środa, 11 kwietnia 2018

Już zielono, nie pusto :-)


Tydzień a jaka różnica. Kolorowo i zielono.

Ten trzcinnik jest wyjątkowo szybki. To jedna z traw, które zaczynają najwcześniej i zazieleniają ogrod z początkiem wiosny. Na inne trawy trzeba jeszcze czasem bardzo długo czekać.


Serduszka urosła przez tydzień 


A jak kwitną forsycje to juz wiosna w pelni ;-)


Nadal sporo sprzątania, do tego bardzo sucho. Czekam na deszcz.

wtorek, 3 kwietnia 2018

Pusto!


Ogródeczek posprzątany, ale prawie niczego w nim nie ma :-(  

Pusto, tylko jakieś malutkie czubki zielone z ziemi wystają. Za tydzień będzie już pewnie lepiej, ale ten pierwszy wiosenny dzien nieco smętny w ogrodzie. 

Nic to, prace porzadkowe wykonane, wszystko poprzycinane, teraz pozostaje tylko czekać, aż wszystko urośnie, rozkwitnie, wypuści listki...

Z każdym dniem będzie lepiej, ale póki co jest bardzo marniutko.











Jutro Borków i malowanie szaleciku, cięcie dereni, może sprzątanie stawu.

sobota, 31 marca 2018

W poszukiwaniu zielonego


Leje. 
Nie pada. Leje.
Zatem wbrew naturze pojechałam odwiedzić Młociny.

No bo jak tu świętować, jak ogródeczek sam.

Pewnie lepiej było nie jechać. Smętny widok w sumie. Szarość dominuje, więc poszukałam zielonego. Coś tam wyszperałam ;-)

Niezawodne bodziszki, wszędzie cudne zielone kępy.


Runianka japońska ma się dobrze


Berberys Yytte nie przemarzł, chociaz potrafi.


Krokusiny ;-) Jak wszędzie marnizna taka.


Jak co roku niezniszczalne!



A tu serduszka idzie jak burza


Oj, dobrze że pojechałam. Ładnie nie jest, czeka mnie mnóstwo sprzątania, ale wszystkie rośliny w świetnej formie. Jak tylko zrobi się wreszcie ciepło, oj bedzie cudnie!

A na tarasie chociaż te parę bratków ;-)




Miłego świętowania czytającym życzę i zaczynam wegańskie (sorry WFPB - czyli Whole Food Plant Based) święta z synem. Uwielbiam nowe wyzwania i chociaż to już kolejne święta bez tradycyjnego polskiego jedzenia, za każdym razem bardzo mnie te poszukiwania nowego motywują.



sobota, 10 marca 2018

Wiosenne kły


Wreszcie, wreszcie, wreszcie...

Wszystko wreszcie, bo choroby, operacja, szpital i nie byłam na Młocinach od 18 stycznia!!!!

Wreszcie, bo ciepło, bo słonecznie.

Wreszcie, bo trzy godziny sprzatania, chociaż padałam na twarz. Straszliwie wycieńczyły mnie te chorobowe historie, ale widok śmietnika na moich ukochanych rabatkach bardzo mnie zmobilizował. Nawiało lisci, rozmaitych owocników, śmiecia rozmaitego, a tu wszędzie wiosenne kły.

No jak tu dać im rosnąć wśród śmieci. Zdjęcia niestety jeszcze przed sprzątaniem, ale potem byłoby za ciemno.






Forsycje chyba wkrótce zakwitną


Na razie nie widzę żadnych strat po tych wściekłych mrozach. Te berberysy - Julianae i Yytte - potrafią stracić wszystkie liście, a tu proszę, jaka zieleń.


Ścięłam trzcinniki i jak widać czas najwyższy. 



A w środku kępy trzcinnika taka niespodzianka ;-)




czwartek, 18 stycznia 2018

Zimowy epizod


O zimie w tym roku trudno mówić. Raczej mamy zimowy epizod, a za kilka dni temperatury znowu dodatnie. Ale śnieg jeszcze leży i wszystko od razu wygląda piekniej. Pojechałam uwiecznić tegoroczny ogródeczek pod śniegiem i sprawdzić, czy te parę mroźnych nocy pozostawiło jakieś niepożądane ślady. 

Ogródeczek znowu mnie zaskoczył, sporo zieleni, kolorów, a w słońcu które akurat wyszło, wyglądał wręcz wiosennie.

Spodziewałam się smętnie zwieszonych, zmarzniętych liści róż, a tu zieleń żywa, pąki nadal gotowe dalej się rozwijać.



Berberysy zielone, a w poprzednich latach, szczególnie Berberysy Juliany potrafiły bardzo silnie przemarznąć.



Śnieguliczki zabawnie wyglądają na tle śniegu





Na pędach róż wielokwiatowych widać pąki, pędu zielone



Na bylinowej nadal zielone budleje





Na furteczce zamiast wianka plątanina wszystkiego


A w domu marketowe pierwiosnki. Za parę tygodni pójdą do ogródeczka.


Albo na taras. Ten posadzony rok temu wśród traw, uparcie kwitnie.


Towarzyszy mu rozchodnik biały. Posadzony w maju ubiegłego roku jeszcze się zbytnio nie rozrósł, może w tym roku będzie zielony dywanik.


Jutro Borków, chyba że zapowiadane zawieje i wichury mi w tym przeszkodzą.

sobota, 30 grudnia 2017

A róże nadal kwitną



2017 ma się ku końcowi. To był piękny rok na Młocinach :-)




















Mam wrażenie, że był wyjątkowy, jakby się żegnał ze mną, albo chciał pokazać, że nie sposób z nim się rozstać. 

Dzisiaj w ten słoneczny grudniowy dzień, przedostatni w tym roku, obiecałam ogródeczkowi, że w 2018 poświęcę mu dużo więcej czasu, a Borków odrobinę zaniedbam ;-)

Albo oba ogrody będą najważniejsze, a z pracą czas się powoli rozstać. 
Powoli, czyli tylko z częścią z niej. 

I to jest moje postanowienie noworoczne.

Szczęścia wszystkim życzę i by praca nie zabierała nikomu życia.