poniedziałek, 8 lipca 2019

Tydzień później


Tydzień od ostatniej wizyty i dość dramatycznego wpisu o ginięciu ogródeczka spalonego upałem, suszą. Przyznam szczerze, że miałam nadzieję na znacznie bardziej widoczną regenerację roślin, biorąc pod uwagę deszcz, niskie temperatury, brak słońca. Niestety szkody chyba zbyt wielkie i nie wiem w jakim stopniu do odrobienia.

Górne piętra ogrodu, czyli krzewy są bez zmian.



Wypalony trawnik



Zniszczone rabatki. Nawet hosty są w bardzo marnej kondycji. Byliny prawie bez wyjątku wycięłam, rabaty puste, albo z jakimiś rachitycznymi ostatkami.


Powyżej rzeczywisty trawnik. Taki jak wszędzie, gdzie nie leje się woda co noc z automatycznego nawadniania. Jestem wrogiem takiego marnowania wody, bo to egoistyczne i bez uzasadnienia.

Są jakieś kwiaty, chociaż tak jak na budlei to raczej taka bieda ;-)






 
Wycięłam co suche i brzydkie, przycięłam dławisza i winorośl, wygrabiłam wory suchych liści, podlałam hortensje i nadal nieco smutnie. Puste rabatki straszą i jakoś nie mam ochoty niczego sadzić.



wtorek, 2 lipca 2019

Suchość mojego ogrodu :-(


Ogródeczek umiera i nie zamierzam go ratować, tylko muszę pomyśleć o zmianie charakteru na dostosowany do obecnego klimatu.

Narew wyschła, ziemia spalona, aż trzeszczy pod nogami. Lanie wody by ratować trawnik jest dla mnie zabiegiem nonsensownym. A i tak efekt żałosny tylko woda zmarnowana, bo za chwile wyparuje. Ogród w tym ciągłym skwarze i w obecnej wersji częściowo bylinowej i tak powoli odchodzi.

Wczoraj była burza i 1-minutowa ulewa. Po kolejnych 5 minutach nie było po niej śladu. Może nadchodzące dni pomogą, ale uczucie smutku towarzyszy mi teraz codziennie. Jest po prostu coraz bardziej brzydko wokół. Kilka dni temu na jednej z większych arterii stolicy płonęła trawa w pasie tramwajowym. Założenie było wspaniałe - zielony pas zamiast brudnego kamienia wzdłuż szyn tramwajowych. Tylko to było w tamtym klimacie, którego już nie ma :-(

O dziwo liliowce nic sobie z tej pogody nie robią.


W tle zasychają hortensja 'Tardiva'. Z kwitnienia chyba nici, a taka była piękna :-(  Rodgersje kompletnie uschły, ale to akurat wiadomo. One bez wody nie mogą być. Hosty też marnie wyglądają.



Tojeść jak by nie było upału


Lilie wkrótce pokażą swoją żółtość i będą pachnieć wspaniale


Wiśnio-czereśnie obrodziły. To jakaś zabawna krzyżówka wyhodowana przez poprzedniego właściciela działki. A słońce akurat pozwoliło im pięknie dojrzeć.


Jeszcze jest jako tako, bo u mnie przewaga prostych krzewów, a te daja radę w każdych warunkach. Gdyby nie ten trzeszczący trawnik...

poniedziałek, 24 czerwca 2019

Owocowo i kwiatowo


Pomimo suszy ogródeczek walczy. Nie jest pięknie tak jak lubię, czyli soczyście, zielono, bo jednak zbyt sucho, ale nie jest źle. Mogłoby być gorzej. Do tego czasu mało, bo koniec roku akademickiego, zaliczenia, obrony dyplomowe, mnóstwo pracy, ale jeszcze dwa tygodnie i wakacje. 

Morwa sypie owocami, czarno wszędzie, ptaki szaleją w konarach, ale jest tych owoców tyle, że i dla mnie starczyło ;-) Zjadłam ich dzisiaj mnóstwo. To był wspaniały przerywnik w rozmaitych pracach porządkowych. Takie owoce prosto z drzewa to jednak jest coś!



Wisienka też zaraz będzie mnie dokarmiać ;-)


A oczy cieszą kolory - pomarańczowy trojeści bulwiastej, biały hortensji i fioletowy clematisa.







 I znowu piękny dzień!
 

wtorek, 11 czerwca 2019

Wiciokrzew, ale nie tylko


Wiciokrzew zaostrzony, taki dawno temu posadziłam, by zarósł brzydki słup energetyczny, który stoi na mojej działce. A on wywiązał się z zadania i słupa nie widać, tylko niestety parę kabelków widać Za to dzisiaj w pełni kwitnienia to było moje ach! jak go zobaczyłam.




 Dorównują mu tylko pęcherznice


Ale to cudo to rzadkość


Rodgersje kasztanowcolistne kwitną nie zawsze.  U mnie przez 6 lat kwitły chyba dwa razy. Wymagają cienia, wilgoci, wody. W upale zasychają. Dzisiaj jestem zdumiona w jak dobrej są formie. Tylko w paru miejscach na liściach widać początki złego. Suche plamki. A kwiaty to dopiero początek, bo to koronkowa robota.


No i taki skromniutki, ale jednak go lubię - Wiesiołek


I widoczki ogólne na mój busz. Trawnik jednak powoli znowu schnie.






Nie tylko upał. Są też chmary komarów.

Ale są ogrody i to daje siłę :-)
 

środa, 5 czerwca 2019

Tonę w kwiatach ;-)


Ja, w moim berberysowo-pęcherznicowym ogródeczku!?

Ale przecież mam też róże, piwonie, clematisy, hortensje, to i mam kwiaty :-)

Piwonie w absolutnie pełnym rozkwicie.






Róże nadal na bogato ;-)




A te takie jak lubię, delikatne i ulotne. Za to bogactwo liściowych pędów też je lubię. Pergole rude zarośnięte.


Hortensja pnąca nie zawodzi. Coraz jej więcej, a zapach!


Przeplata się z berberysem, ale to zamierzony efekt.


A dalej to już Summer snow. Clematis Paul Farges, znany, nie każdy go polubi, bo to potwór ;-)


Dla równowagi cienisty zakątek bez kwiatów. No prawie, bo te białe gwiazdeczki po lewej to kosmatka śnieżka. Ona tak właśnie kwitnie


Przyznam się bez bicia - nie było mnie tutaj 7 dni :-(

Borków, praca, życie...

Spodziewałam się kataklizmu, a tu wszystko na swoim miejscu, ogródek zdyscyplinowany czekał. A ja do roboty!

Skosiłam trawniczek, wypieliłam rabatki, pocięłam dławisze, podlałam wszystko i poza podziwianiem tych cudów natury - jak piwonie - to już tylko piłam herbatę na leżaczku.

Jutro praca, piątek Borków i sadzenie 30 roślin! No chyba jednak przesadzam!