrodową Alan Titchmarsha, to niemal w depresję wpadłam, tak brakowało mi tego ogrodowego działania.

Pierwsza oznaka, że ogród odżywa - kwitnące Dziwaczki. Dotąd wysiane na wiosnę jedynie wegetowały, marnizny takie, a pąki odpadały zaschnięte bez otwierania. Dzisiaj są!



 Bardzo polubiłam te rośliny. Może za ich całkowitą odmienność?

Kolejna zmiana to żywotność traw ozdobnych. Zebrinus niemal zasychał, a dzisiaj po oczyszczeniu z suchych traw widać jaki zielony, a nowe pędy całkiem liczne. 


Podobnie Miłka i Carex morrowii 'Silver Sceptre'



Z Miłki pobrałam nawet przy czyszczeniu małe sadzonki i sądząc po ich kłączach powinny rosnąć dobrze.

I kolejne turzyce. Do niedawna nie wiedziałam, czy żyją. Teraz nawet kwitną.



Floksy nadal w kwiatach, ale to już końcówka ;-)


Nadal mam jedyny kwiat Rodgersji z tego roku, bo w wyniku suszy wszystkie liście padły, ale widać, że żyje, bo nowe liście idą.



Z żurawek jedynie Marmalade jakoś ciągnie, inne mają niemal całkiem zaschnięte liście. Nawet Palace Purple nie dała rady, pomimo stanowiska w cieniu.


Hosty natomiast w większości maja się nieźle.


Resztki jeżówek


Przesadzony berberys Jytte w cudnej formie.


Głogownik najwyraźniej kocha upały


Poczyściłam, posprzątałam bo za tydzień Zieleń to Życie a więc i zakupy. Bardzo lubię to ogrodnicze wydarzenie i zawsze coś na towarzyszącym kiermaszu kupuję. W tym roku mam 'sztywny' plan - chcę Miskanty, Zebrinus i Cabaret i czerwone rozchodniki. Może będą.

Czeka mnie, ale to już później, zakup wielkiej ilości dobrej ziemi. Własnego kompostu niemal brak w tym roku, a moje rabaty wymagają solidnego zasilenia jesienią. Jak oglądam te angielskie programy ogrodnicze zachwyca mnie jakość ziemi przywożona do tworzonych ogrodów. U nas nadal to co sprzedają w centrach ogrodniczych to jakaś pomyłka. Jak ja bym chciała, żeby w Polsce były kompostownie! Zawiozę odpadki, odbiorę cudny kompost i po kłopocie.

Niestety, nie znam takich miejsc w okolicach Warszawy.


wtorek, 25 sierpnia 2015

Pada!!!!!

Niemal jesienna słota za oknem i jakoś wcale mnie to nie martwi!

Od rana czekałam na ten deszcz. Pojechałam na Młociny posprzątać liście, jabłka, wygrabić trawnik, tak by ten deszcz już tylko uzupełnił moje porządki. Niestety nie doczekałam się, więc podlałam wszystko i wróciłam do domu. Jak tylko dotarłam do domu, już na parkingu spadły pierwsze krople deszczu, a teraz deszcz tłucze o szyby, jakby to był listopad. Jakże mnie to cieszy.

Wymęczony ogródek wreszcie odpocznie. Na zdjęciach widać, jak wysuszone i zmarniałe są Młociny. Wprawdzie dzisiaj wreszcie tylko cień, nawet bym powiedziała ponury, ale jakże to cieszy. 








Kiedy pod koniec pobytu na Młocinach siedziałam sobie cichutko pod jabłonkami, nagle nad moją głową zaczęła się ptasia wojna. Zlatywały się wręcz stada ptaków bez skrupułów zjadających moje jabłka. Próbowałam je uchwycić na zdjęciach, ale gęstwa liści nie bardzo na to pozwala. Jednego grzesznika widać, drugi odlatuje.



Obdziobane są niemal wszystkie jabłka i gruszki. Nie wiem co z tym robić, bo owoce jeszcze niedojrzałe, ale zanim dojrzeją, to już ich nie będzie. 

Inna rzecz, że mam tych owoców tyle, że może jednak dam sobie spokój i podzielę się z ptakami. Przy tej suszy pewnie im też jest to potrzebne.