czwartek, 7 grudnia 2017

Grudniowe kolory, mala i szara mysza ;-)


Grudzień. 

Ogrody schodzą na dalszy plan, ale przecież nie znikają, nie przestają istnieć, są stale obecne w moich myślach  i jak tylko pogoda i czas sprzyjają, jadę je odwiedzać.

Dzisiaj pomimo początkowych planów na wizytę na wsi, jednak tylko Młociny. Ogródeczek nieco zaśmiecony nawianymi liśćmi, jesienny, nie zimowy i nadal pełen kolorów.

Róże w zieleni



Hortensja Dębolistna kolorowa - nie pamiętam, by kiedykolwiek miała nadal liście w grudniu




Kalinowe korale jeszcze nie zjedzone przez ptaki.



Uroda tej plątaniny konarów dla mnie urzekająca


A to moje domowe nowości z Szarą Myszą na czele ;-))))




Mala i zawieszka w formie dorje to efekt nepalskich rozmów z moim synem, który spędza zimę w Katmandu. 

Do tego mam swoją mantrę, mantrę Zielonej Tary i uczę się zupełnie nowych rzeczy o sensie życia i sposobach na życie. Grudzień to doskonały miesiąc nie tylko na świąteczne zagubienie w konsumpcji. Refleksja i spowolnienie pozwala dojrzeć więcej. 

A szara myszka zamiast Mikołaja ;-)




czwartek, 23 listopada 2017

Prezent od aury


Niezwykły listopadowy dzień. Może nie tak ciepło, jak się tego spodziewałam, ale za to ile światła, słońca. Od razu nawet te puste jesienne rabaty wyglądają ładniej. I nadal jest sporo kolorów, nawet trawnik nie jest w takim złym stanie. Wygrabiłam znowu mnóstwo sianka - to częste jesienne grabienie jest moim zdaniem cenniejsze niż jakakolwiek wertykulacja. Przed zima oczyszczenie trawnika z martwego 'podszerstka' (kto miał sznaucera, to wie o czym piszę ;-) daje mu szanse na oddychanie zimą.

Listopadowe kolory


Clematis 'goreje' ;-) 


Ze świerkiem i ognikiem złoto-zielono



Głogownik z trudem, ale żyje. Niestety, to nie jest roślina na nasze mrozy.


Trawnik. Różnie w różnych częściach ogródeczka.


Dębolistna w tym roku trwa długo.



I dla odmiany szary akcent ;-)


A róża ? Też trwa ;-)


Piękny dzień, balsam na moje ostatnie smuteczki, bo życie jak wiadomo przynosi rozmaite wydarzenia, toczy się czasem nieoczekiwanie, ale przecież wiadomo, potem wracają dobre dni...

Trzeba umieć przetrwać te złe.

piątek, 17 listopada 2017

Koniec sezonu :-(


To już naprawdę koniec ogrodowania w tym roku.

Kosiarka wywieziona do piwnicy, wszystko posprzątane, jeszcze tylko kompostu podsypię pod róże, pod parę innych roślin i nic już nie ma tu do roboty. Trochę żal, trochę smutno, ale przecież to nie na zawsze, to tylko przerwa, czas zająć się innymi sprawami.

Zdjęcia robione po ciemku, niewiele nadawało się do użytku. To tak dla pamięci kolejnego dnia na Młocinach.




czwartek, 16 listopada 2017

Kolorowy listopad


Za oknem szarość i mgła.... a tu ogródeczek cały w kolorach. Nie pamiętam kiedy w drugiej połowie listopada było tak wiele życia w ogrodzie.








Nadal porządki, nowe liście opadły, nawiał nowe wiatr, a zatem grabienie parogodzinne, ale tez 'trzepanie' szmaragdów udało mi się zrobić. Bardzo pilnuję by o tym pamiętać i co jesień czyszczę moje tuje z tego wewnętrznego suszu.

Tak to wygląda przed czyszczeniem



Tak po czyszczeniu


A to jest efekt oczyszczenia tylko jednej tui. Jest tego suszu naprawdę dużo i nie mam wątpliwości, że tujkom lepiej bez  takiego obciążenia. Nie jest to efekt żadnej choroby, to tylko brak dostępu światła i naturalne zamieranie nadmiaru gałązek.  


Trzcinniki gotowe na zimę 


A to taki akcent kolorystyczny na koniec ;-)))



środa, 8 listopada 2017

Prawie posprzątane ;-)



Prawie ;-)

Liście nadal biorą się nie wiadomo skąd. Dzisiaj kolejne kilka worków, ale mam wrażenie, że jutro ogródeczek będzie czyściutki. Co miałam wyciąć, wycięłam, co zostawiłam to świadomie, bo w zimie niektóre zasuszone byliny wyglądają ładnie. Jeszcze wyczyścić rabaty bluszczowe z liści, 'wytrzepać' tuje od środka i będziemy gotowi na zimę.

Nadal sporo kolorów i ogród wcale nie jest taki listopadowo pusty. Tylko zimno dzisiaj okrutnie. Niby 5 stopni, ale ręce marzły. Do tego tak szaro .... 'Słoneczko nasze pokaż buzię ...' - już nie wiem, czy to ja, czy moje dzieci śpiewały :-)
A dalej było - 'bo nie do twarzy ci w tej chmurze...' chyba pewności nie mam.

A kolory są tutaj: berberysy wyjątkowo długo mają listki

  


Kalina powoli blednie



Pęcherznice wciąż kolorowe


Dębolistna dopiero zaczyna się przebarwiać


Weigela nadal ma liście, rzadkość u mnie.


Marmalade pod różami i same róże. Zielone liście i takie zimowe pąki.




 Jutro kolejny dzień sprzątania na Młocinach, w piątek focus do spa na jesienny przegląd i zmianę opon, a sobota - sadzę drzewa w Borkowie.

No a potem to już czas zająć się przygotowaniami do szpitala :-(
Jeszcze nie wiem kiedy, ale jest szansa na rozstanie z 'żółtkiem'. Kamykiem w pęcherzyku też.

piątek, 27 października 2017

Róże kwitną :-)


Dzisiaj znowu na Młocinach. 

W Borkowie roboty postępują bez mojej obecności, więc mogę nadrobić zaległości i przygotować ogródeczek do zimy. Zimy? Czytałam wczoraj prognozy - a czytuje je namiętnie ;-) - ze zimy nie będzie. Jestem za tym by tak było. 

Mam plany ogrodowe na listopad i grudzień, jak dobrze pójdzie. 

W ramach prac porządkowych wczoraj przycięłam winogronowe pnącza. Jestem całkowitą zwolenniczką jesiennego cięcia i na prawdę u mnie sprawdza się doskonale. Unikam zmagania się z terminami na wiosnę - już, później no i nie ryzykuję 'płaczu łozy'.

Zdjęcia nie mam, bo jak wczoraj skończyłam, było ciemno, a dzisiaj była ulewa.

Mam tylko to jedno


Widać tu też moje czyściutkie rabatki i wystrzyżony trawnik. Wilgoć ogromna, trawnik nieco 'łysieje' miejscami, ale ogólnie nie jest źle. Trzeba bardzo dużo grabić i usuwać 'sianko' inaczej przy nadchodzących deszczach, będzie gnicie.

Widać też moje róże pnące - to te wycięte przy ziemi na wiosnę po wymarznięciu. Odrosły na 2 metry i kwitną


Wycięłam tez na 40 cm Rugosę. Przyznam, że zaniedbałam jej cięcie. Żal mi było, bo chciałam mieć różane chaszcze, a zamiast tego miałam łyse dołem i bardzo wiotkie pędy. To jest zdjęcie z czerwca. Rzadko fotografowalam to miejsce ;-)


Wcale nie jestem pewna, czy to nie koniec Rugosy, ale zobaczę na wiosnę.

Ulewa przerwała prace. Na zdjęciu widać te warkocze deszczu


Uporządkowałam wreszcie taki ukryty zakątek za kompostownikiem. Rośnie tu dąbrówka rozłogowa, bodziszki, gajowiec, bluszcze, irysy, a wszystko pod rozłożystym krzewem aronii. W lecie jest tu istny busz.




I moja berberysowa rabatka. Jedna z wielu, bo ja kocham berberysy. Trochę mi żal, że na moich bagnach w Borkowie berberysy nie chcą rosnąć. Ostatnio przesadziłam Kórniki w nowe miejsce, może się uda. 


Jest tu też jedyny zachowany pięciornik. Sadziłam ich na Młocinach sporo, ale ginęły. Nie wiem dlaczego. Ten też wygląda marnie.

Przede mną 4 dni pracy, potem skupię się na czym innym. W planie spotkanie z synem, czyli moje święto.

Dom już jesienny, wiszą brązowe zasłony, białe schowane, czekają na wiosnę... w kuchni dynie pomarańczowe i kwiaty na przeprosiny...

Mam 67 lat i nadal ogromnie lubię każdy nowy dzień :-)